Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Znalazła dziecko pogrzebane żywcem. Spotkali się po 20 latach

SPOTKANIE PO LATACH
Udostępnij

„Dziękuję ci, że pojawiłeś się w moim życiu, zmieniłeś je. W dniu, w którym cię znalazłam, moja wiara stała się silniejsza. Bóg zesłał nas tu w jakimś celu” – Azita wzrusza się na widok młodego mężczyzny. Zobaczcie wideo.

Maj 1998 r. Azita Milanian odmawia przyjaciółce, która zaprasza ją na zajęcia salsy. Sama nie wie dlaczego, ale tego wieczoru woli pobiegać ze swoimi labradorami w pobliskich górach. Na dodatek parkuje samochód ulicę wcześniej niż przez ostatnie 8 lat. I zakłada koszulkę z hasłem nawołującym do pomagania sierotom. Cały splot wydarzeń utwierdza ją w przekonaniu, że w życiu nie ma przypadków.

 

Azita i dziecko pogrzebane żywcem

Od wielu lat modliła się o to, by Bóg podpowiedział jej, co może zrobić dla opuszczonych dzieci, których los zawsze ją wzruszał. Angażowała się w pomoc charytatywną, przeprowadzała zbiórki dla sierocińców, ale wciąż czuła, że mogłaby zrobić coś więcej. Dziś mówi: „Uważaj, o co się modlisz, bo Bóg naprawdę wysłuchuje twoich próśb”.

Tamtego wieczoru w górach coś przykuwa uwagę jej psów. Skonsternowane zatrzymują się w zaroślach i nie reagują na nawoływanie opiekunki. Azita zamyka je w samochodzie i – choć ma ochotę jak najszybciej wrócić do domu – zawraca. Z ziemi wystają maleńkie stopy. Słychać też cichutkie kwilenie.

Chłopiec ma najwyżej 3 godziny. Jest zawinięty w niebieski ręcznik, ułożony w płytkim dole i przysypany ziemią. Z jego brzucha wystaje pępowina. Azita natychmiast oczyszcza jego usta i nos i dzwoni po pomoc, ale połączenie kilkukrotnie zostaje przerwane. Biegnie więc do drogi i zatrzymuje przejeżdżający samochód. Prosi kierowcę, by zaalarmował odpowiednie służby.

Kiedy czeka na przyjazd karetki, próbuje uspokoić chłopca. Przytula go i powtarza: „Nie umieraj, proszę. Ja cię nigdy nie zostawię. Kocham cię”. Kilka dni później wspomni w „LA Times”: „Chwycił mój nadgarstek i przestał płakać. To było bardzo emocjonalne. Jaki chory człowiek mógł zrobić coś takiego? Miał jeszcze pępowinę wiszącą na brzuchu”.

 

 

Dziecko zostaje zabrane do szpitala i szybko dochodzi do siebie, co ówczesny dyrektor oddziału neonatologicznego Huntington Memorial Hospital nazywa cudem. Media – za personelem szpitala – nazywają noworodka „Baby Christian”, a poruszeni historią Amerykanie ślą zabawki, ubranka i pieniądze.

Azita bardzo chce się nim zaopiekować, ale wie, że mogłoby się to okazać niebezpieczne. Każdy, kto sięgnąłby po gazetę z artykułem na ten temat albo obejrzał program telewizyjny z jej udziałem, dobrze wiedziałby, jak znaleźć chłopca.

W ciągu kilku miesięcy maluch zostaje adoptowany. Azita traci z nim kontakt. Na początku próbuje walczyć o jego utrzymanie, ale po kilku odmowach odpuszcza. Podejrzewa, że chłopiec nie jest świadomy, jak spędził pierwsze dni swojego życia. I ma rację. Jest jednak przekonana, że kiedyś go odnajdzie.

Cała historia staje się dla niej impulsem do założenia organizacji charytatywnej pomagającej sierotom na całym świecie – „Children on One Planet”.

 

Azita i baby Christian – 20 lat później

O tym, co go spotkało, Matthew Christian Whitaker dowiaduje się w 2017 roku. „Jechałem samochodem z moją matką chrzestną, kiedy zaczęła rozmowę: «Czy ktoś opowiedział ci kiedyś prawdziwą historię o tym, jak cię znaleziono?». Ja odparłem: nie, zawsze było to dla mnie tajemnicą. Po czym opowiedziała mi o wszystkim” – wspomina. Jak dodaje, nie ma żalu do osoby, która go porzuciła. „To był twój najlepszy pomysł – zostawić mnie tam – więc dziękuję”.

18 maja 2018 r. Azita i Matthew zostają bohaterami radiowego programu „On Air with Ryan Seacrest”. Wśród łez i uścisków 58-letnia dziś Azita mówi:

Ten dzień jest spełnieniem moich marzeń. Czekałam na niego 20 lat. Jesteś dokładnie taki, jak sobie wyobrażałam. Domyślałam się, jakiego jesteś wzrostu, dosłownie wszystkiego. Dziękuję ci za pojawienie się w moim życiu, zmieniłeś je.

Zobaczcie, jak wyglądało ich spotkanie.

Źródła: latimes.com, boredpanda.com, people.com, YouTube

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail