Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kochamy go, jak nie wiem co! Choć wcześniej nikt go nie chciał…

JAREK Z BRONISZEWIC
Udostępnij

Dzień po przyjeździe do nas wyjeżdżałam do Krakowa i zaproponowałyśmy Jarkowi wycieczkę samochodem na dworzec pkp. Ucieszył się bardzo, bo uwielbia samochody. Zapiął pasy z radością ale po sekundzie jego pierwsze pytanie brzmiało: A czy ja tutaj wrócę?

Jarka zna każdy, kto choćby na chwilę odwiedził nasz Dom. Jest typem słodkiego łobuza. Wszędzie go pełno. Szybko nawiązuje kontakt. Jest spragniony obecności drugiej osoby. Ma niezwykłą moc rozkochiwania w sobie jak i wystawiania na próbę czyjejś cierpliwości. Wydaje mi się, że potrzebowałby jedynie 30 sekund, aby na taką próbę wystawić nie tylko Anioła, ale i Archanioła. /dla teologów dodam, że to przenośnia;)/

Kiedy Jaruś trafił do nas, były to jego piąte miejsce życia. Musiał przeżyć rozłąkę z rodzicami biologicznymi, potem porzucili go rodzice zastępczy, potem zrezygnował z niego dom dziecka, a potem kolejny dom.

Dzień po przyjeździe do nas wyjeżdżałam do Krakowa i zaproponowałyśmy Jarkowi wycieczkę samochodem na dworzec pkp. Ucieszył się bardzo, bo uwielbia samochody. Zapiął pasy z radością ale po sekundzie jego pierwsze pytanie brzmiało: A czy ja tutaj wrócę?

Reginie, Tymce i mi stanęły łzy w oczach i klucha w gardle. Obiecałam: Tak, Jaruś! Tu już jest twój dom na zawsze! Co musiał mieć w główce i sercu, że przejażdżka samochodem kojarzyła mu się z brakiem powrotu?… Kochamy go, jak nie wiem co i ćwiczone jesteśmy przez niego w cierpliwości też jak nie wiem co.

Wrzucam dwa zdjęcia. Pierwsze: Jarek pierwszy dzień po przyjeździe do Bronek na dworcu pkp i drugie: Jarek obecnie. I widzimy, jak bardzo dobrze, że jest z nami. I nie mogę się nacieszyć jego szczęściem w oczach. Ma tu swoją mamusię, którą sobie wybrał, Agnieszka Tymoteusza Gil. Była pierwszą osobą, jaką spotkał po przyjeździe do Bronek. Wtulił się w nią na przywitanie i stwierdził: Ty będziesz moją mamusią! I jest temu wyborowi bardzo wierny.

 

Tekst pochodzi z facebookowego profilu s. Elizy Myk

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail