Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Chcesz zacząć biegać? Japoński pisarz Haruki Murakami ma na to sposób!

NAUKA BIEGANIA
Jenny Hill/Unsplash | CC0
Udostępnij

Traktować swoje ciało jak woła roboczego, wyobrazić sobie wsiadanie do zatłoczonego pociągu i cieszyć się ze skłonności do tycia – to nieoczekiwane rady dla biegaczy, które można wyczytać z książki „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” znanego japońskiego powieściopisarza Haruki Murakamiego.

Murakami zarzeka się, że jego książka nie jest poradnikiem dla biegaczy ani broszurką reklamującą zdrowy styl życia. Po prostu dziennikarze i czytelnicy zawsze pytają go o bieganie, więc uznał, że skoro ten temat jest dla ludzi interesujący, opisze go w osobnej książce. Żeby było wiadomo, co mówi, kiedy mówi o bieganiu. Z tej opowieści można jednak – wbrew intencjom autora – wyciągnąć wnioski, jak amatorsko uprawiać sport i jak robić to rozsądnie i skutecznie.

 

Jeśli nie lubisz biegać, nie rób tego

Jeśli ktoś nienawidzi biegać, po prostu nie będzie tego robił. A jeśli się do tego zmusi, wcale nie będzie to dla niego dobre. Jeśli chce się ruszać, niech znajdzie sobie sport, który daje mu przyjemność, np. gry zespołowe albo pływanie. Ta prosta i fundamentalna zasada, którą podaje Murakami dopiero pod koniec książki, bywa jednak łatwa do przeoczenia.

 

Jeśli musisz ćwiczyć z powodu skłonności do tycia albo problemów zdrowotnych – ciesz się. Serio!

Murakami podaje dwa przykłady: siebie i swojej żony. Żona może jeść to, co chce, i nie tyje, więc nigdy nie zawracała sobie głowy ćwiczeniami. A on – przeciwnie – od młodości ma skłonność do gromadzenia niepotrzebnych kilogramów.

Z tego właśnie powodu zaczął biegać jako 30-latek i robi to do dzisiaj (ma 69 lat). Jednak ten wymuszony sport okazał się dla niego błogosławieństwem. Nie tylko pozwala mu utrzymać wagę, ale daje mu dobre samopoczucie i kondycję, opóźnia starzenie i nadaje rytm codziennym zajęciom.

 

10 kilometrów, 5/7 dni

Murakami podaje swój przepis na bieganie. Codziennie przebiega średnio 10 kilometrów. Jeśli przebiegnie mniej, nadrabia to w inne dni tygodnia. Jeśli jest zmęczony albo bardzo zajęty, pozwala sobie czasem na przerwę w bieganiu, ale stara się, żeby w tygodniu nie tracić więcej niż dwóch dni.

 

Znajdź sobie „mantrę”

Murakami przyznaje, że kiedyś zaliczył niemądrą wpadkę, robiąc wywiad ze znanym japońskim biegaczem (Ciekawe, kiedy to było? Chyba zanim stał się literacką gwiazdą, której książki ukazały się w sumie w milionach egzemplarzy na całym świecie?). Zadał mu pytanie, czy zdarza mu się, że nie ma ochoty na trening. Ponoć rozmówca popatrzył na niego jak na idiotę i odpowiedział, że oczywiście. Każdy ma chwile, kiedy dopada go lenistwo. Dobrze mieć wtedy jakąś „mantrę”, którą będziemy sobie powtarzać w głowie.

Kiedy Murakami nie ma ochoty na jogging, przypomina sobie, jakim to jest szczęściarzem, że utrzymuje się z pisania książek i nie musi codziennie jeździć zatłoczonym pociągiem do pracy ani wysiadywać na nudnych zebraniach. Gdy tylko wyobrazi sobie, że żyje jak typowy przedstawiciel japońskiej klasy średniej, daje mu to takiego kopa, że szybko zawiązuje buty na kokardkę i wychodzi z domu.

 

Potraktuj swoje ciało jak mądrego woła

Biegać trzeba z głową. Murakami pisze, że zanim zaczął na poważnie uprawiać biegi, przeczytał książkę na ten temat i kupił dobre buty. Do dzisiaj wszystko planuje i analizuje. Z rozmysłem zwiększa dystans, pilnuje tempa i dopasowuje treningi do planowanych zawodów, uwzględniając m.in. fakt, że jest coraz starszy.

„Mięśnie są jak pojętne woły robocze. Jeśli ostrożnie, krok po kroku, zwiększa się obciążenie, uczą się je znosić. Jeśli zdoła się wyjaśnić im własne oczekiwania – najlepiej na przykładzie pracy, jaką są w stanie wykonać – mięśnie będą posłuszne, a stopniowo staną się coraz mocniejsze” – tłumaczy w swoim charakterystycznym, bezpretensjonalnym stylu, z powodu którego jest przez niektórych uwielbiany, a przez innych nazywany złośliwie japońskim Paulo Coelho.

 

Najtrudniejszy jest 36. kilometr

Murakami biega w maratonach. Z nieznanych względów w każdym takim biegu, liczącym dokładnie 42 kilometry i 195 metrów, najtrudniejszy jest dla niego „każdy kilometr po 35” – nawet jeśli wcześniej biegnie mu się lekko i przyjemnie. To zdecydowanie nie jest sport dla każdego. Do uwag Japończyka można dodać również to, że nie każdego stać na dwie godziny treningu dziennie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail