Aleteia

Joanna Mirecka: Nie muszę być matką miesiąca co miesiąc [wywiad]

MATKA Z DZIECKIEM
Drazen Zigic | Shutterstock
Udostępnij

– Jestem fanką rodziny i wszystkiego, co jej dotyczy – mówi Joanna Mirecka. I dodaje: – Mamy prawo być zmęczone, pogubione, nieidealne. Dać sobie przyzwolenie, by czuć i patrzeć na siebie ze zrozumieniem.

Katarzyna Wyszyńska: Czy mogłaby pani się nam pokrótce przedstawić?

Joanna Mirecka: Jestem kobietą, która rozpoznała i zagospodarowała swoje talenty, choć wciąż pojawiają się nowe. Od prawie 24 lat jestem żoną Piotra i mamą Stanisława (16 lat) i Mani (11 lat).

Jestem fanką RODZINY i wszystkiego, co jej dotyczy. Dlatego napisałam książkę „Dzieci Pomysłowej Mamy”, która jest zbiorem przygód i inspiracji do wspólnego bycia razem. Zawodowo jestem trenerką umiejętności emocjonalnych, dietetyczką, nauczycielką i pedagożką.

Jednym z odkryć macierzyństwa było dla mnie to, że dzieci konfrontują nas z naszymi najgłębiej skrywanymi emocjami. Dochodzimy czasem do naszych granic – granic wytrzymałości fizycznej, psychicznej i emocjonalnej.

Mamy prawo być zmęczone, pogubione, nieidealne. Dać sobie przyzwolenie, by czuć i patrzeć na siebie ze zrozumieniem.

Wielokrotnie dotykałam miejsc w sobie, o których nawet nie wiedziałam, że mam. Jesteśmy skoncentrowane na rodzinie, na dzieciach, na ich potrzebach, często zapominając o swoich.

Wiadomo, gdy nasze podstawowe potrzeby (głód, sen itp.) są zaspokojone, łatwiej nam nad sobą panować. Czy kluczem do niewybuchania jest profilaktyka? Ogólnie mówiąc, dbanie o odpowiednią higienę zdrowia psychicznego?

Dokładnie tak. Musimy też pamiętać o potrzebach wyższego rzędu. O potrzebie uznania, rozwoju, zabawy, czasu wolnego, prywatności, intymności. One też potrzebują zauważenia i zaspokojenia, zwłaszcza gdy większość czasu poświęcamy dzieciom.

Trzeba zadbać o kontakt z samą sobą. Pytać siebie, jak się mam, jak się czuję, czego potrzebuję. Jeśli sama potrafisz nazwać, czego ci potrzeba, nauczysz się, jak to zrobić w czytelny sposób w stosunku do innych osób.

Jeśli nie potrafisz mówić o nich głośno, to napisz kartkę: POTRZEBUJĘ SIĘ WYSPAĆ, potrzebuję iść sama na spacer, potrzebuję, żeby ktoś ugotował mi zupę. Ważna jest również umiejętność odpuszczania. Odpuszczam, nie muszę być matką miesiąca co miesiąc.

Widzę wiele małżeństw, w których niestety nie tylko nie ma kultury odpoczynku i ładowania baterii, ale w ogóle wydaje się, że nie ma takich możliwości. Walka o utrzymanie rodziny, brak wsparcia dziadków i brak finansów na opiekunkę. Gdzie szukać pomocy? 

O, jak bardzo to rozumiem. My z mężem sporadycznie mogliśmy liczyć na wsparcie osób z zewnątrz w opiece nad dziećmi. Nauczyliśmy się odpoczywać z dziećmi, dzielić się obowiązkami, a gdy nasze dzieci były małe, naszą ulubioną zabawą była zabawa w Śpiącą Królewną (napisałam o niej więcej w swojej książce).

Ważne jest również wyznaczanie granic. Każdy z domowników potrzebuje pobyć sam, odpocząć. Można wydzielić takie strefy w domu. Dzieci mogą zrobić zawieszki na drzwi z napisem, Mama śpi, Tata czyta, nie przeszkadzać, cichoooo.

Warto również ustalić cel – spokojne wieczory. Choć czas przygotowania i kładzenia dzieci do snu przypomina czasem rodeo, warto sprawnie się tym zająć, by mieć tę chwilę oddechu, spokoju i intymności, gdy dzieci będą już w łóżkach.

Możemy też stworzyć grupę wsparcia z zaprzyjaźnionymi rodzicami. Wymieniać się słoikami z zupą, dzielić większą ilością upieczonego chleba czy ciasta, opiekować nawzajem dziećmi. Uważam, że im więcej dzieci w domu, tym więcej czasu dla rodziców. U nas zawsze jest dużo kolegów i koleżanek naszych dzieci i wcale nie przysparza nam to więcej pracy.

Oprócz zmęczenia, bardzo napina mnie bałagan i pośpiech. Są to jednak rzeczy, których nie sposób uniknąć, wyeliminować z życia całkowicie. Jak mogę się wesprzeć, jeśli nie jestem w stanie uniknąć wyzwalaczy stresu? Jak rozładowywać nagromadzone napięcie?

Główną funkcją złości jest rozładowanie stresu. Gdy trwamy w stresie, o wybuch złości bardzo łatwo. Szybko znajdzie się zapalnik, czasem zupełna błaha sprawa powoduje pożar.

Pośpiech to cecha charakterystyczna czasów, w których żyjemy, jesteśmy w ciągłym niedoczasie. Szybko do szkoły, zadania w pracy na wczoraj, przekazujemy sobie skrótowe informacje, bo brak czasu na spokojną rozmowę. Nie uczymy dzieci samodzielności, bo za mało czasu, ale z wiekiem oczekiwania rosną. Chcemy mieć wysprzątany dom, samodzielne dzieci, pracę, która daje satysfakcję. Warto powiedzieć sobie STOP! To naprawdę możliwe. Sama to zrobiłam, podjęłam decyzję, że nie biegnę ze wszystkimi, a nawet że popłynę pod prąd. Jak to zrobić? Pomagają w tym WARTOŚCI.

Najpierw jednak trzeba je poznać. Warto zrobić sobie rodzinne ćwiczenie: co jest dla nas ważne. Czy jest do wiara, rodzina, spokój, cierpliwość, rozwój, pogoda ducha, relacje, wolność, wierność, zdrowie… Niech każdy z domowników ma prawo do głosu, w trakcie tej domowej narady. Uświadommy sobie wartości bliskie naszej rodzinie, i według nich podejmujmy decyzje.

Jeśli przykładowo będzie to wartość związana z budowaniem relacji i wspólnym spędzaniem czasu, to może zrezygnujmy z dwudziestego piątego zajęcia dodatkowego, a zamiast tego wspólnie upieczmy ciasto marchewkowe na kolację.

Z bałaganem też można sobie poradzić. Ważną sprawą jest to, żeby każda osoba w rodzinie miała świadomość, że dom jest naszym wspólnym domem, że wszyscy jesteśmy za niego odpowiedzialni. Każdy powinien mieć swój wkład i swoją odpowiedzialność – to jednoczy całą rodzinę, a nam pozwala zwolnić.

Spróbujmy na konkrecie. Wyobraźmy sobie zwykły dzień wielu rodziców – napięta sytuacja w pracy, a w domu zawalony zlew, ale nie ma czasu żeby się nim zająć, bo zaraz trzeba biec na wywiadówkę starszaka. Młodsze dziecko zatrzymuje nas, domagając się jabłuszka. Obieramy owoc ze skórki, kroimy w eleganckie kawałki i… afera! Jabłko miało być CAŁE, a nie pokrojone… Co konkretnie może ten bliski wrzenia rodzic zrobić?

W tym przypadku stawiałabym na to, żeby… usiąść. Tak jak kiedyś nasze babcie przed wyjściem siadały na chwilę – to dobra praktyka. Pooddychać głęboko. I zadać małemu pytanie: czego potrzebujesz? To my same często narzucamy sobie, że jabłko musi być pokrojone finezyjnie, ułożone w pióropusz, jak na Instagramie. Można owoce umieścić w dostępnym miejscu i zachęcić dziecko, żeby samo sobie wybrało to konkretne jabłko. Jeśli chodzi o zlew, to przecież ktoś z dziećmi w domu zostaje, jak ty pobiegniesz na wywiadówkę. Ty tego wieczoru masz zupełnie inne zadanie – sama wiem, jak wywiadówki człowieka mogą zmęczyć…