Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak się żyje na prawdziwym odludziu?

ODLUDZIE
Iswanto Arif/Unsplash | CC0
Udostępnij

W Polsce synonimem dzikiej głuszy są Bieszczady. Istnieją jednak rejony świata, gdzie najdziksze ostoje polskich gór wydałyby się ruchliwym parkiem w środku miasta.

Na trasie liczącej blisko 3000 kilometrów linii kolejowej przecinającej australijski interior znajduje się tylko jedno większe miasteczko – Alice Springs, choć „większe” to oszałamiające dwadzieścia parę tysięcy mieszkańców. To mniej więcej tak, jakby na trasie z Lizbony do Warszawy istniała jedna miejscowość wielkości Grajewa.

Mimo to, na tym ogromnym obszarze, gdzie odległość do najbliższego sąsiada liczy się w dziesiątkach lub nawet setkach kilometrów, ciągle mieszkają ludzie. Najczęściej zajmują się pasterstwem, wypasając owce na ogromnych ranczach. Jednak ich życie pod wieloma względami nie przypomina naszego.

 

Radiowa szkoła

Bo jak zorganizować szkołę w sytuacji, gdy uczniowie rozrzuceni są na obszarze wielkości kilku województw? To proste – wcale nie organizować. Lekcje prowadzone są drogą radiową i polegają na kilkugodzinnym wykładzie, po którym uczniowie samodzielnie lub z pomocą któregoś z domowników wykonują zadania. Obecnie, dzięki internetowi (w buszu dostępny jest on oczywiście wyłącznie drogą satelitarną) można na bieżąco wysyłać je nauczycielowi do sprawdzenia. Wcześniej trzeba było przesyłać zeszyty pocztą lub… poprzez lekarzy pogotowia.

Australijskie pogotowie lotnicze to charakterystyczny dla tego kraju fenomen, który pełni nie tylko funkcje lekarzy, lecz również kurierów i ogólnie – łączników ze światem. Z powodu olbrzymich odległości, na jakich rozrzucone są domy ludzi w buszu, utrzymywanie tradycyjnych ośrodków zdrowia i „naziemnego” pogotowia nie ma sensu. Lekarze poruszają się małymi samolotami, które lądować mogą niemal wszędzie.

Samolot zresztą stanowi popularny środek transportu także wśród cywili. Wiąże się to nie tylko z szybkością podróży, ale również bezpieczeństwem. Jeżdżąc po buszu samochodem, bardzo łatwo bowiem o kolizję z kangurem lub innym zwierzakiem, co może skończyć się tragicznie. Każda awaria pojazdu stanowi bowiem śmiertelne zagrożenie dla kierowcy, nie może on bowiem liczyć na to, że zaraz ktoś będzie przejeżdżał obok.

Dlatego też podróże samochodowe na australijskich bezdrożach są praktykowane raczej w karawanach kilku pojazdów, a jak ktoś decyduje się jechać samotnie, uprzedza o tym fakcie kogoś w docelowym miejscu podróży, ze sobą zaś zabiera kilka dobrych źródeł łączności (naturalnie, zwykłe telefony komórkowe są kompletnie bezużyteczne z uwagi na chroniczny brak zasięgu).

 

Nauka życia w cywilizacji

Najprostszym jednak sposobem na uniknięcie problemów z podróżami jest… niepodróżowanie. W Australii wykształcił się zwyczaj podróżowania rzadziej, jednak efektywniej. Wspomniane już szkoły radiowe, dbając o socjalizację dzieci, organizują kilka razy w roku „Zielone szkoły”. Uczniowie zjeżdżają się na kilka dni do większego miasta i uczą żyć „wśród cywilizacji”.

Także dorośli nauczyli się podróżować rzadziej, ale konkretniej. Szczególnie kopalnie wykształciły specyficzny system pracy, w którym górnicy intensywnie pracują bez przerwy kilkanaście dni skoszarowani przy kopalni, a potem mają kilkanaście dni przerwy, na którą wracają do domu, co częściowo rozwiązuje problem z dojazdem do pracy.

Nie zmienia to jednak faktu, że liczba mieszkańców australijskiego outbacku powoli, acz regularnie spada. Trudno się dziwić, bo choć czasem każdy z nas ma serdecznie dosyć galopu współczesnego świata, to raczej mało kto chciałby żyć w świecie, gdzie wyjazd do sklepu urasta do rangi wielkiej eskapady.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail