Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Krzysztof Zanussi: Po śmierci mamy pisałem do niej listy [wywiad]

KRZYSZTOF ZANUSSI
Grzegorz Bukala/REPORTER
Udostępnij

Była wszystkiego ciekawa. Również mnie tego nauczyła. Uważam, że ani życie, ani studia nie dały mi tyle, ile dała mi matka. Z domu wynosi się najwięcej – wspomina Krzysztof Zanussi.

Z okazji nadchodzącego Dnia Matki publikujemy wywiad z Krzysztofem Zanussim, w którym znany reżyser wspomina swoją mamę.

  

Katarzyna Szkarpetowska: Jaką osobą była pana mama?

Krzysztof Zanussi: Mama była osobą bardzo pogodną. Miała jasne poglądy na temat dobra i zła. Na temat tego, co należy, a czego nie należy robić. Była dla mnie najważniejszą busolą. Nigdy mi nic nie narzucała. Miała do mnie wielkie zaufanie. Wiele w życiu przeszła. Przeżyła pierwszą i drugą wojnę światową. Przez ciężkie doświadczenia wojenne paliła papierosy. Gdy doszedłem do wieku, kiedy młody człowiek sięga po papierosa, powiedziała: „Nie mam tytułu ci zabronić. Mogę najwyżej odradzać”.

Pozostawiła wolność wyboru.

Ja natomiast, chcąc pokazać swoją wyższość moralną, nie zapaliłem. I nie palę do dzisiaj. Wskazać, do dobre, przestrzec przed tym, co złe, ale nie ograniczać wolności wyboru – to zawsze był jej podstawowy kierunek działania. Pamiętam, że długo nie mogłem zdecydować się co do studiów. Prawie dziesięć lat, jako zdolny jedynak, nie posuwałem się naprzód. Mama mocno to przeżywała, ale nigdy nie chciała, żebym odczuł jakąkolwiek presję. Mówiła mi: „Szukaj, aż znajdziesz”.

 

Krzysztof Zanussi: Mama cudownie recenzowała moje filmy

Po wielu latach szukania wreszcie pan znalazł. Czy sukcesy w świecie filmu cieszyły pańską mamę? 

Cieszyły bardzo, ale dużo bardziej martwiły ją długie lata, kiedy nie odnosiłem żadnych sukcesów. Potrafiła to znieść dzielnie i za to jestem jej najbardziej wdzięczny. Oczywiście, była bardzo szczęśliwa, kiedy mi się udawało. Cudownie recenzowała moje filmy. Kiedy ją pytano, czy jej się podobają, odpowiadała: „Szkoda czasu na pytania. Wiadomo, że wszystko, co on zrobi, zawsze mi się będzie podobało. Nie łudźcie się, że matka może być obiektywna. Ja nawet nie chcę być obiektywna”.

W obecności jakich ludzi lubiła przebywać?

Mama mówiła, że aby czuć się jak pączek w maśle, należy wybrać otoczenie ludzi gorszych od siebie. Stojących niżej intelektualnie, moralnie. A jeżeli człowiek chce się wspinać i rozwijać, to musi sobie założyć, że w danym towarzystwie będzie tym najgorszym. Matka bardzo dbała o to, żeby być w towarzystwie ludzi, których wysoko ceniła. Którzy jej czymś imponowali, mogli być dla niej wzorem.

Była wrażliwa?

Bardzo. Wzruszała ją szlachetność ludzka, dobroć bezinteresowna. Umiała docenić piękno życia. Mając w pamięci okrutny czas wojny, powtarzała: „To cud, że żyjemy. Inni przecież zginęli”.

Czyli miała też w sobie duże pokłady wdzięczności? 

Tak, bardzo była wdzięczna Bogu za to, co jest. Nigdy nie wnosiła pretensji, że powinno być coś więcej czy lepiej. I tą drogą także mi zaszczepiła pogląd, że nie wolno być człowiekiem, który sobie coś rości, bo nic nam się tak naprawdę nie należy. Wszystko jest łaską Bożą.

 

Krzysztof Zanussi: Po mamie odziedziczyłem wytrwałość

Należała do kobiet odważnych?

Zdecydowanie. W okresie po pierwszej wojnie światowej była nawet sportsmenką, co – na owe czasy – było szokujące. Mój dziadek był oburzony, że matka, jako lekkoatletka, pojawia się na stadionie i biega w krótkich spodenkach. Zastanawiał się nawet, czy ludzie kupują bilety, żeby oglądać jak biega, czy żeby oglądać jej piękne nogi. Ale to były rozterki typowe dla umysłu uformowanego przed pierwszą wojną światową, dziadek był bardzo dziewiętnastowieczny. Co innego mój ojciec – on to rozumiał, bo sam zajmował się trochę sportem.

Jakie cechy odziedziczył pan po mamie?

Na pewno pewnego rodzaju wytrwałość. Mama uczyła mnie, że nie wolno mieć słomianego zapału. Że należy doprowadzać dzieła do końca i nie wolno rzucać słów na wiatr. Podkreślała, że w życiu ważne jest utrzymać się w pozycji pionowej. Nie poddawać się. Nie skapitulować moralnie.

Lubił pan spędzać z nią czas?

Bardzo. Prowadziliśmy rozmowy podniosłe i rozmowy potoczne. Była wszystkiego ciekawa. Również mnie tego nauczyła. Uważam, że ani życie, ani studia nie dały mi tyle, ile dała mi matka. Z domu wynosi się najwięcej.

 

Krzysztof Zannusi: Odejście mamy było dla mnie bolesnym przeżyciem

Pana mama dożyła pięknego, sędziwego wieku – zmarła, mając dziewięćdziesiąt osiem lat.

Tak. Przez ostatnie miesiące po prostu gasła. Wcześniej cały czas starała się być aktywna. Jej odejście było dla mnie bolesnym przeżyciem. Długie lata po śmierci mamy pisałem do niej listy.

Czy to prawda, że mówiła: „Trzeba umrzeć młodo w bardzo podeszłym wieku”?

Tak mówiła. Wiedziała przy tym, że na połowę tego człowiek nie ma wpływu.

Bo długość naszego życia zależy od Boga…

…a od człowieka to, czy z tego świata odejdzie młody duchem.

*Tekst pierwotnie ukazał się w Tygodniku Diecezji Łomżyńskiej
**Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aleteia.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail