Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Mamo, tato – zaopiekuj się swoim zmęczeniem, by lepiej radzić sobie ze złością

unsplash.com
Udostępnij

Jeśli przemęczonemu tacie spadnie na podłogę szklanka, to będzie to winą dziecka, które akurat o coś pytało.

Zmęczenie i złość idą ze sobą w parze. Gdyby zapytać siebie, co wydarzyło się, zanim nakrzyczeliśmy na dzieci, dałoby się to pewnie uchwycić. Jeśli mama już dzisiaj doświadczyła iluś trudnych sytuacji, których jeszcze nie miała kiedy w sobie „przeprocesować” i zaopiekować się przykrymi uczuciami – to wystarczy, że dwulatek powie: „Nie taką chciałem kanapkę”, by nastąpiła detonacja. Reakcja nieadekwatna do sytuacji dziecka. Spójna za to z rzeczywistością psychofizyczną mamy.

 

Odwracanie ról

Bardzo do mnie przemawia to, co mówią specjaliści od rodziny: relacja rodzica i dziecka jest skośna i musi taka być. Tam, gdzie rodzice nie potrafią zaopiekować się sobą, dochodzi do odwracania ról. Kiedy mama nie umie radzić sobie ze wściekłością, to dzieci zaczynają chodzić na palcach. Kiedy tata ma żal do całego świata, to dziecko ma poczucie winy.

To dorosły jest tym, który daje oparcie i opiekuje się dzieckiem. A dziecko jest tym, które potrzebuje zaopiekowania. I w słowie „opieka” nie chodzi o rozmaite formy nadopiekuńczości, ale o dbanie o potrzeby dziecka właściwe dla jego wieku i etapu rozwoju. I tu mieści się zarówno potrzeba czułości, jak i potrzeba autonomii. Bezpieczeństwa, ale i eksplorowania i wyzwań. Opiekowanie się to raczej dotrzymywanie kroku w rzeczywistości pełnej zmian i bycie życzliwym wsparciem i przewodnikiem na tej drodze.

Dla świata dziecka to dorosły opiekun stanowi oparcie. To on zachowuje spokój, gdy w świecie dziecka wydarza się burza. To on sprowadza komunikację z poziomu konfliktu, pretensji czy żądań do poziomu porozumienia i kontaktu. I to nie zadzieje się przez wydawanie rozkazów, groźby czy szantaż – ale przez rozumienie emocji dziecka i pomaganie mu, by także mogło je poczuć, zrozumieć, nazwać i uregulować.

 

Kontakt i zrozumienie

Rodzic, który mądrze przewodzi i wspiera, gdy słyszy od dziecka: „Wy to nigdy o mnie nie myślicie!”, nie odpowie: „Ty wredny bachorze, wszystko robimy dla ciebie!”, tylko raczej poszuka kontaktu i zrozumienia sytuacji. „Czy chodzi ci o to, że zaplanowaliśmy wyjście do dziadków, a ty miałeś inne plany?”. Na ogół takiego rodzaju życzliwe sprawdzanie doprowadza do tego, że dziecko samo nam opowie, z czym ma trudność. „Tak, chciałem w końcu złożyć z tatą rower”. „To pomyślmy, jak możemy ułożyć ten dzień, żebyśmy mogli i spotkać się z dziadkami, i znaleźć dobry czas na składanie roweru”.

Sytuacje z dziećmi są tak dynamiczne i pełne niespodzianek, że potrzeba wiele sił, by być tą zrównoważoną i opiekującą rozmaite sytuacje stroną. I dlatego rodzice potrzebują umieć dbać o samych siebie i ładować swoje akumulatory.

 

Zbyt dużo na sobie

Pamiętam z bajki o wilku i zającu taką scenę, gdy wilk unosi sztangę, która porywa go w taniec utraty równowagi. I kiedy wydaje się, że już ją trzyma, na jednym z jej talerzy siada motylek. A potem na drugim. W końcu na gryfie – i wtedy sztanga spada wilkowi na stopę. Jego wściekłość jest tak wielka, że rzuca się w pogoń za motylkiem, niszcząc połowę boiska.

Gdy w stanie dużego obciążenia wydarza się nagle coś nieprzewidzianego, nawet błahego, łatwiej stracić panowanie nad sobą. Naprawdę cenna jest wtedy świadomość, że to nie wina motylka, tylko że sztanga była za ciężka. Że źle oceniliśmy swoje możliwości. Za dużo wzięliśmy na siebie. Zbyt wielka była presja. O zbyt wielu sprawach myślałam, że „muszę” (to zresztą słowo-zabójca naszego wolnego wyboru i odpowiedzialności).

 

Ładowanie akumulatorów

Ogromnie przemówiło do mnie, gdy jakiś rok temu usłyszałam, jak Agnieszka Stein opowiada o tym, nad czym rodzice nie mają kontroli, choć myślą, że jest inaczej. Nad swoim zmęczeniem, niewyspaniem, brakiem sił. Wzmacnia to kulturowy przekaz, że zawsze ze wszystkim trzeba „dać radę” (cokolwiek by to znaczyło) i własne przekonania o tym, co koniecznie trzeba. Tymczasem gdy działamy wbrew własnym możliwościom, płacimy za to my i nasi bliscy.

Jeśli pragniemy lepiej radzić sobie ze złością, potrzebujemy zawczasu robić coś ze swoim zmęczeniem i obciążeniem. I mieć miejsce i czas ładowania akumulatorów, o czym chcę napisać za tydzień.

Czytaj także: Emocje – dobry czy zły doradca?

Czytaj także: Słuchanie narzekania niszczy mózg – potwierdzają to naukowcy

Czytaj także: Słowa, które ranią z pokolenia na pokolenie

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail