Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Brak czasu dla dzieci wpływa szkodliwie na ich rozwój! Sprawdź, jak się to objawia

CHILD
Africa Studio - Shutterstock
Udostępnij

Niektóre dzieci skazane są na życie w warunkach określanych przez pedagogów mianem „sieroctwa emocjonalnego”: ich rodzice żyją i są przekonani o tym, że wywiązują się ze swoich rodzicielskich obowiązków. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej...

Poczucie bycia kochanym i otaczanym opieką przez rodziców nosimy głęboko w sobie. Nie opuszcza nas ono ani w wieku dorosłym, ani nawet po śmierci naszych rodziców, gdyż w sferze emocjonalnej zwyczajnie potrzebuje go nasza dusza. Nawet jako dorosłym ludziom czasami brakuje nam uścisku silnych ojcowskich ramion, stosownej rady czy dotyku miękkich dłoni mamy na naszym policzku.

Żywa obecność kochających rodziców wyposaża nas w poczucie bezpieczeństwa i pozwala pewnie kroczyć przez życie. Cóż z tego, że zwątpi w nas cały świat, jeżeli mamy rodziców, którzy – pomimo wszystko – wciąż ślepo w nas wierzą i nam kibicują. W równym stopniu ważna jest dla nas miłość ojca, jak i miłość matki, jedna nie może zastąpić drugiej.

 

Kiedy rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci…

Aby człowiek mógł osiągnąć psychologiczną dojrzałość, potrzebuje wiedzieć, kim byli jego rodzice – ojciec i matka, dzięki temu bowiem odkrywa swoje korzenie oraz odpowiedź na pytanie: „skąd pochodzę?, a także „kim jestem”. W ten sposób utwierdza się we własnej tożsamości. Ta świadomość jest ważna, aby nie wchodzić w dorosłość z balastem w postaci deficytów emocjonalnych, który będzie nam ciążył przez całe życie. Przekonanie, że jesteśmy owocem miłości, owocem cudownego spotkania naszych rodziców, którzy się pokochali i że pochodzimy z prawdziwej rodziny, daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa.

Moim zdaniem, prawdziwy dramat rozgrywa się wtedy, kiedy wiemy, że nasi rodzice żyją, ale absolutnie nie możemy na nich liczyć. Nie chodzi mi tutaj o wsparcie finansowe czy materialne, ale o ich obecność, o świadomość, że jesteśmy przez nich kochani, upragnieni, chciani i akceptowani. Nasze poczucie przynależności i bezpieczeństwa znika, a w jego miejsce pojawia się niepewność i niespełnienie. Wewnętrznie doświadczamy przemożnej samotności, a wywołaną przez nią pustkę próbujemy za wszelką cenę zapełnić, najczęściej niestety zupełnie nieodpowiednimi ludźmi.

 

Poczucie pustki i osamotnienia

Rozpaczliwie poszukujemy miłości i opieki przekonani, że nie ma czasu do stracenia. Narażamy się na ryzyko, że zadowolimy się pierwszą lepszą osobą, która powie nam coś miłego i zaoferuje choćby namiastkę miłości, bezpieczeństwa i przynależności. Niestety, poczucie osamotnienia jest częstsze niż nam się wydaje: moi rodzice żyją, ale wygląda na to, że ja dla nich nie istnieję.

Poświęcam dziecku mało czasu, ale jest to czas wyłącznie dla niego – czy to wystarczy?

Rodzice, nieważne ile pieniędzy wydajemy na dzieci, ponieważ kluczowy jest czas, jaki im poświęcamy. Spędzanie czasu z dzieckiem pokazuje, co nosimy w sercu, co tak naprawdę jest dla nas ważne i o co zabiegamy.

 

Nie tylko jakość, ale również ilość się liczy

Nie wolno nam dać się zwieść mitowi, że to nie ilość wspólnie spędzanego czasu jest ważna, ale jakość. To nieprawda, gdyż człowiek poświęca czas temu, co kocha i ceni. Jeżeli jesteśmy nieobecnymi rodzicami, sygnał, jaki odbierają nasze dzieci to: skoro tata i mama nie podarowują mi swego czasu, oznacza to, iż nie jestem wiele wart. W takiej sytuacji samemu dziecku zaczyna się wydawać, iż nie zasługuje ono na uwagę rodziców. Znacznie obniża się jego samoocena, a w sercu dominuje uczucie porzucenia.

Ilość spędzanego czasu z dzieckiem jest równie ważna co jakość. W miarę możliwości trzeba zapewnić dziecku swoją obecność. Współcześni rodzice, pamiętajcie, że nieustannie kształtujemy naszą miłość, to pełnowymiarowe zajęcie, w którym nie ma mowy o przerwach. Praktycznie wszystko można czymś zastąpić, z wyjątkiem naszej obecności w życiu naszych dzieci. W tym nikt ani nic nie zdoła nas wyręczyć. Oboje rodzice wyposażają swoje dzieci w poczucie bezpieczeństwa, tożsamości i przynależności.

 

Jak objawia się sieroctwo emocjonalne?

Kiedy doświadczamy opuszczenia ze strony osoby, której zadaniem było troszczyć się o nas, a także kochać nas bezwarunkowo, odciska się to bardzo mocno na naszym wnętrzu i utrudnia osiągnięcie życiowego spełnienia. Dlatego też dzieci nie można kochać na odległość, ponieważ o miłości nie mamy wyłącznie mówić, ale ją okazywać i budować. Nie wystarczą czułe słowa, od nich trzeba przejść do czynów.

Następstwa sieroctwa emocjonalnego lub nieobecności rodziców są bardzo poważne. Oto lista zaledwie kilku z nich:

  1. Kiedy w wieku dorosłym będziemy przeżywali jakieś trudności, zacznie nas dopadać irracjonalny lęk, paniczny wręcz strach przed samotnością i porzuceniem. Będziemy odczuwali wewnętrzny ból, który może doprowadzić do stanów lękowych i depresji. Rozpaczliwie będziemy pragnęli poczuć, że należymy do kogoś i za akceptację oraz szacunek będziemy gotowi naprawdę wiele zapłacić. Będziemy przekonani, że musimy coś zrobić, by otrzymać ciepło, akceptację czy czułość i będzie nam bardzo trudno zrozumieć, że zasługujemy na miłość i szacunek z samego już tylko faktu istnienia.
  2. Brak korzeni, poczucia przynależności i niestabilność emocjonalna. Zważywszy, że poczucie przynależności zalicza się do naszych emocjonalnych potrzeb, będziemy rozpaczliwie szukali poczucia przynależności do czegokolwiek bądź kogokolwiek, byle tylko doświadczyć tego zakorzenienia. Niestety, nic i nikt nie zdoła zapewnić nam tego poczucia, co jedynie wzmocni naszą emocjonalną niestabilność.
  3. Trudności w nawiązaniu relacji z Bogiem Ojcem. Jeżeli przez rodziców (których widzimy i od których mamy prawo oczekiwać bezwarunkowej miłości) czujemy się odrzuceni, uciskani, zaniedbywani i ignorowani, tym trudniej będzie nam uwierzyć w Boga, którego nie widzimy.
  4. Kompleks niższości. Samoocena to wartościujące uczucie, jakie żywimy do samych siebie. Jeżeli ci, którzy z założenia powinni nas doceniać i całkowicie akceptować nie uczynili tego, jak i skąd mielibyśmy nauczyć się kochać i akceptować samych siebie.
  5. Brak wzorców do naśladowania. Pozbawieni rzeczywistych wzorców nie zdołamy stworzyć zdrowych relacji małżeńskich ani rodzicielskich. U mężczyzn doświadczenie nieobecnej matki może w życiu dorosłym przerodzić się w mizoginię.

Nic nie jest warte więcej od naszych dzieci. Jakikolwiek rodzaj opuszczenia czy porzucenia ograbia nasze dzieci z prawa do miłości i jest jednym z najpoważniejszych objawów przemocy. Dzieci potrzebują czuć, że poświęcamy im czas, dlatego, że są dla nas ważne. Czas bowiem poświęcamy tylko na to, co naprawdę uważamy za wartościowe. Jeżeli pragniemy nieustannie wzrastać w miłości, budować nasz moralny autorytet i zdobywać szacunek w oczach naszych dzieci, bądźmy coraz bardziej obecnymi rodzicami. Wszystko to znika w momencie, kiedy one nas z tych oczu tracą.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail