Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dwa i pół roku po ślubie – najważniejsze odkrycia

ODKRYCIA MAŁŻEŃSKIE
Jessica Castro/Unsplash | CC0
Udostępnij

Siedzimy naprzeciw ołtarza. Trzymamy się za ręce. Nigdy później nie sądziłam, że można być aż tak skupionym na tym, że kogoś znaleźliśmy. Kogoś odpowiedniego. Kogoś, kto uruchamia w nas dobro w dwie sekundy. Kogoś, w kogo wierzymy. I kogoś, kto wierzy w nas.

Niekończące się przemiany

Dziś, kiedy wybiła nasza „dwu i pół rocznica”, rozumiem, że bycie z kimś to łapanie się na niekończących się przemianach. To obudzenie się któregoś dnia z poczuciem, że człowiek, w którym zakochaliśmy się, jest już inny. Trochę. Bardzo. Totalnie.

W którymś momencie zrozumiałam, że małżeństwo to nie utrzymanie stanu A przez całe życie. Małżeństwo to nie trzymanie gardy czy stanie na baczność wobec powziętych ideałów. Małżeństwo to ciekawość drugiego człowieka. I ciekawość tego, jak ja przy nim funkcjonuję. Czy mogę być sobą? Czy muszę się zakrywać?

 

Nowy punkt wyjścia

Jednym z moich najpiękniejszych odkryć małżeńskich było wyzbycie się stereotypów przypisywanych żonie. Obiad, sprzątnięty dom, uśmiech na twarzy, gdy on pojawia się w drzwiach – błagam! Trochę wstyd mi, że kiedykolwiek mogłam traktować siebie w ten sposób. Przebukowałam jednak punkt wyjścia.

Postanowiłam, że właśnie w małżeństwie będę kobietą tak bardzo wolną, jak nigdy wcześniej. Że każde sprzątnięcie kuchni czy zrobienie śniadania będzie wynikiem pragnienia uszczęśliwienia siebie i kogoś, a nie zadaniem zarejestrowanym w skoroszycie z napisem: „Moje obowiązki po ślubie”.

 

Nie będę ścinać się „na mężatkę”

Postanowiłam, że będę dbać o to, aby wchodzić w dzień bez poczucia winy i bez surowych głosów w głowie. Że nie będę ścinać swojego życia po ślubie na tzw. „mężatkę”. Wiem, że nie jestem kobietą, której istotą życia jest rodzenie dzieci. Postanowiłam za to być w kontakcie ze swoim ciałem i jego możliwościami. Czerpię przyjemność ze stanu, w którym postanowiłam przebywać. Niczego nie muszę. Przynajmniej w teorii.

Dzisiaj. Siedzimy naprzeciwko laptopa, oglądamy razem serial na Netflixie. Jestem już w piżamie, takiej zwyczajnej, wyględnej. Obok mnie siedzi mój mąż. Za ścianą śpi nasze dziecko.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail