Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jedno pytanie, które zmieniło moje podejście do dziecka

STŁUCZONY TALERZ
Irina Kozorog | Shutterstock
Udostępnij

Pytanie, o którym mowa, jest wyznaniem naszej rodzicielskiej pokory. Właśnie tak – zdjęcia tej władczej korony „ja tu rządzę” i ukorzenia się przed człowiekiem uczącym się dopiero zachowań, poznającym granice i samego siebie.

Miarka się przebrała?

To był męczący dzień dla wszystkich. Dla naszego dwulatka też. Był niewyspany i rozdrażniony. Niewiele brakowało, by jakiś drobny incydent przekształcił się w burzę płaczu i histerii. I pojawił się taki na horyzoncie, choć zupełnie nie pamiętam już powodu. Ale wystarczył impuls – mój ulubiony kubek wylądował na kuchennych płytkach, z impetem roztrzaskując się na części.

Pamiętam jednak w całym tym nieprzyjemnym zamieszaniu oczy dziecka, które mówiły „Nie chciałem tego”. Jak mogłaby wyglądać moja reakcja? Mimo mojej frustracji, zdenerwowania i nadmiernie przekroczonego limitu matczynej cierpliwości – czy jest coś, co mogłoby mi pomóc odpowiedzieć inaczej niż krzykiem i złością?

 

Bliskość w złości

Bardzo cenię ideę rodzicielstwa bliskości. Jej prekursorzy – William i Martha Searsowie – stworzyli kompendium wiedzy na ten temat, poradnik zwany jako „Księga Rodzicielstwa Bliskości”. Znajdziemy tam mnóstwo myśli-perełek. Spośród 210 stron słów doświadczeń i wskazówek Searsów jedno zdanie uderzyło we mnie najmocniej i traktuję je jako doskonałe skondensowanie całej treści książki.

To pytanie dotyczące reagowania na trudne zachowania dzieci i sposobu na opanowanie negatywnych emocji rodzica. Brzmiało mniej więcej tak: „Gdybym to ja był na miejscu mojego dziecka, jakiej chciałbym reakcji ze strony matki lub ojca?”.

 

Oczami dziecka

Przyznam szczerze, że po przeczytaniu tego fragmentu coś się we mnie złamało. We mnie – matce. Matce, która często doświadcza emocji odbierających niekiedy panowanie nad „lepszą” stroną samej siebie. To emocje, które chciałabym wyeliminować, ale nie potrafię. Tak jak moje reakcje podyktowane wyłącznie tymiż emocjami, nie dobrem dziecka.

Pytanie, o którym mowa, jest wyznaniem naszej rodzicielskiej pokory. Właśnie tak – zdjęcia tej władczej korony „ja tu rządzę” i ukorzenia się przed człowiekiem uczącym się dopiero zachowań, poznającym granice i samego siebie. Zejście do poziomu dziecka pozwala spojrzeć na ten świat jego oczami. Możemy się wówczas zdziwić, że krzyk okazał się jedynie wołaniem o zrozumienie i bliskość.

 

Góra lodowa

Bywa ciężko, wiem. Czasami mamy ochotę krzyknąć i trzasnąć drzwiami, żeby tylko nie słyszeć kolejnej awantury o rozlane mleko i histerycznego płaczu z powodu przewróconej kolejki. Ale im dłużej zmagam się z tego typu sytuacjami, tym bardziej widzę, że tu nie chodzi tylko o dziecko, lecz także o mnie. O to, jak to dalej „rozegram”. Czy wyjdę z impetem, czy wejdę ze spokojem.

Lubię myśleć o trudnych emocjach mojego dziecka jak o czubku góry lodowej. Na powierzchni widzimy jedno – krzyk, płacz, histerię i zachowania, które nas jako rodziców wyprowadzają z równowagi. Tymczasem pod powierzchnią kryją się przyczyny, które ta złość przykrywa. Jakie? Niezaspokojone potrzeby, czasami głód, zmęczenie, strach, smutek, samotność, niezrozumienie… I wiele innych. Ale żeby je poznać, musimy „zanurkować” głębiej w nasze dziecko i trudną sytuację.

 

Miłość i szacunek

Czasami w złości potrafimy niechcący zrobić o jeden krok za dużo albo powiedzieć kilka niechcianych słów. Gubimy się w konfliktach jako dorośli i czasami nie panujemy nad emocjami. Co dopiero dzieci, które dopiero uczą się je wyrażać?

Dlatego tak ważne jest, żeby pomyśleć, że ten nasz ulubiony kubek to tak naprawdę tylko kubek. Ukucnąć, uklęknąć czy usiąść obok naszego małego złośnika i poczekać, aż emocje opadną. Wejść w jego świat, zrobić wycieczkę wstecz i na chwilę wyobrazić sobie, że jesteśmy takim dzieckiem. Czego potrzebowalibyśmy wówczas od naszych rodziców?

Wiem, że podobna postawa bywa trudna do zainicjowania. Warto jednak to pytanie zapisać w sercu rodzica. Jest ono wyrazem ogromnego szacunku wobec naszego małego człowieka. Zgodnie z myślą Janusza Korczaka przecież „Nie ma dzieci – są ludzie”.