Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Św. Stanisław Kostka w komiksie? Czemu nie!

KOMIKS O STANISŁAWIE KOSTCE
autor ilustracji: o. Przemysław Wysogląd SJ
Udostępnij

„Jak ma się jakąś pasję, jak coś się kocha, to chce się tym dzielić” – mówi autor komiksu o… św. Stanisławie Kostce, dk. Przemek Wysogląd SJ.

Po co tworzyć i czytać komiks o świętym? Dlaczego w Roku Świętego Stanisława Kostki warto sięgnąć po komiks K.O.S.T.K.A? Odpowiedź znaleźliśmy u jego autora – dk. Przemka Wysogląda SJ.

Joanna Bórkowska: Czym historia o XVI-wiecznym świętym może przyciągnąć czytelników? Czy odtwarzając ją, nie bił się czasem Ksiądz z myślami, jak ukazać Kostkę: jako superbohatera czy człowieka z krwi i kości?

Dk. Przemek Wysogląd SJ: Ależ to jest dokładnie to samo! Dziś mamy problem z tym, że wszystko chcemy rozgraniczać: superbohater/zwykły człowiek, święty/grzesznik. Myślę, że pokusą jest próba pokazania tego, że święci to nadludzie. Proszę zwrócić uwagę chociażby na popularne w ostatnich latach ekranizacje komiksów – tam szczególny nacisk położony jest właśnie na to, że superbohaterowie to ludzie z krwi i kości, że zmagają się z takimi samymi słabościami jak my. Zanim ktoś stanie się superbohaterem czy świętym, musi nauczyć się, jak to jest być człowiekiem.

 

K.O.S.T.K.A – życie św. Stanisława w komiksie

I tę właśnie przemianę starał się Ksiądz nakreślić?

Kłopot ze zrozumieniem duchowości Kostki polega chyba na tym, że często podkreśla się jego aktywizm: że on poszedł, że był wytrwały itd. – jakby to od niego wszystko zależało, jakby zrobił wszystko własnymi siłami, a przecież on tylko otworzył się na wolę Bożą i dał się jej poprowadzić. Kostka chciał pełnić wolę Bożą, nieustannie ją rozeznawał i nie robił tego sam, ale poddawał się osądowi kierowników duchownych, przełożonych. Przecież wychodząc z Wiednia na pewno nie myślał, że będzie musiał iść na piechotę do Rzymu! Stopniowo też odkrywał, czego będzie wymagała od niego realizacja powołania – i był w tym cierpliwy i wytrwały. A gdyby doszedł do Rzymu, wykończony, i tam dostałby odmowną odpowiedź od generała jezuitów? Jestem przekonany, że pokornie by wrócił… Aż strach pomyśleć, co by go czekało w domu!

Dziś wielu pewnie odpuściłoby sobie drogę do Rzymu. Może to jednak zbyt trudny wzór do naśladowania?

Myślę, że – chociaż ludzie są dziś tacy sami, jak ludzie w czasach Kostki – to właśnie św. Stanisław może dzisiejszą młodzież, i nie tylko młodzież, nauczyć cierpliwości i wytrwałości. My często oczekujemy specjalnego traktowania – Kostka tymczasem nie bał się pracy w kuchni, sprzątania zakonnych korytarzy. Nie czekał na specjalne zaproszenie, nie zniechęcał się przy pierwszych przeciwnościach. Dlaczego? Bo szukał Boga! I te przeciwności, o których możemy też dowiedzieć się z komiksu, to nic w porównaniu z tym, co go spotkało później! I to jest duch Kostki, to jest duchowość św. Stanisława, którą możemy naśladować. Jak? Przyjmując tak jak on, z ufnością, to, co się przydarza i nie tracić pierwotnego entuzjazmu, gdy trzeba będzie pójść w nieznane.

KOMIKS O STANISŁAWIE KOSTCE
autor ilustracji: o. Przemysław Wysogląd SJ

 

Mam takiego współbrata w niebie!

Ma Ksiądz jakieś specjalne nabożeństwo do św. Stanisława Kostki? Opowiada Ksiądz o nim z niezwykłą pasją, ale jednocześnie zwyczajnie – jak o swoim żyjącym współbracie.

Gdybym nie miał nabożeństwa do Kostki, to nie spędziłbym kilku miesięcy nad komiksem o nim! Jak ma się jakąś pasję, jak coś się kocha, to chce się tym dzielić. Mam takiego współbrata w niebie i chciałem o tym opowiedzieć w jakiś atrakcyjny, współczesny sposób (chociaż dzisiaj zrobiłbym to w zupełnie inny sposób, bo od kiedy narysowałem K.O.S.T.K.Ę minęło 9 lat, a ja miałem wtedy tylko 21 lat!). Wciąż fascynuje mnie to, że on nie robił planu – my często myślimy, że musimy przygotować jakiś program, aby później go realizować – ale, w dzień taki jak dzisiaj, nie czekając na dogodne czy specjalne okoliczności, wyruszył w podróż. Nie wiedział, co go czeka, wiedział, że Pan mu pobłogosławi, więc wszystko traktował jako błogosławieństwo na drodze. Wiedział tylko, że czeka go przygoda z Bogiem. Myślę, że taka przygoda czeka na każdego z nas…

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail