Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Na lunch break’u: czy naprawdę wszyscy kochamy „Przyjaciół”?

NA LANCZ BREJKU, FRIENDS
Udostępnij

„Przyjaciół” krytykowano ostatnio za homofobię. A przecież w serialu pojawia się promocja związków homoseksualnych czy rodzin patchworkowych. „Friends” na tapet biorą nasi autorzy.

Krzysztof Gędłek: Przyjaciele… – wiem, że ich uwielbiasz.

Dominika Frydrych: Pierwszy maraton wszystkich sezonów zaliczyłam w liceum. Straciłam już rachubę, ile razy go oglądałam.

K.G.: Serial tak popularny, a w gruncie rzeczy – taki prosty. Grupa sześciu przyjaciół przeżywa życiowe perypetie, wchodząc w dorosłe życie.

D.F.: Dla mnie kluczowy jest scenariusz, lekkość frazy…

K.G.: …błyskotliwość i świetny humor sytuacyjny…

 

„Przyjaciele” – dziś taki serial byłby szczytem naiwności…

D.F.: Tak! Chociaż nie brak też krytycznych głosów. Gdyby nie najntisowa nostalgia i to, że wszyscy kochamy Przyjaciół, dziś można serialowi wiele zarzucić. Mieszkania się posiada, prace znajdują się same… Gdyby coś takiego powstało dziś, po kryzysie i po takim serialu jak Girls, nie miałoby szans, szczyt naiwności.

K.G.: Wyidealizowany świat Przyjaciół związany jest z jego amerykańskością, gdzie istnieje mit, że każdy, kto tylko tego pragnie, może osiągnąć sukces. No i kontekst społeczno-historyczny: lata, w których powstawali Przyjaciele to jeszcze czas prosperity, gdy młodzi nie mieli takich problemów z pracą, jakie pojawiły się w czasie kryzysu. Tego kontekstu w przypadku produktów popkultury nie możemy zgubić.

D.F.: Friends wygrywają widza smaczkami popkulturowymi…

K.G.: I pastiszem! Pamiętasz, jak Joey wyprowadzał się do Chandlera? Ich dialogi i relacje zostały żywcem wyjęte z melodramatu. Mnóstwo absurdu! Świetne to było.

D.F.: Nic dziwnego – scenariusz pozwolił rozwinąć aktorom skrzydła.

K.G.: Fenomen Przyjaciół drzemie też w ukazaniu wyidealizowanych relacji między grupką kumpli. Bo chyba każdy z nas chciałby mieć aż pięciu tak oddanych przyjaciół. A wiadomo, że nie jest to łatwe. Ich relacje to nierzadko obraz naszych relacji z przyjaciółmi. Różne problemy, kłopotliwe sytuacje, ale też brutalne poczucie humoru… Nie czarujmy się. W grupie przyjaciół ostro kpimy i żartujemy. Wiemy, że się rozumiemy i więcej nam wolno.

D.F.: Jasne. Cudowny luz wynikający z poczucia bezpieczeństwa, że nikt na nikogo się nie obrazi… A w każdym razie nie na długo. 🙂

 

Homofobia w „Przyjaciołach”, czyli kontrowersje

K.G.: No dobra! Ale teraz czas na kontrowersje!

D.F.: Aha! Chyba wiem, o co chodzi…

K.G.: Oczywiście, o obyczajówkę! Zarzucono Przyjaciołom homofobię, skrytykowano z punktu widzenia politycznej poprawności. Mnie to zaskoczyło. Po pierwsze dowiodło, że dziś ludzie mają mniej poczucia humoru, a po drugie, jeśli miałbym cokolwiek zarzucić Przyjaciołom w kwestii obyczajowej, to raczej promocję wolnych i homoseksualnych związków lub rodzin patchworkowych. Oni się oczywiście z tego śmieją, ale odnotowują zachodzące zmiany. I raczej je aprobują.

D.F.: O ile ten ekonomiczny niesmak z millenialskiej perspektywy jestem w stanie pojąć, o tyle homofobiczność Przyjaciół jest dla mnie odjechaną tezą. Bo co w takim razie z odcinkiem, gdy rodzi się Ben? Ross, Susan i Phoebe są zamknięci w szpitalnym schowku, Ross i Susan się kłócą, a wtedy Phoebe mówi długi passus, że jej mama się zabiła, ojczym trafił do więzienia – a Ben ma trójkę rodziców, którzy kłócą się o to, kto kocha je bardziej? I, ostatecznie, wydźwięk jest w pełni pozytywny. To pierwszy lepszy przykład, ale można to mnożyć – ślub Susan i Carol, zakończenie wątku ojca Chandlera… A że pojawiają się żarty i docinki? To jest sitcom! Obśmiewa wszystkich po równo… Okej, ale teraz poważniejsza kwestia. Twój ulubiony bohater lub bohaterka?

 

Czy my się w ogóle lubimy śmiać?

K.G.: Zdecydowanie Rachel! A jeśli chodzi o postać w ogóle, to lubię bardzo poczucie humoru Joey’a. On rozładuje każdą sytuację! A najbardziej intryguje mnie Chandler. Nie chcę robić z Przyjaciół wielkiego dzieła, bo to przecież zwykły sitcom, ale Mathew Perry odegrał ciekawą osobowość – freaka, naznaczonego trudną przeszłością, mającego problemy osobowościowe, a z drugiej strony kochającego żarty. On miał osobliwe poczucie humoru.

D.F.: Musimy znaleźć sobie temat, w którym będziemy się bardziej spektakularnie nie zgadzać.

K.G.: Chyba mam pomysł! Nie masz wrażenia, że dzisiaj rzadziej potrafimy się śmiać, coraz trudniej jest o dobrą, mocną, ale kulturalną satyrę, a coraz łatwiej o niezdrowe zadęcie? Lubisz się w ogóle śmiać, że tak prowokacyjnie zapytam?

D.F.: Najlepszy dowód? Dziś po pracy znów odpalę Przyjaciół!

Tags:
filmkino
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail