Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pochwała różnorodności: czego możesz się nauczyć od innych ludzi?

KOLACJA PRZYJACIÓŁ
Lumina/Stocksy United
Udostępnij

Zdjęcia z moich przyjęć może nie pasują do idealnego świata na Instagramie, ale dla mnie liczy się to, co dają mi spotkania z ludźmi żyjącymi inaczej niż ja.

Jak wygląda idealne spotkanie towarzyskie na Instagramie? Zdjęciom z takich wydarzeń zawsze towarzyszą artystycznie ułożone kwiaty, stylizacje z wykorzystaniem starego drewna, ekologiczne i soczyste posiłki w dużych ilościach i piękni ludzie, świetnie ubrani, ale bez nadmiaru ozdób, którzy śmieją się i nie zdają sobie sprawy, że są fotografowani. Uwielbiam patrzeć na takie fotografie i inspirować się pomysłami czy estetyką, ale na krótko. Bo w pewnym momencie odnoszę wrażenie, że ci wszyscy ludzie są podobni, stylistyka jest taka sama, a w dodatku żadne ze spotkań, które sama organizowałam tak nie wyglądało.

Najlepsze przyjęcia w moim życiu obfitowały w sytuacje mocno kłopotliwe. Niezręczne momenty milczenia podczas rozmów, ludzie kręcący się w kółko, próby (często bezskuteczne) łączenia gości i poszukiwania tematów, o których mogliby rozmawiać, plączące się między nogami i wrzeszczące dzieci… W trakcie takich przyjęć jako gospodyni odczuwałam lekki niepokój, ale potem, jak już posprzątałam po imprezie, przychodziła refleksja, że właśnie taki harmider jest błogosławieństwem!

Oznacza, że spotykają się u mnie różni ludzie, a nie tylko wąska grupa wzajemnej adoracji. Dzięki różnorodności za każdym razem pogłębiam sens gościnności i traktuję to jako życiową umiejętność, którą wszyscy powinniśmy rozwijać.

 

Różnorodność jest dla nas błogosławieństwem

Żyjemy w mocno posegregowanym świecie – mieszkamy, chodzimy do szkoły czy do kościoła, a nawet robimy zakupy w miejscach, gdzie ludzie wyglądają tak jak my. W coraz bardziej zróżnicowanym i pluralistycznym świecie ważne staje się, aby rozszerzać krąg znajomych także o ludzi żyjących inaczej niż my. Oczywiście, to nie jest proste – przezwyciężenie różnic kulturowych, etnicznych czy klasowych wymaga czasu i chęci. Musimy się zaangażować, brać pod uwagę wszystkie dziedziny życia i myśleć kreatywnie – tylko tak możemy integrować różnych ludzi.

Tego właśnie uczyła mnie moja mama, jak byłam dzieckiem. Zamiast koncentrować się tylko na naszej rodzinie, zawsze zapraszała do domu różne osoby. Przez rok żyliśmy obok starszej sąsiadki Marguerite i kiedy wracałam ze szkoły, to czasem mama prosiła, abym szła do niej i sprawdziła, czy nie umarła (oczywiście, to było straszne zadanie). Marguerite była zagorzałą ateistką, ale kiedy zaprosiliśmy ją na świąteczny obiad w Boże Narodzenie, bez chwili wahania się zgodziła.

Dorastałam w takim środowisku, to było dla mnie normalne. Rozmowy z osobami młodymi, niedawno rozwiedzionymi, będącymi w żałobie, owdowiałymi, przyjaciółmi ze studiów bez pracy czy współpracownikami, którzy nie mają siły spędzać czasu z rodziną – każdy był u nas mile widziany. Przygotowywanie dodatkowych nakryć na stole było w moim domu normą, podobnie jak wrażliwość na tych, których nikt nie zaprasza.

 

Kiedy poglądy polityczne nie dzielą przy rodzinnym stole…

Sporym zagrożeniem podczas rodzinnych obiadów są drażliwe tematy, np. polityka czy religia. Rozmówcy, którzy mają przeciwne zdanie, potrafią tak zacietrzewić się w dyskusji, że zdominują całe spotkanie. Kiedy zaprosimy do stołu zróżnicowane towarzystwo, ludzi z innych środowisk niż nasze, z dużym prawdopodobieństwem wszyscy będą podczas rozmowy bardziej wyrozumiali niż zazwyczaj.

Goście mogą nam pomóc łagodnie przejść przez drobne nieporozumienia i pozbyć się zakorzenionych wzorców interakcji. To jest bardzo korzystne, dzięki temu możemy na nowo komunikować się z bliskimi i wszyscy stajemy się życzliwsi.

Każdy z nas jest inny – zaakceptuj to!

Od ponad 10 lat mieszkam razem z mężem wśród społeczności uchodźców. Jeśli organizujemy przyjęcia, to zawsze zapraszam na nie zarówno naszych sąsiadów, jak i przyjaciół z kościoła, kolegów oraz rodzinę. Spora mieszanka kultur i oczekiwań. Musimy pamiętać o różnych restrykcjach – np. o tym, co jedzą muzułmanie, hindusi, czy o diecie wegańskiej albo bezglutenowej.

W naszym domu gościliśmy wyznawców różnych religii, osoby o bardzo różnych gustach muzycznych. Niektórzy goście nie mówili po angielsku, z kolei inni nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z uchodźcami. Dla nas poruszanie się między ludźmi wyznającymi różne wartości jest bardzo satysfakcjonujące. Nie tylko sami uczymy się budować mosty, ale zapraszamy innych, aby robili to samo.

Takie podejście wcale nie oznacza, że musimy rezygnować z naszego własnego „ja” podczas przyjęć. Kiedyś zorganizowałam imprezę urodzinową dla mojego męża pod hasłem „Harry Potter”. Wszystko było utrzymane w klimacie książek, dekoracje, a nawet przekąski. W czym problem? Wielu gości było albo ze wschodniej Afryki, albo z konserwatywnych wspólnot chrześcijańskich i żaden nie był fanem Harrego Pottera.

Jednak bez względu na to wszyscy dobrze się bawili – rozmawiali ze sobą, jedli, pili, przyglądali się, jak dzieci bawią się z hula hop. Mój mąż był zachwycony – ta impreza była specjalnie dla niego, z dekoracjami z jego ulubionej książki i pysznymi smakołykami, które przygotowałam. Z drugiej strony starałam się, aby przyjęcie było na tyle otwarte, aby każdy mógł się dobrze bawić, bez konieczności wchodzenia w świat Pottera.

Zróżnicowany i zintegrowany świat

Na naszych przyjęciach nigdy nie ma wieprzowiny, wołowiny, owoców morza i alkoholu. Wiadomo, że niektórzy goście nie mieliby nic przeciwko tym produktom, ale ze względu na przekonania religijne i moralne tych, którzy ich nie spożywają – wykluczyliśmy te rzeczy z imprezowego menu.

To jest nasz wybór dyktowany życzliwością w stosunku do naszych bliskich, których zapraszamy. Zazwyczaj dobieramy dekoracje, muzykę i przekąski specjalnie dla naszych gości, aby mogli docenić różnorodność. W repertuarze mamy np. frytki na ostro, kolorowe owocowe drinki bezalkoholowe, tęczowe babeczki czy muzykę Bollywood.

Wykorzystanie na przyjęciu wspólnych elementów jest metaforą tego, jak możemy iść naprzód w świecie, który staje się coraz bardziej zróżnicowany i grozi rozłamem. Wychowałam się w kraju, który miał być kulturowym „tyglem”, gdzie od każdego oczekuje się asymilacji do pewnego rodzaju życia. Teraz widzę, że powinna to być raczej „salaterka” – gdzie społeczności zachowują swoją indywidualność i tożsamość, a tym samym nadają wyjątkowego smaku całości.

Moje przyjęcia nigdy nie będą nadawały się na Instagram, ponieważ biorą w nich udział bardzo różnorodni ludzie, po przejściach, z różnymi doświadczeniami i zdarzają się nam czasami momenty niezręcznego milczenia. Jednak to wszystko ma sens, bo zamiast pielęgnować perfekcyjne życie, wolimy budować silną społeczność.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail