Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Przykro mi, serduszko już nie bije” – czy można mieć nadzieję w takim momencie?

PORONIENIE
Shutterstock
Udostępnij

Poczułam, że cała fala smutku się oddala. Nigdy nie doświadczyłam Boga tak blisko. Miałam wrażenie, że to On ociera mi ostatnie łzy.

Pierwsza ciąża, pierwszy zachwyt

Od czasu do czasu wyobrażam Ją sobie, jak biegnie roześmiana w moją stronę. Ma wtedy warkocze i sukienkę w kolorowe kwiatki. Pod bosymi stopami zieloną łąkę. Słońce świeci prosto w Jej twarz.

Czasem wydaje nam się, że mamy nad wszystkim kontrolę. Że cierpienie jest gdzieś daleko, dotyczy ich – nas nie. Chcelibyśmy, żeby tak było. Planujemy, kalkulujemy, czekamy na odpowiedni moment, aż wreszcie nasze plany stają się rzeczywistością. Jesteśmy szczęśliwi. I nagle ktoś burzy ten porządek. Nasz porządek. Nasz?

To była moja pierwsza ciąża. Pierwszy zachwyt. Ta chwila, gdy widzisz na teście ciążowym dwie kreski i nagle stajesz się zupełnie inną kobietą, czujesz się błogosławiona. Wciąż dobrze pamiętam ten dzień. Niedziela miłosierdzia. W kościele usłyszałam słowa księdza: ,,Odmówcie dziś koronkę do Miłosierdzia Bożego, proście, a będzie wam dane”.

Poczułam, że mówił do mnie. Po mszy mąż wyszedł na chwilę z domu, a ja wypełniłam Boże polecenie. Później udałam się na spacer w poszukiwaniu otwartej w niedzielę apteki. Gdy mąż wrócił, miałam dla niego niespodziankę. Radość i łzy wzruszenia.

 

Pierwsza rozpacz

Wydawało mi się, że wszystko się pięknie układa, z Bożym palcem w tle. Podzieliliśmy się nowiną z bliskimi, zasypały nas gratulacje. Jeszcze tego samego dnia zastanawiałam się, gdzie będzie stało łóżeczko i myślałam, że będzie trzeba kupić dużo ciepłych malutkich ubranek, bo dziecko miało urodzić się w grudniu. Miało. Stało się jednak inaczej – jego życie zakończyło się kilka tygodni później.

Kiedy trafiłam na izbę przyjęć, miałam jeszcze nadzieję. Za chwilę jednak usłyszałam bolesne: „Przykro mi, serduszko już nie bije”. Szlochałam, aż nagle z ust tego samego lekarza padły słowa: „Nie smuć się, dziecko, tam na górze mają plany, które są wielką tajemnicą”.

Położyli mnie w szpitalnej sali. Wyglądała jak każda inna. Oprócz pewnego szczegółu. Nad jednym łóżkiem na tablicy korkowej wisiał mały obrazek przedstawiający Jezusa Miłosiernego. To było moje łóżko. Byłam pewna, że On jest z nami. Spojrzałam na obrazek, potem na męża i uśmiechnęliśmy się do siebie.

Poczułam, że cała fala smutku się oddala. Nigdy nie doświadczyłam Boga tak blisko. Miałam wrażenie, że to On ociera mi ostatnie łzy. Wieczorem zadzwoniłam do mamy. Płakała, a ja (!) ją pocieszałam: „Nie martw się, mamo, czuję, że Pan nad nami czuwa”.

 

Bóg był przy nas

Przed nami były jeszcze tygodnie walki o godność naszej córki. Pierwszy raz znaleźliśmy się w takiej sytuacji, nie wiedzieliśmy, jakie mamy prawa, a szpital nie był przychylny decyzji o pochówku. Ale to temat na zupełnie inny artykuł.

Dzięki determinacji mojego męża udało się – mogliśmy Ją pożegnać należycie. Gdy wybraliśmy wreszcie miejsce, co nie jest takie oczywiste w dużym mieście, i ustaliliśmy wszystkie szczegóły z tamtejszym księdzem, poszliśmy jeszcze na chwilę pomodlić się do przycmentarnej kaplicy. Gdy do niej weszliśmy, nogi mi się ugięły.

Przed nami na ołtarzu wisiał obraz z miłosiernym Jezusem, obok święta Faustyna. Właśnie w tej kaplicy odbyła się msza pogrzebowa. Byliśmy tylko my we dwoje i malutka trumienka pod ołtarzem. Miałam wrażenie, że promienie z Jezusowego serca kierują się prosto na nią. Zupełnie jak to słońce, gdy wyobrażam sobie moją córeczkę na łące. Nazwaliśmy ją Faustyna.

W życiu spotykają nas sytuacje, których nie rozumiemy. Niektórzy pytają, gdzie był wtedy mój Bóg. Na to zawsze mam gotową odpowiedź – był przy nas.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail