Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Jak byłem mały, nikt się nade mną nie rozczulał”. Dlaczego zapamiętujemy, że tak było dobrze?

PRZEMOC
jocic | Shutterstock
Udostępnij

Jak to się dzieje, że z trudnych wspomnień z dzieciństwa potrafimy robić bajki z tysiąca i jednej nocy? I jak to się dzieje, że przykre fakty pamiętamy po latach inaczej?

Widziałam ostatnio w sieci ślicznego mema. Przedstawiał Sylwestra Stallone’a w sile wieku i ze śladami walki na ciele, a podpis głosił: „Dziś zbytnio rozczulamy się nad naszymi dzieciakami. Jak byłem mały i raz umarłem, ojciec kazał mi to rozchodzić”. Trudno się nie uśmiechnąć, choć może to być śmiech przez łzy. Jak to się dzieje, że z trudnych wspomnień z dzieciństwa potrafimy robić bajki z tysiąca i jednej nocy? I jak to się dzieje, że przykre fakty pamiętamy po latach inaczej?

 

Pamięć chroni przed cierpieniem

Zapytałam kiedyś znajomą osobę, która z pewnością w dzieciństwie dostawała lanie i to nie byle jakie, jak to zapamiętała. Odpowiedziała, że nic zupełnie nie pamięta. Jakby to była jakaś historia nie o niej. To mówi wiele o tym, dlaczego zapamiętujemy, jak było dobrze: dzieje się tak tylko dlatego, że zapominamy, jak było źle. I to zapominanie może mieć formę nawet i rzeczywistej amnezji – bo pamięć chroni przed cierpieniem. Zasłania zbyt trudne zdarzenia białą plamą. Nie ma do nich potem dostępu. Czasem tylko jakieś inne zdarzenie, może dźwięk, może kolor, zapach i miejsce, coś otwiera. I nieraz po kilku dekadach dorośli już ludzie sobie przypominają.

Pamięć także chroni poczucie własnej wartości. A przede wszystkich chroni rodziców i ich nietykalny wizerunek w oczach dzieci, a potem dorosłych. Na ogół ludzie chcą wierzyć, że pochodzą z „porządnej rodziny”, choć nie do końca wiadomo, co to znaczy. Nie mając zresztą innych wzorców życia, dzieci wierzą, że to, co się dzieje w ich domu, choćby naprawdę dokonywały się tam straszne rzeczy – wydarza się również gdzie indziej.

 

Jak jest „normalnie”?

Tak w końcu powstaje przekonanie o tym, co to znaczy „normalnie”. Dla kogoś normalnym będzie to, że rodzice pukają do pokoju nastolatka, a ktoś inny może pamiętać fruwające w powietrzu przedmioty, rozrzucane we wściekłości. Ktoś pamięta wyjścia z rodzicami do kina, a ktoś inny wieczny szlaban. Przytulanie i wsparcie w trudnych momentach – albo wyzwiska i bicie.

Ponieważ chcemy chronić pozytywny obraz rodziców w naszych sercach – nadajemy temu pozytywne znaczenie. Wierzymy, że rodzice nigdy się nie mylili. Widocznie mieli rację. Widocznie to była moja wina. W końcu dziecko nie posiada narzędzi, by ocenić, że mama była zdenerwowana albo zmęczona, a tata był człowiekiem gwałtownym. I dziecko nie wie, że nazwanie kogoś „debilem” – to przemoc.

I nawet jeśli udaje się zapamiętać jakieś fakty – jak ten, że „jak byłem mały i raz umarłem, a tata kazał mi to rozchodzić” – to w zapomnienie idą uczucia, jakie tym faktom towarzyszyły. Wierzymy więc w to, że było tak dobrze, nie dlatego, że tak dobrze wszystko pamiętamy. Wręcz przeciwnie – tylko dzięki temu, ile zapomnieliśmy. Że zapomnieliśmy szybko, po to, by przetrwać, jakie to upokarzające i poniżające. Dostać lanie. Być szarpanym za włosy. Być wyzywanym i ośmieszanym. Bać się i nie móc nikomu o tym powiedzieć.

 

Nie podawaj dalej

Znajoma psycholog podzieliła się kiedyś ze mną obserwacją, że tak samo działa fala w wojsku. Najpierw najmłodsi doświadczają brutalnych zachowań starszych kolegów. Potem sami mszczą się na kolejnych osobach, które zasilą szeregi. Dlatego właśnie, że już zapomnieli – jakie to cierpienie, być tak traktowanym. Zapomnieli ze wstydu i dlatego, że to było za trudne. Że takie upodlenie może rozerwać serce. I może też dlatego, że obok nie było nikogo, kto by okazał empatię i kto by się za nimi ujął.

Wiara w idealne dzieciństwo, jeśli została okupiona utratą pamięci, ma swoje konsekwencje. Skoro ja, gdy umarłem, to dałem radę to rozchodzić, to przecież moje dzieci mogą podobnie. Szybko podamy dalej lekcje z odcinania się od kontaktu z własnymi uczuciami.

Raz po raz wymknie się: „Nie bądź baba”. Może i „ty głupku” też podamy dalej. Może nam ręka poleci nie raz i nie dwa. Dlatego jeśli mamy takie doświadczenia, że nikt się nad nami nie rozczulał, nikt nie liczył („a wyrośliśmy na ludzi”), to bardzo potrzebujemy jako rodzice przypomnieć sobie wszystko i poczuć tamten ból. By nie podawać go dalej i by dzieci nie przeżywały go jako tragiczne opuszczenie przez tych, którzy są dla nich najbliżsi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail