Aleteia

Czas czy pieniądz? Coś poszło stanowczo nie tak, ale jeszcze możemy to zmienić!

RELACJE
freestocks.org/Unsplash | CC0
Udostępnij

Pamiętasz z dzieciństwa zabawę bączkiem? W moich najdawniejszych wspomnieniach okropnie mnie ona denerwowała. A teraz jest jeszcze gorzej, bo stała się nieznośnie dobrym obrazem tego, co dzieje się wokół nas…

Bączek

To było tak. Dorośli zawsze wiedzieli, jak wprawić bączka w hipnotyzująco piękny ruch. Dzieci z niewiadomych powodów chciały działaniu starszych sprostać, a nawet je poprawić. Niestety, chęć mocniejszego podkręcenia już wirującego bączka zawsze kończyła się tym samym. Wytrąceniem go z równowagi i szybkim upadkiem.

To niefrasobliwe dziecięce dążenie do przyśpieszenia rzeczywistości właśnie zwala z nóg nasze społeczeństwo. Świat, w którym jako gatunek uczyliśmy się żyć przez tysiąclecia, w kilka dekad zamieniliśmy w świat, do którego ewolucyjnie jesteśmy kompletnie nieprzygotowani. Czy da się to jeszcze odkręcić?

 

Wioska, czyli relacje

Afrykańskie przysłowie mówi, że „potrzebna jest cała wioska, żeby wychować jedno dziecko”. Społeczności, w których funkcjonowaliśmy przez tysiąclecia, to były właśnie takie wioski, gdzie każdy się znał i mógł liczyć na wsparcie drugiego. W naszym wewnętrznym wyposażeniu niewiele się zmieniło od czasów 100-osobowych grup łowców-zbieraczy.

Niby chcemy znać więcej osób, ale mając na Facebooku nawet 1000 i więcej znajomych, bliższe relacje utrzymujemy przeważnie z około setką osób. Też nie bez powodu z najbliższymi z wirtualnych znajomych staramy się spotkać w realnym świecie. Czy to nie bezpośredniej i osadzonej w zwykłej codzienności relacji najbardziej trzeba nam do szczęścia?

 

Miasto, czyli natura

Szybszy powrót do zdrowia po operacji. Poprawa koncentracji u nadpobudliwych dzieci. Lepsza efektywność w pracy. A nawet regulacja ciśnienia krwi. W ideę biofilii (przekonania o wielkim znaczeniu natury dla naszego życia) wpisuje się coraz więcej badań potwierdzających zbawienny wpływ natury na nasze życie. Albo mówiąc inaczej: destrukcyjny wpływ jej braku.

Zamknęliśmy się w betonowych ścianach odbijających szum zgrzybiałych klimatyzatorów. Przyzwyczajeni do miast wypełnionych smogiem, nie szukamy tego, co jest naszym nomen omen – środowiskiem naturalnym. Nasze organizmy „wychowały się” w otwartej przestrzeni. Czy na dłuższą metę siedzenie w klatce ze szkła i metalu może prowadzić do czegoś dobrego?

 

Zegarki, czyli czas

Wspomnieni już łowcy-zbieracze pracowali średnio około 6 godzin dziennie. Wolni od smartfonów mieli więcej czasu, żeby zajmować się przebywaniem z członkami swojej społeczności. Ta zwykła codzienność wystarczała im do budowania więzi. Nie potrzebowali kina czy parków rozrywki, żeby pielęgnować relacje. Orka dnia codziennego zaczęła się, gdy wynaleźliśmy orkę, która miała nas uniezależnić do zbiorów.

No i udało się, ale po drodze wymyśliliśmy światło elektryczne, czyli sposób, jak nie odkładać pługa nawet w nocy. Siedzimy w pracy długie godziny. Zabiegamy o pieniądze, żeby wymienić je na dobra materialne, które mają służyć do okazania ciepłych uczyć. Czy jednak współmałżonek, dziecko, rodzic, albo przyjaciel nie potrzebują bardziej naszego czasu niż naszych pieniędzy?

 

Smartfon, czyli rzeczywistość

Siedem, a nie pięć. Tyle zmysłów mamy zdaniem specjalistów od integracyjni sensorycznej. Oprócz słuchu, wzroku, smaku i węchu jest też zmysł ruchu i równowagi oraz zmysł dotyku powierzchniowego i czucia głębokiego. Częścią naszej tożsamości jest korzystanie z nich wszystkich. Jednak współcześnie coraz częściej diagnozowane są zaburzenia w obszarze ich integracji.

Zatopieni w ekranach telefonów ograniczamy lwią część naszego dnia do wzroku i słuchu. Ludzie w zatłoczonym autobusie uśmiechający się do telefonów już nikogo nie dziwią. Sprowadziliśmy nasze emocje i większość doświadczeń do wyobrażeń na ich temat, a właściwie do ich elektronicznego zapisu. Czy jednak bycie bohaterem świata wirtualnego może dać większą satysfakcję od bycia bohaterem realnych wydarzeń?

 

Lepiej już było?

Czy kiedyś było lepiej? Nie, kiedyś były inne problemy, z których wiele do dziś udało nam się rozwiązać. A jednak coś poszło stanowczo nie tak. W próbach ulepszenia rzeczywistości jesteśmy jak dzieci, które koniecznie chcą podkręcić już rozkręconego bączka. Chcemy szybciej i lepiej, a wychodzi nam wbrew temu, co w nas naturalnie dobre.

Nie zawsze trzeba podkręcać rzeczywistość. Kiedy lepsze jest wrogiem dobrego, lepiej zostać przy tym drugim. A jeśli lepiej już było? Wtedy trzeba zrobić w tył zwrot i powiedzieć: wracajmy!