Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Biega maratony w przebraniu wróżki czy kosmity i zbiera kasę dla potrzebujących. „Wszystkie akcje powierzam Bogu”

BARTOSZ BANASIK
Udostępnij

Ważył blisko 130 kilogramów. Postawił sobie za cel, że do 30. urodzin zrzuci „nadbagaż”. Zaczął biegać w maratonach, z czasem w coraz dziwniejszych strojach, np. wróżki czy ufoludka. Po co? By zachęcić ludzi do wpłat dla potrzebujących – bezdomnych, chorych, głuchoniemych…

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

O Bartoszu Banasiku usłyszałam od znajomych. Zakręcony gość – mówili. Biega w maratonach przebrany za ufoludka czy wróżkę. W ten sposób chce zachęcić do wpłat na zbiórki dla potrzebujących (więcej na stronie RAZEM w dobrym na/stroju). Przedstawia się jako „tata, sportowiec-amator, wariat” – dobra rekomendacja. Zanim został mężem, tatą trójki dzieci, spędził… 9 miesięcy w nowicjacie. Poznajcie Bartka!

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Tata, sportowiec-amator, wariat. Tak siebie opisujesz. Która z tych ról jest najważniejsza?

Bartosz Banasik: Oczywiście tata. Staram się, by zaangażowanie w działalność charytatywną nie przysłoniło priorytetów. Moją życiową rolą jest bycie mężem i tatą.

Która rola jest najtrudniejsza?

Też bycie ojcem, bo łączy się z największą odpowiedzialnością, zwłaszcza w kontekście wiary. Ode mnie zależy, na kogo wyrosną moje dzieci.

To jak znaleźć w tym wszystkim jeszcze czas na bieganie?

Jestem amatorem. Biegam, bo lubię. Nie mam nawet sportowego zegarka, planów treningowych, narzuconego rygoru. Staram się biegać, kiedy mogę. Do tego dorzucam w miarę możliwości treningi, bo kiedyś ważyłem 40 kilogramów więcej i nie chciałbym, by to wróciło. Wychodzę z założenia, że sport ma dawać radość. To przestrzeń, by poczuć się wolnym. Kiedy nie mam czasu, biorę torbę i biegiem wracam z pracy.

 

„Trenuję nie kosztem rodziny, ale DLA rodziny”

Jak się zaczęła przygoda z bieganiem?

Zawsze to lubiłem, jeszcze w podstawówce. To wspaniały sport, nie wymaga rozbudowanego sprzętu, trenerów. Nawet kiedy ważyłem 128 kilogramów, ukończyłem kilka maratonów – wprawdzie żółwim tempem, ale jednak. Nie zacząłem biegać, by schudnąć, choć ta pasja zmotywowała mnie do zrzucenia kilogramów, bo z takim obciążeniem nie biega się dobrze. Ale głównym motywatorem było poczucie odpowiedzialności za rodzinę. Wyniki badań przeraziły mnie, postanowiłem, że zawalczę o zdrowie. A że akurat zbliżały się moje 30. urodziny, to było dobre wyzwanie.

Biegasz ze względu na… rodzinę?

Dbanie o siebie, zdrowie, kondycję nie jest przejawem egoizmu. Robisz to nie tylko dla siebie, ale dla bliskich, rodziny. Jeśli będziesz zdrowa, bliscy będą mieli cię dłużej. Kiedy statusiałem i mocno przytyłem, przyczyną, dla której zaniedbałem bieganie, był fakt, że nie chciałem zostawiać rodziny samej w domu. To była kiepska wymówka. Pamiętasz procedury bezpieczeństwa w samolocie? Najpierw wkładasz maskę tlenową sobie, później dziecku. Musisz zatroszczyć się o siebie i swoje zdrowie, by móc opiekować się dzieckiem. Tak samo jest z dbaniem o kondycję. Idziesz na trening nie kosztem rodziny, ale DLA rodziny.

Bez tych 40 kilogramów czujesz się lżejszy także duchowo?

Mam lepszą kondycję, mogę więcej, a to konkretnie przekłada się na sferę psychiczną. Bardziej wierzę w siebie. Nie tylko podbiegnięcie do autobusu nie jest abstrakcją, ale i 80-kilometrowy bieg po górach. Nie wspominając o poprawie zdrowia.

 

Pobiec w stroju wróżki czy ufoludka? Jeśli to komuś pomoże, czemu nie!

Jak w tym wszystkim pojawiło się pomaganie innym?

Fundacja Maraton Warszawski od kilku lat prowadzi akcję „Biegam dobrze”. Zapisując się na organizowany przez nich bieg, można wybrać ścieżkę standardową albo charytatywną, w ramach której wspierasz jedną z kilkunastu fundacji. Na początku prosiłem o wpłaty na zbiórki, ale z czasem zauważyłem, że trzeba dać coś od siebie. Tak przyszedł pomysł na śmieszne przebrania. Zacząłem nieśmiało, od wróżki („tylko” ze skrzydełkami, spódniczką), aż doszedłem do rozbudowanych strojów. Tym wymyślniejszych, im więcej udało się uzbierać pieniędzy.

Dlaczego ludzie wpłacają na zbiórki wspierane przez gościa, który biegnie w stroju ufoludka?

Powiem od końca. Dziwiło mnie, że ludzie chętnie coś lajkują, udostępniają, ale już nie wpłacają choćby złotówki. Kiedy założyłem konto na Facebooku, zrozumiałem, że takich próśb w sieci jest masa. W człowieku uruchamia się mechanizm obronny, obojętność, bo przecież nie da się pomóc każdemu. Dlaczego ludzie wspierają zbiórki, w które się włączam? Być może szalone stroje je wyróżniają, przykuwają uwagę?

Potrzebujących jest wielu, czym się kierujesz, wspierając daną zbiórkę?

Nie mam klucza. Staram się słuchać serca. Pomagam tym, co do których czuję największą empatię. Zbierałem na fundację „Dajemy dzieciom siłę”, bo sam jestem ojcem. Wybieram najbardziej pokrzywdzone grupy społeczne (bezdomnych, głuchoniewidomych), które bywają zapomniane, bo są mało „atrakcyjne” medialnie.

 

Bartosz Banasik: Akcje, w które się angażuję, powierzam Bogu

Komu do tej pory pomogłeś?

Mógłbym wyliczać długo, to m.in. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, Polska Akcja Humanitarna, Paczka dla Bohatera, Fundacja Kapucyńska im. bł. Aniceta Koplińskiego, Stowarzyszenie SPOZA, Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym Białostockie Hospicjum dla Dzieci „Pomóż Im”. Chcę też podkreślić, że każdy może zrobić coś dobrego. Pomoc nie polega jedynie na wpłacaniu czy zbieraniu pieniędzy. Można przekazać jedzenie lub  niepotrzebne ubranie bezdomnym, ofiarować nietrafiony prezent na charytatywną aukcję internetową (np. Bazarek Paczka dla Bohatera).

Co ty z tego masz, prócz satysfakcji?

Akcje, w które się angażuję, powierzam Bogu. Tak walczę z moimi ambicjami, by coś zrobić najlepiej. Mówię Mu, że jest taka potrzeba, ja nie mam tyle pieniędzy, jeśli mógłby wspomóc, to będzie wspaniale. Nie prowadzę kampanii reklamowych na wielką skalę. Wrzucam post na Facebooka, prośba idzie w świat, a ja powierzam sprawę Bogu – jeśli ma się udać, to się uda. Nie wszystko zależy ode mnie i ilości włożonej pracy i czasu.

Bieganie ma dla ciebie wymiar duchowy, jest czasem na kontemplację?

Zdecydowanie tak. Kiedyś biegałem ze słuchawkami w uszach, dziś jest to czas dla mnie i Boga. Mam zestaw modlitw, które odmawiam biegając. To jedna z niewielu okazji, kiedy mogę zebrać myśli. Sport ma wielki potencjał jeśli chodzi o ofiarowanie trudności, cierpienia. Jako osoba wierząca mogę je ofiarować Bogu w danej intencji. W tym kontekście te dwa światy, duchowy i sportowy, są złączone.

 

„Przez dziewięć miesięcy nowicjatu dojrzałem jako człowiek”

Świat duchowy jest dla ciebie ważny. Byłeś w nowicjacie.  

Tak, u księży michalitów. Spędziłem tam dziewięć miesięcy. To było dla mnie takie wojsko. Poszedłem tam jako młody idealista, wróciłem jako ktoś realnie patrzący na życie, kto wie, czego od tego życia chce.

Zrozumiałeś, że to jednak nie powołanie?

To złożona historia, co najmniej na harlequina (śmiech). Miałem dziewczynę, kochałem ją, była dla mnie ważna. Uznałem, że Bóg oczekuje ode mnie, że to wszystko zostawię i zostanę księdzem. Takie było wtedy moje rozumienie powołania. Błędne. Odczytywałem je jako narzuconą z góry przez Boga drogę, którą człowiek może jedynie przyjąć. Byłem bardzo rygorystyczny, rzuciłem wszystko, studia (bez brania urlopu dziekańskiego), rozstałem się z dziewczyną, nie pożegnałem się z przyjaciółmi. Przez dziewięć miesięcy nowicjatu dojrzałem jako człowiek. Zobaczyłem, że priorytetem w życiu jest miłość, a to, gdzie się ją realizuje, to sprawa drugorzędna.

Dziewczyna czekała?

Dziś jest moją żoną, mamy trójkę dzieci.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail