Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Rodzynek” w reprezentacji Anglii. Harry Maigure – bohater z katolickiej szkoły

HARRY MAIGURE
AP/EAST NEWS
Udostępnij

Strzelił bramkę reprezentacji Szwecji w ćwierćfinale Mistrzostw Świata, a mimo to dociekliwe i demaskatorskie angielskie bulwarówki nie mogą o nim napisać nic więcej poza tym, że od kilku lat pozostaje w związku z tą samą, uroczą fizjoterapeutką Fern Hawkins. Jego największym nałogiem jest piłka i wielki sentyment, jakim darzy katolicką szkołę, w której się wychował. Taki jest właśnie jeden z bohaterów reprezentacji Anglii, obrońca Harry Maguire.

Najłatwiej jest pisać teksty o skandalistach, rewolucjonistach lub pospolitych łobuzach. Historia angielskiej piłki obrodziła futbolistami, którzy ochoczo dostarczali pikantnych historyjek dziennikarzom i kibicom. George Best, Paul Gascoigne, Robbie Fowler czy Wayne Rooney byli klasycznymi „bad boyami” – zachwycali na boisku, szokowali poza nim. Maguire jest inny. Jeśli bowiem czymkolwiek szokuje, to jedynie spokojnym i wyważonym jak na piłkarza życiem.

 

Dobre wychowanie

Urodził się w Sheffield, ale do szkoły chodził w Chesterfield. Co ciekawe, Maguire uczył się w katolickiej placówce pw. Matki Bożej. Zatem gdy media chętnie rozpisują się o rywalach Anglików w półfinale – Chorwatach – że są oni przywiązani do wartości katolickich, warto odnotować, iż w reprezentacji Lwów Albionu gra absolutny „rodzynek”. Większość bowiem wyspiarskiej kadry raczej nie zdradza przywiązania do żadnej religii, nie mówiąc już o katolicyzmie.

Zresztą nauka w katolickiej szkole nie stanowiła dla Maguire’a ani epizodu, ani koniecznego uzupełnienia piłkarskiej kariery dodatkowym „papierkiem”. Uchodził za niezwykle pilnego ucznia, zdobywał świetne stopnie. Błyszczał przy tym w wielu dyscyplinach sportowych – nie tylko w piłce nożnej, ale także w rugby czy tenisie stołowym. Z kolei jego ulubionym przedmiotem szkolnym była matematyka. Imponował przygotowaniem i wiedzą do tego stopnia, że jego nauczyciel wyznał po latach, iż wybór drogi zawodowej Harry’ego wydawał mu się oczywisty – zostanie ekonomistą.

 

Warto mieć marzenia

Harry wybrał jednak inaczej. Poświęcił się futbolowi. Piął się po kolejnych szczeblach angielskich lig, by trafić wreszcie do Hull City (wówczas jeszcze w angielskiej ekstraklasie). W 2017 roku parol na zawodnika zagięło jednak Leicester City. Popularne „Lisy”, które jeszcze niedawno zawojowały Premier League, kupiły obrońcę za 12 mln funtów.

Harry nie zapomina o dawnych przyjaciołach ani szkole, która ukształtowała w nim charakter. Regularnie powraca do katolickiej placówki, by spotkać się z jej uczniami i opowiedzieć, jak wiele można osiągnąć dzięki determinacji oraz ciężkiej pracy. Warto mieć marzenia – podkreśla Harry podczas takich spotkań, po czym podpisuje zachwyconym uczniakom piłki oraz koszulki.

 

Błogosławiona nuda

Gdyby wspomniani Rooney lub Gascoigne mieli przeżyć choćby jeden dzień w życiu tak, jak przeżywa go Harry, najpewniej umarliby z nudów. Z narzeczoną, Fern Hawkins, jest związany nieprzerwanie od siedmiu lat. Oświadczył się jej parę miesięcy temu, w Paryżu. Anglia nie miała pojęcia o istnieniu tej dziewczyny do momentu, gdy Harry strzelił słynnego gola Szwedom. Jest fizjoterapeutką i – podobnie jak jej narzeczony – świetnie czuje się w naukach ścisłych. Coś więcej? Właściwie to by było na tyle.

Za ukochanym Harrym Fern przyjechała do Rosji. W każdym meczu ściska za niego kciuki. Poza kilkoma zdjęciami na Instagramie niewiele pokazują ze swojego wspólnego życia. Bo Maguire bardzo chroni prywatność. Doskonale rozumie, że świat futbolu jest bezlitosny – wiele można zyskać, ale równie wiele stracić. Dlatego pielęgnuje to, co najcenniejsze: chwile, gdy gasną jupitery, milczący stadion pokrywa się mrokiem, a on może zdjąć piłkarski trykot i zostać sobą w gronie najbliższych. Oto błogosławiona nuda Harry’ego Maguire’a.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail