Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cztery kostki cukru. Na Majdanku spotkała „Niemca, który nie był zły”

OBÓZ KONCENTRACYJNY MAJDANEK
Sputnik/EAST NEWS
Udostępnij

Tyle wielkich słów pada zwykle w kontekście przebaczenia i pojednania między narodami. Rok temu, idąc z koleżanką z Niemiec przez teren byłego obozu koncentracyjnego opowiedziałam jej tylko historię o czterech kostkach cukru. Moja babcia wspominała ją wiele razy, ale ja zawsze chciałam usłyszeć ją od nowa. Po skończeniu mojej opowieści koleżanka po prostu mocno mnie przytuliła. Nie trzeba wiele mówić.

Babcia trafiła do obozu koncentracyjnego na Majdanku jako kilkuletnie dziecko, ale pamiętała zaskakująco dużo. Pod koniec życia wydawało się nawet, że więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Opowiadała straszne, niewyobrażalne rzeczy, ale z nich wszystkich chciałam słuchać tylko o jednym – o tym dniu, kiedy spotkała tam Niemca, który nie był zły. Nie wiem, czy był „dobry”, ale w tym jednym momencie pokazał jakiś odruch człowieczeństwa.

 

Wybiegła z szeregu

Nie wiem, jaka była wtedy pogoda, jaki dzień, która godzina. Z opowieści wiem tylko, że mała, sześcioletnia dziewczynka stała w szeregu obok swojej mamy i pewnie tysięcy kobiet i dzieci w podobnej sytuacji. Za wyjście z szeregu karą było zastrzelenie na miejscu, bez względu na to, czy ktoś miał lat sześć czy sześćdziesiąt. Mała Marysia przed przyjazdem tutaj nie znała zbyt wielu złych ludzi, na wsi nikt by jej nie skrzywdził i na pewno nie kazałby jej stać nieruchomo przez wiele godzin.

Gdy wybiegła przed szereg, wszyscy struchleli. Co musiała czuć jej mama, moja prababcia, wiedząc, że jej sześcioletnie dziecko może zginąć w ciągu kilku sekund? Pewnie pobiegłaby za nią, nie zważając na to, co się stanie, ale przy drugim boku miała jeszcze młodszą, zaledwie czteroletnią córkę, której nie mogła zostawić samej.

 

Cztery kostki cukru

Marysia podeszła do jednego ze strażników, którzy tu stacjonowali. A może to był żołnierz? Nie wie już, kto krył się pod mundurem III Rzeszy, nie było to dla niej wtedy ważne. Duży człowiek pochylił się nad małą dziewczynką, odgradzając ją od swoich kolegów. Powiedziała mu, że jest głodna, nietrudno zresztą było się tego domyślić. Pokazała, że w szeregu stoi jej siostra – ona też była bardzo głodna. Niemiec sięgnął do kieszeni i wyciągnął cztery kostki cukru – po dwie dla każdej. Czy się do niej uśmiechnął, wziął ją instynktownie za rękę? Tego też nie wiem, ale chcę wierzyć, że poruszyło się w nim coś dobrego.

Zaczynam „gdybać”. Co by było, gdyby mała Marysia podeszła jednak do innego Niemca, albo ten byłby akurat w złym humorze? Dlatego, że nie dostał listu od żony, nie zdążył zjeść śniadania albo deszcz zmoczył mu mundur? Skąd on miał w kieszeni cztery kostki cukru?

 

Próbuję zrozumieć

Kiedy słuchałam babci jako mała dziewczynka, zawsze najbardziej zastanawiał mnie ten cukier. Dzieci powinny jeść pełne obiady, ewentualnie słodkie ciastka, ale sam cukier? Mama nigdy by mi na to nie pozwoliła.

Gdy dorosłam, zastanawia mnie coś innego. Dlaczego on to zrobił? Może miał małą córeczkę o podobnych oczach, wzruszyły go chude rączki? Może lubił karmić zwierzęta, więc tego dnia z rozpędu nakarmił też dziecko?

Próbuję zaryzykować tezę, że w tym człowieku musiało być coś dobrego, że strażnik albo żołnierz z Majdanka miał imię, żonę, dzieci, najlepszego przyjaciela, ulubione książki. Może on tego dnia nie dostał listu od żony, nie zdążył zjeść śniadania i deszcz zmoczył mu mundur – a mimo to na samym dnie serca znalazł w sobie Dobro. Szepczę, trochę wbrew sobie, ale jednak szepczę, prośbę o miłosierdzie dla niego.

 

Idziemy razem

Od tamtego dnia minęło kilkadziesiąt lat. Idę przez teren obozu z grupą osób z różnych krajów. Świeci słońce i jest tak cicho, ciekawe, jaka wtedy była pogoda. Myślę o tamtym wydarzeniu. Wiem, że karą za przestępstwo wyjścia z szeregu mogła być śmierć – koniec babci i – jednocześnie – brak początku wnuczki.

Choć jesteśmy tu w kilkanaście osób, przez większość czasu ja i koleżanka z Niemiec trzymamy się blisko siebie. Decyduję się opowiedzieć jej tę historię. Milczy, bo co można powiedzieć? Nie pytam o to, co robił w tym czasie jej dziadek i pradziadek, ona przecież nie jest niczemu winna.

 

Wdzięczność za ten uścisk

Wieczorem jemy kolację w restauracji w Krakowie. „Wiesz, zazdroszczę ci tego, że możesz powiedzieć, że jesteś dumna z bycia Polką i brzmi to dobrze. Ja czuję, że nie mogę powiedzieć, że jestem dumna z bycia Niemką” – mówi cicho. Teraz ja milczę, bo co mogę powiedzieć?

Kiedy się żegnamy i ja, i ona chcemy się uściskać. Obiecujemy sobie, że będziemy w kontakcie. Wychodząc, czuję wielką wdzięczność za to, że nikt nam nie każe się nienawidzić, wielką wdzięczność za ten uścisk.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail