Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nastolatki – zestresowane, pod presją. Jak możesz im pomóc?

SAD TEENAGER
Shutterstock
Udostępnij

W tym codziennym pędzie jest najwyraźniej za mało czasu dla młodych ludzi na zwyczajne bycie młodymi. Oni potrzebują naszego przyzwolenia, by mogli zwolnić tempo i być niedoskonali.

Młodzi dorośli

Kilka tygodni temu brałam udział w długiej wymianie esemesów z moją przyjaciółką, która działa w duszpasterstwie młodzieży. Pisała o tym, z czym zmaga się regularnie ze swoimi nastolatkami i byłam zaskoczona, kiedy powiedziała: „Nie jest im dane być dziećmi. Wychowuje się ich na małych dorosłych… a oni nie są szczęśliwi i już teraz się wypalają”.

Słyszałam, jak inne osoby mówią to samo. W tym codziennym pędzie jest najwyraźniej za mało czasu dla młodych ludzi na zwyczajne bycie młodymi.

Postanowiłam, że skoro znam jeszcze dwie wyjątkowe kobiety z duszpasterstw młodzieży, zbiorę informacje od nich trzech w ramach próby zdefiniowania, z czym nastolatki – zwłaszcza dziewczyny – borykają się na co dzień i jak rodzice, czyli dorośli mający największy wpływ na ich życie, mogą im pomóc.

W oparciu o to, czego się dowiedziałam, usłyszałam dwie najważniejsze wiadomości, które nastoletnie dziewczynki potrzebują usłyszeć od swoich rodziców.

 

Zgoda na bycie niedoskonałym

Nastolatkowie potrzebują naszego przyzwolenia, by mogli zwolnić tempo i być niedoskonali.

Dwie na trzy z moich znajomych stanowczo twierdziły, że ich dziewczynki doświadczają ogromnego stresu o wiele częściej, niż „powinny”.

„One wszystkie mają zbyt wypełnione grafiki” – twierdzi Mary Nelson z kościoła metodystów w Ohio. „Jest na nich ogromna presja ze strony trenerów, rodziców, nauczycieli, że muszą być najlepsze, dawać z siebie wszystko i nie pozwalać sobie na nic innego, niż robienie wszystkiego najlepiej jak potrafią”.

W kulturze, gdzie każda pomoc, jakiej dziecko mogłoby tylko potrzebować, by osiągnąć sukces, oddalona jest zaledwie o kliknięcie, presja, aby radzić sobie nienagannie we wszystkich dziedzinach spoczywa na nich nieustannie.

„Jeden obraz szczególnie nasuwa mi się na myśl” – wyjaśnia Gina Cecutti z kościoła katolickiego Niepokalanego Poczęcia w Ohio. Opisuje dzielenie się w małych 10-osobowych grupkach dziewcząt w wieku 14-17 lat.

Były bardzo rozmowne, dopóki nie musiały sięgnąć nieco głębiej. Wtedy wszystkie siedziały w napięciu, wstrzymując oddech. W końcu najstarsza opowiedziała o paraliżującym stresie, jakiego doświadczała, próbując żonglować wszystkim, co miała do zrobienia. Jej odwaga przełamała lody, rozpłakała się, a niemal cała grupa przyłączyła się, dzieląc się doświadczeniami ataków paniki podczas przymierzania ciuchów, problemów z trawieniem spowodowanych przez szkolny stres, i wiele innych. Ciężar tego stresu był namacalny, tak jak i bezsilności, która mu towarzyszyła.

Ja osobiście byłam zaskoczona szerzącym się napięciem wśród współczesnych nastolatków. Wydawało mi się, że większym i częstszym problemem wśród nich jest apatia.

 

Jak dorośli mogą pomóc?

Cecutti wspomina, że jedna z dziewczynek powiedziała grupie o swojej nauczycielce, która wyczuła napięcie klasy i zapewniła uczniów, że „nie muszą być idealni i dawać 100% z siebie we wszystkim… ponieważ ich fizyczne, psychiczne i emocjonalne dobre samopoczucie jest ważniejsze, i czasem warto dostać gorszą ocenę na poczet snu i zdrowia psychicznego”.

„I nagle zmienił się klimat w tej grupce – kontynuuje Cecutti – a ja zdałam sobie sprawę, że oni potrzebują tylko potwierdzenia i przyzwolenia na bycie człowiekiem, bo nie dostają tego nigdzie, co powoduje narastanie lęków i niepokojów”.

Wynika z tego, że ci zestresowani nastolatkowie mają potrzebę usłyszeć zapewnienie, że niedawanie z siebie 110% nie jest równe porażce. „Dajcie im czas na bycie dziećmi i zdejmijcie z nich przymus ogarniania wszystkiego” – podkreśla Nelson.

Mózg nastolatków nie działa jeszcze tak, jak mózg dorosłych. Nastolatki potrzebują znacznie więcej cierpliwości, wzmocnienia i zachęcania w procesie poznawania świata i znajdowania sobie w nim miejsca. Od nas potrzebują najbardziej wsparcia, a nie nacisków, zwłaszcza w obszarach, w których nie są wybitni.

Jak radzi Nelson, „dajcie im czas na zmaganie się w kochającym, troskliwym środowisku i nie oczekujcie od nich, żeby byli ideałami”.

 

Trzeba im pokazać, jak żyć wiarą

Wszystkie trzy liderki z duszpasterstw młodzieży jasno stwierdziły, że wiara zaczyna się w domu i „żaden program nie zastąpi wpływu rodzica na dziecko”, jak ujęła to Teresa Whiteside z kościoła katolickiego św. Andrzeja w Ohio. „Upewnij się, że jesteś autentyczny w swojej wierze – podkreśla. – Dzieci wszystko widzą”.

Jeśli chcemy, aby nasze córki miały oparcie w Jezusie, muszą najpierw widzieć nas polegających na Nim. Na tym powstaje fundament ich własnej osobistej relacji z Chrystusem. „Chcemy, aby nasza wiara stała się ich wiarą” – wyjaśnia Whiteside, nadal podkreślając, jak ważne jest traktowanie poważnie myśli, opinii i pytań nastolatków związanych z wiarą.

„Prawdopodobnie będą mieli pytania, a nawet wątpliwości dotyczące Chrystusa i Kościoła – przestrzega. – To normalne w procesie stawania się sobą… Nie gaśmy ich więc, ani nie reagujmy strachem. Słuchajmy ich. Dowiedzmy się, co stoi za danym pytaniem”.

Nawet jeśli nasi nastolatkowie stawiają nam pytania, które wprawiają nas w osłupienie, są one okazją do wspólnego szukania odpowiedzi. „Zachęcajcie ich do zadawania pytań!” – nawołuje Cecutti. – „Bądźcie pokorni i szczerzy, jeśli nie znacie odpowiedzi”.

Podobnie Nelson zachęca do empatii i otwartości. „Zapewnijmy ich, że nawet jeśli tego nie czują, nie ma w tym nic złego – wszyscy przez to przechodzimy”. Innymi słowy, nie powinniśmy nigdy pozwolić im poczuć, że to coś złego, jeśli nie płonie w nich pasja do wiary.

Wszyscy przechodzimy przez okresy suszy w naszym życiu duchowym, kiedy to modlitwa i kościół wydają nam się pustą gadaniną. Nasze dzieci też muszą być na to gotowe i poznać na naszym przykładzie, że trzeba żyć wiarą również w tym czasie pustyni, ze świadomością, że on nie będzie trwał wiecznie.

Co najważniejsze, wszystkie trzy opiekunki duszpasterstw podkreślają wagę pomagania dziewczynkom w przyjęciu Bożej miłości dzięki naszej bezwarunkowej miłości, i to jest moja ulubiona porada.

„Dajcie im odczuć, jak mocno i bezwarunkowo je kochacie radzi Whiteside.  Wasza miłość do nich pozwoli im zrozumieć, jak mocno i bezwarunkowo kocha je Bóg”.

Tłumaczenie z języka angielskiego

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail