Aleteia

Dwa słowa, które zmieniają codzienność rodziny

MIŁOŚĆ
True Touch Lifestyle | Shutterstock
Udostępnij

Chcę napisać o słowach, które zmieniają nasze myślenie o sobie nawzajem. Wspierają rodziców w budowaniu relacji z dziećmi. Sprzyjają małżonkom, by nie zmieliła ich więzi rutyna i oczekiwania. Dodają lekkości atmosferze domu. I można ich używać także w odniesieniu do siebie samych i czerpać z poczucia wolności, jaką dają.

To nie będzie tekst o słowach „kocham cię”, choć to wspaniałe, jeśli istnieją w codziennych wymianach nie tylko z trzyletnimi dziećmi!

 

Proszę

Pierwsze z tych słów brzmi „proszę”. Piękne słowo, które odsłania naszą niewystarczalność. Jeśli proszę, to znaczy, że potrzebuję pomocy. Odsłaniam przed sobą i drugim swoje ubóstwo, zgadzam się na nie, przyjmuję je w sobie. „Proszę” to nadanie do drugiego komunikatu o tym, że może ubogacić moje życie.

Czasem może nam umykać pokora tego słowa i myślimy, że posiada magiczną moc. Spodziewamy się, że sprawi, że drugi człowiek zrobi to, co chcemy. Mylimy prośby z poleceniami albo rozkazami. Uzupełniać je możemy o dodatki, które kasują „proszę”. „Natychmiast”. „Nie zaraz, tylko teraz”. „Ty egoisto”. „Bo jeśli nie, to…”. A tymczasem sens prośby kryje się w dobrowolności. Jeśli proszę, to znaczy, że mam miejsce dla twojej odmowy, negocjowania albo dopasowania się do tego, co teraz dla ciebie jest możliwe. By ktoś chciał odpowiedzieć na prośbę, potrzebuje mieć wybór.

Jasne, że mogę wzmacniać swój przekaz opowiedzeniem, dlaczego mi zależy na tym, o co proszę. Wyjaśnić, dlaczego to dla mnie ważne albo jaką wartość doda do naszego życia. Prośba jednak właśnie tym różni się od żądania, że nie wiemy, jaki skutek przyniesie. Na pewno wesprze nasze relacje, bo pomoże widzieć wszystkie osoby w domu jako odrębnych ludzi, zasługujących na szacunek i mających dobrą wolę. Takie myślenie o sobie nawzajem ogromnie służy małżeństwu, choć nie zawsze jest dla małżonków czymś oczywistym.

Nie zawsze też rodzice mają świadomość, że właśnie te słowa opisują ich dzieci: wolne, zasługujące na szacunek, mające dobrą wolę. I przeżywają wiele rozczarowań, gdy dzieci nie reagują „jak trzeba” na ich komendy przypominające serie z karabinu. Z tymi, którzy odczuwają nieufność wobec zmiany poleceń na prośby, chciałabym się podzielić swoim doświadczeniem: nasze dzieci bardzo lubią słowo „proszę” i poza sytuacjami, że coś naprawdę jest dla nich niemożliwe, spełniają prośby. I często podchodzą do nich twórczo i z zaangażowaniem.

 

Dziękuję

Tu przydaje się drugie słowo: „dziękuję”. Wypowiadam je kilkanaście razy dziennie, bardzo jest mi bliskie. Dziękuję za podniesione buty, zabrany plecak, podany pilot od telewizora, wstawiony czajnik. Dziękuję dzieciom za zrozumienie mnie, gdy czegoś im odmawiam, bo na przykład akurat potrzebuję skupić się na pracy. Dziękuję za to, gdy dzielą się ze mną jakąś obserwacją na mój temat, która pozwala mi zreflektować nad tym, jaki ma na nich wpływ moje działanie albo słowa.

Gdy mówię „dziękuję” mojemu mężowi, przypominam sobie codziennie, że on nic nie musi. Ani dosypywać do pieca, ani chodzić do pracy. Nawet jeśli mamy bardzo trudny dzień, w którym ciężko jest się nam dogadać, staram się, by słowo „dziękuję” było ostatnim, jakie wypowiem. Ono mi mówi nie tylko o rzeczach, których nie musiałam zrobić sama. „Dziękuję” znaczy, że cię dostrzegam. Doceniam i twój wkład i jego dobrowolność. Widzę, ile cię kosztuje.

Napisałam na początku, że „proszę” i „dziękuję” można mówić także do siebie samego. Jestem przekonana, że życie staje się dla nas tym bardziej „nasze”, im więcej jest w nim wyboru, a nie działania z przymusu. Nie opowiadam więc sobie, ile muszę, ale co wybieram, mogę i chcę. Chcę ugotować zdrowy posiłek, bo widzę tego wartość i sens, a czasem mam zasoby tylko na kupienie frytek.

A wdzięczność sobie? Pozwala mieć jeszcze więcej zasobów, energii i wewnętrznej wolności. Mogę sobie dziękować za podjęcie czegoś trudnego, nowego albo za odpuszczenie sobie tam, gdzie wysiłek nie przyniósłby nic dobrego poza wyczerpaniem.

„Proszę” i „dziękuję” dbają o godność – moją, tych, których kocham i wszystkich, którym mogę podarować poczucie, że są kimś dla mnie ważnym.