Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

10 tys. kibiców zgodnie krzyczało: „Pokój i dobro”. Oto moc Jana Pawła II

POJEDNANIE KIBICÓW
EAST NEWS
Udostępnij

Wyobraźcie sobie 10 tysięcy fanów różnych, czasem zwaśnionych ze sobą klubów piłkarskich. I oni wtedy wspólnie chcieli się modlić. I krzyczeli jednym głosem. Jak to możliwe?

Odejście Jana Pawła II w 2005 roku odmieniło Polskę. Przynajmniej na kilka dni. Pod papieskim oknem na Franciszkańskiej 3 i na krakowskich Błoniach rzesze ludzi modliły się i czuwały. Wśród nich nie zabrakło piłkarskich kibiców.

Konflikty i uprzedzenia między klubami na pewien czas przestały istnieć. Szaliki różnych drużyn zawisły wśród kwiatów, które ludzie przynosili pod krakowską Kurię Arcybiskupią. Całe miasto, a nawet cała Polska, przeżywała swego rodzaju rekolekcje.

W tych pamiętnych dniach przedstawiciele kibiców szukali duchownego, który poprowadzi dla nich modlitwę. Posłuchaj relacji krakowskiego franciszkanina, któremu przypadło to niezwykłe zadanie. Czy udało mu się zapanować nad 10 tysiącami kibiców? Okazuje się, że zgoda między klubami jest możliwa.

Posłuchajcie relacji franciszkanina, który prowadził tę modlitwę dla tłumu kibiców. Opowiada ojciec Jan Maria Szewek OFM:

 

Jeśli nie widzisz tego filmu, kliknij tutaj 

Film pochodzi z zasobów Centrum Myśli Jana Pawła II

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!