Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Mężu, dłużej chyba nie wytrzymam…”. Stefania i Władysław Zarzyccy

STEFANIA I WŁADYSŁAW ZARZYCCY
Udostępnij

„Kiedy tata wyszedł z więzienia i zabrał mnie do domu, powtarzał: Pamiętaj, że urodziłaś się w więzieniu na Zamku Lubelskim. Twoi rodzice byli więźniami politycznymi. Mamę zamordowali” – wspomina M. Zarzycka-Redwan. Dziś państwowy pogrzeb jej rodziców.

Władysław Zarzycki nie potrafił mówić o zmarłej żonie. Na samo wspomnienie jego oczy napełniały się łzami. Ale kiedy wyszedł z więzienia i wśród dzieci w sierocińcu miał rozpoznać nigdy niewidzianą córkę, zrobił to bez trudu. Była podobna do Stefanii?

 

Stefania, Władysław Zarzyccy i ich „koszary”

Do majątku w Kolonii Łuszczów (k. Lublina) wprowadzili się w 1944 roku. 17 wysokich pokoi, spiżarnia, pomieszczenie dla służby, budynki gospodarcze, 20 ha ziemi otoczonej lasem. Nic więc dziwnego, że miejsce upatrzyli sobie żołnierze antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. W domu Zarzyckich, zwanym „koszarami”, od 1946 r. pojawiali się m.in. Hieronim Dekutowski „Zapora” czy Zdzisław Broński „Uskok”.

Władysław, oprócz zapewnienia partyzanckiej „meliny”, działał w WiN-ie jako kwatermistrz – przemycał amunicję i pieniądze. Jego żona nieraz woziła naboje pochowane w workach z mąką… Zarzycki należał do związku chmielarskiego – rozmaite wyjazdy czy wizyty gości zawsze argumentował sprawami z tym związanymi. Wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą.

Ale na początku kwietnia 1949 r., w nocy, wpadło do nich UB. Trzem partyzantom (Zdzisławowi Brońskiemu „Uskokowi”, Stanisławowi Kuchciewiczowi „Wiktorowi” i Edwardowi Taraszkiewiczowi „Żelaznemu”) udało się uciec. Troje dzieci – Marysia, Henio i Zosia pochowali się po kątach. Ich rodzice trafili do więzienia na zamku w Lublinie. Wkrótce miało urodzić się czwarte dziecko.

 

Krzyki żony słyszałem na korytarzu

Ja w śledztwie byłem bity, w czasie kiedy siedziałem już na Zamku to do „karcu” wlewano wodę. Bił mnie tęgi osobnik, kijem, gumą, palono mi pod nosem ogień, na skutek tego wszystkiego podpisałem w śledztwie każdy protokół i co tylko chcieli. Krzyki żony też nieraz słyszałem, będąc na korytarzu. Raz żona, przechodząc korytarzem do ustępu, powiedziała: „Mężu dłużej chyba już nie wytrzymam”. Raz na dzień dawali mi kubek kawy, byłem zawsze głodny i zmaltretowany. Jak kiedy chciałem pójść do lekarza to mnie brali na korytarz [i] zapędzali do ustępu i kał musiałem zbierać i wkładać do otworów. […] Kiedy w kwietniu [19]49 r. byłem przyprowadzony na celę to mogą niektórzy stwierdzić, że tak byłem zbity, że nawet na nogach nie mogłem się utrzymać […] – wspominał Władysław.

Stefania nie wytrzymała brutalnych przesłuchań i wyczerpującego, przedwczesnego porodu. Zmarła 29 maja 1949 r., zaraz po tym, jak na świecie pojawiła się Magda.

Mama po porodzie wypowiedziała tylko dwa zdania. Zapytała: „chłopiec czy dziewczynka?”. Pani Traczowa [akuszerka – przyp. red.] odpowiedziała, że dziewczynka. A wtedy mama powiedziała: „Niech jej Bóg pozwoli żyć”. Akuszerka zajęła się wtedy na chwilę mną. A kiedy znów odwróciła do mamy, mama nie żyła – w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” opowiada M. Zarzycka.

Szczątki Stefanii odnaleziono dopiero 6 października 2017 r. podczas prac ekshumacyjnych na Cmentarzu Rzymskokatolickim przy ul. Unickiej w Lublinie.

 

Magda, dziewczynka urodzona na zamku

Magda przebywała w więzieniu 2 lata i 2 miesiące, pod opieką więźniarek. Potem znalazła się w sierocińcu w Łabuniach i kolejnym, w Klemensowie. W 1957 r. przyjechał po nią ojciec. W zasadzie obcy człowiek.

Tata z Zosią obiecali, że będziemy jechać do domu w Łuszczowie furmanką, autobusem i pociągiem. Skusiłam się. Zosia z tatą mieli kanapki na drogę. Złożone tak jak na wycieczkę. Pierwszy raz widziałam takie kanapki. 

Zosia obiecywała, że w domu pójdziemy do ogrodu na czereśnie. Ja na to: „Jakie czereśnie?”. Ona: „Tato, ona nie zna takiego owocu”. Jadłam je tam pierwszy raz w życiu – wspominała w „Wysokich Obcasach”.

„Tata był dla mnie dobry. Zabierał mnie wszędzie z sobą i sadzał obok siebie przy stole. Chwalił się mną. Powtarzał, że stracił żonę, ale przynajmniej ma mnie – mówiła dalej. – Kiedyś pojechaliśmy na wesele Marysi. Tam był taki Adaś. Siedziałam z Adasiem przy tym stole, ale co tak długo przy stole robić? Nudno. Weszliśmy więc pod stół i zaczęliśmy wiązać sznurówki siedzącym przy stole mężczyznom. Chłopy wódkę pili. Nikt nas nie zauważył. Związaliśmy sznurówki butów sąsiada z sąsiadem albo dwóch butów do siebie. W którymś momencie zrobiła się chryja. Faceci zaczęli się przewracać. Wiadomo było, że to nasza sprawka. Adasia ojciec zlał, mnie mój – nie. Nie zrobił żadnej awantury”.

Magda nie była z ojcem związana. Nigdy jej nie uderzył, ale nie czytał bajek, zabawek nie kupował, „tylko opowiadał o wolnej Polsce. Powtarzał, że to szczęście, że się urodziłam i że jestem najmłodsza, najdłużej będę żyła i mam powtarzać innym, jak oni z mamą na zamku cierpieli. Jaką oni cenę zapłacili. Nie rozumiałam, o co mu chodzi”.

Ojciec zmarł, kiedy miała 13 lat. Trafiła do domu dziecka w Lublinie. Kiedy z niego wyszła, znalazła pracę w sklepie mięsnym. Nie na długo – wyrzucili ją, bo była „córką bandytów”. Marysię też ze studiów wyrzucili. Radziła młodszej siostrze: wyjdź za mąż, zmień nazwisko. Tak zrobiła.

„Jak wyszłam za mąż, nie umiałam w domu nic zrobić. Przypalałam nawet czajnik. Któregoś dnia tego nie wytrzymałam. Wyjechałam od męża i nie wróciłam. Zorganizowałam sobie szybko mieszkanie w Lublinie. Miałam nowe nazwisko. Dziecko poszło do przedszkola, ja do pracy” – wspominała w „Wysokich Obcasach”. Do swoich korzeni wróciła dopiero w l. 90. Wywalczyła rodzicom uniewinnienie, sobie odszkodowanie, wróciła do panieńskiego nazwiska.

„Nie chciałam wracać do przeszłości. Dziś nie mam z tym problemu. Uwierzyłam w słowa ojca, który powtarzał, że przeżyłam po to, by przekazywać innym, jak było”.

Stefania i Władysław Zarzyccy zostali odznaczeni Krzyżami Oficerskimi Orderu Odrodzenia Polski (2007 i 2016 r.). Ich państwowy pogrzeb odbędzie się 1 lutego 2019 r. w Lublinie.

12:00 – Msza św. za dusze zmarłych w Kościele Garnizonowym pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny;
13:15 – Przejazd konduktu pogrzebowego na cmentarz przy ul. Unickiej w Lublinie;
13:30 – Uroczystości pogrzebowe z asystą wojskową.

Źródła: IPN, gosc.pl, Wysokie Obcasy

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail