Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dać szansę na dobry los. Zawirowania wokół prawa adopcyjnego w Polsce

PRAWO ADOPCYJNE W POLSCE
Shutterstock
Udostępnij

Dziecko potrzebuje rodziców, własnego bezpiecznego domu, w którym mogłoby wzrastać, czując się bezpieczne i kochane. Potrzebuje do kogoś przynależeć, być częścią rodziny, która będzie podstawą jego tożsamości. Nie ulega wątpliwości: najlepiej, gdy może to być własna rodzina. Czasem jest to jednak niemożliwe. W takich sytuacjach najlepszym wariantem jest adopcja. Najgorszym: opieka instytucjonalna, czyli dom dziecka.

Między tymi skrajnościami znajduje się piecza zastępcza. To bardzo ważne: dziecko żyje w normalnej rodzinie, widzi, jak ona funkcjonuje, jak wyglądają relacje między jej członkami i uczy się zwykłego codziennego życia. Gdy będzie startować we własne życie ma szansę wiedzieć, na przykład, jak i gdzie robi się zakupy, jak przygotować sobie posiłek, gdzie kupić bilet na pociąg… Jak miałoby się tego nauczyć w instytucji? Z drugiej strony: dziecko do rodziny zastępczej nie należy. To nie są jego mama i tata, tylko „ciocia” i „wujek”. Nie należy, bo ma odejść „do swoich”. Albo wrócić do rodziny biologicznej, albo zostać adoptowanym.

 

Ważne słowo: przywiązanie

Tego odkrycia dokonano stosunkowo niedawno, bo w latach 70. XX w. Okazało się, że małe dziecko od początku buduje relację z opiekującymi się nimi osobami, szczególnie z jedną, wybraną osobą (najczęściej jest to matka, gdyż to ona spędza z dzieckiem najwięcej czasu i ona najczęściej reaguje na sygnalizowane przez dziecko potrzeby). Dziecko buduje sobie na podstawie tych pierwszych kontaktów, pierwszej i najważniejszej relacji model osoby, do której jest przywiązane oraz model samego siebie. Kim jest ta osoba? Czy jest dostępna i gotowa mi pomóc? Jeśli tak, to znaczy, że ja jestem wart akceptacji, a moje potrzeby są ważne. Jeśli raczej na pomoc liczyć nie mogę albo nigdy nie wiem, czy ją dostanę czy nie, także moja opinia o sobie jest zła.

Oczywiście, maleńkie dziecko tego doświadczenia nie ubiera w słowa, ale bardzo szybko się uczy. To, co zbuduje się w nim w ciągu pierwszych trzech lat życia będzie miało skutki przez całe życie i znajdzie odbicie w sposobie budowania bliskich relacji przez dorosłego już człowieka. John Bowlby, twórca teorii przywiązania, sugerował, że wzorzec zapisuje się w strukturze rozwijającego się jeszcze dziecięcego mózgu.

W pierwszych tygodniach życia dziecko reaguje w przybliżeniu jednakowo na wszystkie opiekujące się nim osoby. Ta faza trwa zwykle do 8-12. tygodnia życia, po tym czasie coraz wyraźniej zaczyna wyróżniać jedną, opiekującą się nim osobę i do niej kierować swoje sygnały. Zaczyna się budować przywiązanie. Do szóstego miesiąca jednak zasadniczo dziecko zachowuje się przyjacielsko wobec wszystkich. Później wchodzi w fazę, w której istnieje już jedna główna osoba, ewentualnie kilka drugorzędnych, a do osób obcych dziecko odnosi się z ostrożnością i podejrzliwością. Ten okres trwa przeciętnie do trzeciego roku życia, ale czasem najsilniejszego budowania więzi jest pierwszy rok życia.

Jeśli dziecko jest w domu, we własnej rodzinie, wszystko przebiega dobrze. Jeśli jednak matka decyduje o pozostawieniu go w szpitalu, dobrze by było, by około 12. tygodnia życia miało już własny dom i mogło budować najważniejszą w jego życiu relację z jedną, konkretną osobą. Zarówno opóźnienie tego momentu, jak i konieczność zerwania zbudowanej już relacji (gdy dziecko w pewnym momencie z rodziny zastępczej przejdzie do własnego domu) jest dla niego niekorzystne. Jeśli zatem jest to możliwe, należałoby procedury adopcyjne przeprowadzić do tego momentu.

Czytaj także: Znane osoby, które zdecydowały się na adopcję

 

Oddać dziecko czy nie?

Obecnie prawo mówi, że rodzice mogą zrzec się przed sądem praw do dziecka po sześciu tygodniach. To akurat tyle czasu, by przeprowadzić wszystkie procedury i by około dwunastego tygodnia życia dziecko było we własnym domu. Ostatnia propozycja rządowa (projekt ustawy został już złożony w Sejmie) mówi o dziesięciu tygodniach (w pierwotnym projekcie mówiono o czternastu, po konsultacjach ten okres skrócono, ale ciągle pozostaje istotnie wydłużony).

Autorzy projektu uzasadniają to możliwymi poporodowymi zaburzeniami nastroju, które mogłyby wpływać na decyzję kobiety. Organizacje adopcyjne mówią jednak bardzo wyraźnie: jeśli matka się waha, nikt na niej decyzji nie wymusza. Ponadto decyzja, chociaż wyrażona oficjalnie przed sądem, jest odwracalna do momentu rozpoczęcia procedur przysposobienia, zatem jeszcze przez kilka tygodni. Natomiast są kobiety, które decyzję podjęły już w czasie ciąży, mają ją dobrze przemyślaną i chciałyby ją zrealizować możliwie szybko. Trzeba powiedzieć: chwała im za to, że zdecydowały się dziecko urodzić, dając mu szansę szczęśliwego życia, a nie dokonały aborcji, dyskretnie i dużo wcześniej pozbywając się „problemu”. Państwowy nacisk „a może jednak zatrzymasz dziecko?” może tylko do takiej decyzji zniechęcać.

Jeżeli matka (rodzice) są zdecydowani, wydłużanie o miesiąc czasu, w którym dziecko będzie w nieoptymalnej z punktu widzenia jego rozwoju sytuacji jest niepotrzebnym jego krzywdzeniem. Miesiąc to przecież w jego przypadku prawie wieczność.

 

Adopcja w kraju i adopcja międzynarodowa

Każde dziecko potrzebuje być „czyjeś”. Potrzebuje mamy i taty, potrzebuje własnej rodziny, której jest częścią, na tej podstawie buduje własną tożsamość. Tego nie da mu rodzina zastępcza. To może mu dać jedynie własny dom. Polskie prawo preferuje sytuacje, gdy dziecko jest adoptowane przez rodzinę mieszkającą w kraju. Ma to znaczenie z dwóch powodów: dziecko rozwija się w kulturze kraju pochodzenia, co ma znaczenie dla jego przyszłej tożsamości, po drugie łatwiejsze jest monitorowanie jego losów w nowej rodzinie. Niemniej pierwszym prawem dziecka jest posiadanie własnej rodziny, zatem jeśli nie ma możliwości znalezienia mu domu w Polsce, wchodzi w grę tzw. przysposobienie międzynarodowe. Ile jest takich przypadków? W ciągu ostatnich kilkunastu lat statystyki rządowe mówią o około trzystu rocznie.

Koniecznie trzeba wiedzieć: adopcja międzynarodowa to taka, w której dziecko będzie mieszkało poza granicami Polski. Nie ma znaczenia narodowość rodziców. W tej grupie mieszczą się także przysposobienia przez zagranicznego małżonka biologicznego rodzica, które wiązałoby się ze zmianą miejsca zamieszkania, i przysposobienia przez mieszkającą za granicą osobę spokrewnioną (np. babcię, dziadka, ciocię, wujka, etc.).

Tych ostatnich nikt nie ogranicza. Podobnie, zgodnie z zasadą, że nie dzieli się rodzeństwa, jeśli jedno z rodzeństwa zostało już adoptowane za granicą, jego brat czy siostra może do niego dołączyć. Natomiast nowe przepisy mają wprowadzić istotne ograniczenie: poza wspomnianymi wyżej sytuacjami adopcja międzynarodowa ma być możliwa tylko wówczas, gdy „tylko w ten sposób można zapewnić [dziecku] odpowiednie zastępcze środowisko rodzinne”. Oznacza to, że fakt przebywania dziecka w rodzinie zastępczej blokuje mu możliwość adopcji międzynarodowej.

Ta zmiana była w konsultacjach krytykowana, niestety – w imię ograniczenia liczby adopcji z przemieszczeniem poza granice kraju – została utrzymana. Trzeba powiedzieć, że to nie jest dobre rozwiązanie. Pierwszeństwo powinno mieć w tym momencie prawo dziecka do posiadania własnej rodziny. Tego wymaga jego dobro.

Decyzje o zrzeczeniu się praw rodzicielskich i oddaniu własnego dziecka do adopcji często bywają dramatyczne. Jest oczywiste, że najlepiej by było, by każde dziecko mogło wzrastać we własnej rodzinie i jeśli to kwestia udzielenia wsparcia, to powinien być to pierwszy wybór. Trzeba jednak umieć uszanować i docenić decyzję tych, którzy uznali, że dla dziecka i dla nich samych tak będzie lepiej i dali mu szansę na dobry los. To w końcu jest najważniejsze.

Czytaj także: Rodzice Marysi: Adopcja to nie „osiągnięcie”. To miłość [reportaż]

Czytaj także: Tulisie i ciocie od przytulania. Zajrzyjcie do miejsca, w którym mieszka miłość

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail