Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Mamo, tato – naładuj swój akumulator

family; parents; children
Udostępnij

Bez akumulatora nie pojedziesz. Wiem, bo tam byłam. Na środku rodzicielskiej drogi z rozładowanym akumulatorem. Jedenaście lat temu stawałam nad zlewem i lały się do niego moje łzy.

Bycie rodzicem naprawdę wiele kosztuje, jest pełne wyzwań i wypala, jeśli nie odnawiamy zasobów. Może właśnie na półmetku wakacji przekonujesz się, jakie to wyczerpujące. Ja tak, mimo że kocham swoje bycie z dziećmi.

 

Duży opiekuje się małym

Wracam do myśli, którą naprawdę warto obracać w głowie i sprawdzać z jej pomocą rozmaite swoje strategie zaspakajania dorosłych potrzeb: relacja z dziećmi ze swej natury jest asymetryczna i taka ma być. Dorosły jest duży, a dziecko jest małe. Duży opiekuje się małym. I to duży jest przewodnikiem i wsparciem, a nie odwrotnie. Znajdziemy tę myśl od Alice Miller zaczynając, po całkiem współczesnych psychologów i pedagogów od rozwoju dzieci. Odwracanie ról i czynienie z dzieci opiekunów własnego zmęczenia, problemów, kryzysów małżeńskich czy choroby nazywa się parentyfikacją i bardzo wiele utrudnia w życiu tym dorosłym, którzy nigdy nie mogli być dziećmi.

Kiedy się o tym nie wie, można wpaść w rozmaite pułapki. Pierwsza z nich to wiara, że zadaniem dzieci jest dostarczać rodzicom świętego spokoju i nie sprawiać kłopotu. Dzieci wychowywane do niesprawiania nikomu kłopotu powoli znikają. I jako dorośli są przezroczyści. Często padają ofiarą wykorzystania i niesprawiedliwych dla siebie układów. Tak przecież zostały wychowane. Żeby niczego nie chcieć i nie przeszkadzać.

Dzieci zawsze będą mieć pytania nie w porę. Będą się smucić, gniewać i płakać. Będą nas potrzebowały do dmuchania na skaleczone kolano, do pomocy w za trudnym zadaniu z matematyki, w lęku przed ciemnością. I tak, rola rodzica to i całodobowe pogotowie, i bycie spokojną przystanią dla trudnych emocji, i rozmawianie o problemach z pozycji zrozumienia i kontaktu. Naprawdę nie da się odwrotnie.

 

Ładować akumulatory

Dlatego rodzice potrzebują ładować akumulatory i napełniać zbiorniki miłości. Pierwszym takim miejscem jest towarzystwo innych dorosłych, w tym rodziców, w którym można doświadczać wspólnoty, wsparcia, dzielenia się trudami. I poczucia humoru, odprężenia, rozrywki. Agnieszka Stein z Gosią Stańczyk pisały w swojej książce, że aby wychować dziecko, potrzebna jest cała wioska. Bo potrzeba ogromnie wiele wsparcia w byciu rodzicem.

W relacjach z innymi dorosłymi możemy dostawać akceptację, ciepło, troskę o nasze sprawy, empatię i wsparcie w problemach – jeśli takich dorosłych zabraknie, nasze ciężary spadną na dzieci, które owszem, będą bardzo pragnęły nas pocieszać i pomagać, ale zapłacą za to własną integralnością, a nieraz i zdrowiem. Córka opiekująca się przewlekłym smutkiem mamy sama w końcu może zapaść na depresję. Syn zastępujący ojca będzie zaś doświadczał skutków wykorzystania psychicznego. Dlatego my, dorośli, potrzebujemy budować dorosłe więzi.

Kolejnym takim miejscem, gdzie można ładować akumulatory, jest odpoczynek bez towarzystwa dzieci. Zaczynając od półgodzinnego spaceru, na wyjeździe w jakąś piękną okolicę kończąc. Tym ładowaniem akumulatora może być także zmiana okoliczności – wyjście niekoniecznie do pracy, ale na zajęcia podyplomowe, warsztat czy kurs. Po to, by nasza głowa i ciało mogły odpocząć od tego, czym są zajęte codziennie.

Czas we dwoje rodziców jest równie ważny. Pozwala zaopiekować się wzajemną relacją i spojrzeć na siebie w innym kontekście niż domowy. Dlatego warto prosić o pomoc do opieki nad dziećmi – by wracać do nich z nowymi siłami i otwartymi ramionami, które przyjmują i cierpliwie kochają.

Każdego dnia, nawet gdy nie możemy zrobić niczego wielkiego, warto celebrować i dbać o drobiazgi – kawę z gapieniem się przez okno, modlitwę/medytację, krem nakłady na ręce, ubranie, które lubimy, smaki, jakie nam pasują. Pomaga ładować akumulatory wdzięczność za to, co jest. Rozmowa. Człowiek zaopiekowany ma więcej sił. Do tego potrzeba odpuszczać rzeczy zbędne, nierealne założenia i odbierające życie dniówki. Jak mówi Jezus, „nie troszczcie się zbytnio” i „jesteście ważniejsi”. Tak dzieci, jak my, jesteśmy ważniejsi niż mnóstwo rzeczy do zrobienia.

Czytaj także: Mamo, tato – zaopiekuj się swoim zmęczeniem, by lepiej radzić sobie ze złością

Czytaj także: Czego się boisz, gdy się złościsz?

Czytaj także: Sabotażysta w twojej głowie. Nie pozwól, by zniszczył twoje szczęście

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail