Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Podsłuchane w warszawskim tramwaju: „A pomodlisz się o moją dobrą randkę?”

LUDZIE W TRAMWAJU
EAST NEWS
Udostępnij

Ludzi modlących się widzimy praktycznie codziennie. Także w publicznych miejscach. W autobusach, w tramwaju, metrze, w pociągu. Większość robi to bardzo dyskretnie. Czasem trudno to nawet dostrzec. Ale bywają sytuacje, że wie o nich dużo więcej współpasażerów…

To był jeden z bardziej słonecznych dni w Warszawie. Około godzin wczesnopopołudniowych. Gdy większość ludzi przebywa jeszcze w pracy. Gdy na mieście nie ma jeszcze największych korków. Gdy w komunikacji miejskiej łatwo o wolne miejsca siedzące.

Człowiek siedział z tyłu tramwaju. Oparty lewą ręką o szybę. Leniwym wzrokiem obserwował mijaną rzeczywistość. Na pierwszy rzut oka można było sądzić, że jest po prostu znudzony. Może niewyspany. Dopiero po chwili obserwacji można było zauważyć skryty w lewej dłoni niewielki różaniec. Drewniane paciorki w liczbie dziesięciu oplatały jego kciuk. Widać, chłopak nie chciał się zanadto rzucać w oczy innym pasażerom. Był teraz pogrążony jakby w innej rzeczywistości. Nieco odmiennej od tej proponowanej przez wszędobylskie dziś smartfony. Tak, ten facet wyglądał na niedzisiejszego. Być może przez to był tak fascynujący.

Trzeba przyznać, że obrazków takich jak ten można w polskich miastach oglądać coraz więcej. Ludzi, również młodych, odmawiających różaniec w miejscach publicznych również widzimy tu i ówdzie. Ale tego, co stało się w tym tramwaju, jakim jechałem teraz, nie widzimy już tak często.

 

A pomodlisz się za mnie?

Na jednym z przystanków na pokład tramwaju wszedł inny chłopak. Jeszcze młodszy od tego siedzącego z tyłu tramwaju, modlącego się na różańcu. Miał nieco rozbiegany wzrok, dłuższe włosy, sympatyczną aparycję. Rzucił przez chwilę, nieśmiało okiem na modlącego się dyskretnie mężczyznę, po czym usiadł jedno miejsce przed nim.

Mężczyzna modlił się dalej, a nowy współpasażer rozpoczął podejrzanie się wiercić. Niby patrząc na boki, zerkał co chwila na siedzącego za nim. Niby niechcący, niby przez przypadek spoglądał za siebie. Jakby chcąc się upewnić, czy dobrze zobaczył za pierwszym razem. Czy ten z tyłu aby na pewno się modli?

– Przepraszam najuprzejmiej… – odwrócił się wreszcie, by spojrzeć w oczy siedzącemu za nim mężczyźnie.

– Tak, słucham… – odpowiedział życzliwie ten drugi.

– Bo widzi pan… Jeszcze nigdy nie widziałem nikogo modlącego się w tramwaju… – kontynuował.

– … – mężczyzna, jakby nieco zażenowany, tylko delikatnie się uśmiechnął.

– I wie pan…

– Szymon jestem.

– Wiesz, Szymon… Miałbym prośbę – widać było, że chłopakowi mówienie o tym, o co chce poprosić, nie idzie łatwo. – Pomodliłbyś się i za mnie?

– Jasne – tym razem siedzący z tyłu mężczyzna szeroko się uśmiechnął. – O co?

– Bo widzisz… Spotkałem niedawno dziewczynę. Śpiewam z nią w kościelnym chórze. Sam nie wiem jeszcze, co się między nami wydarzy. Zaprosiłem ją już ze dwa razy na kawę. I tak sobie myślę, że… – tutaj znów się zakłopotał. – Że to naprawdę super dziewczyna.

– I chciałbyś, abym pomodlił się w waszej intencji? Tej tworzonej relacji, tak? – można było odnieść wrażenie, że cała ta historia coraz bardziej fascynuje i ciekawi zaczepionego rozmówcę.

– Tak, tak… Coś takiego – z chłopaka jakby ktoś spuścił powietrze. Chyba powiedział, co chciał. Teraz mógł się już uśmiechnąć.

– A jak masz na imię? Ty i ta dziewczyna?

– Ja jestem Piotrek. Ona ma na imię Anna.

 

Zwyczajna niezwyczajność

Krótka, trwająca kilkadziesiąt sekund konwersacja. W zwykłym warszawskim tramwaju. Jeden z promyczków cudów rozświetlających dziś to miasto. Promyczkiem znacznie jaśniejszym od tego – i tak dziś bardzo mocno palącego – idącego ze słońca. Normalna nienormalność. Zwyczajna niezwyczajność. Piękno zwyczajowości.

– Przepraszam jeszcze… – chłopak odwrócił się po raz kolejny. Po jego twarzy widać było, że o czymś sobie przypomniał. – Jeśli chcesz, to ja też chętnie się za ciebie pomodlę.

– Naprawdę? Byłoby świetnie. Dziękuję.

– A teraz muszę już uciekać – uśmiechnął się chłopak, do tej pory nieco przejęty i jakby zdenerwowany, teraz już zupełnie spokojny. Dla tej rozmowy przejechał dwa przystanki za daleko.

– Błogosławionego dnia! – zdążył odkrzyknąć za znikającym w drzwiach mężczyzna z różańcem.

Można było jechać dalej. W zupełnie innym nastroju. Ten świat nie zginie tak łatwo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail