Aleteia

Co dzieci kiedyś powiedzą o relacji z tobą?

RELACJA Z CÓRKĄ
fizkes | Shutterstock
Udostępnij

Tylko bezwarunkowa akceptacja – „przyjmuję cię takim, jakim jesteś”, „jesteś dla mnie kimś drogim i ważnym” – rodzi zaufanie. Dziecko, które odczuwa, że jest kulą u nogi albo niespełnionym marzeniem, nie jest w stanie pokazać o sobie rodzicowi niczego ważnego.

„Moja mama uważała mnie za fantastyczną dziewczynę”. „Tato mi wierzył, kiedy opowiadałem mu o swoich trudnościach”. „Rodzice wspierali mnie, gdy działo się w moim życiu coś, z czym nie umiałem sobie poradzić”. Pewnie bardzo byśmy chcieli zapisać się w pamięci dzieci ciepłymi, wzmacniającymi je wspomnieniami. Dlatego tak ważne są obie rzeczy: jak ja widzę dziecko i jak ono widzi mnie w relacji do siebie.

To zresztą poruszająca definicja relacji, jaką stworzyły Agnieszka Stein i Gosia Stańczyk: relacja to obraz drugiej osoby w nas. Całokształt doświadczeń, wspomnień, uczuć, myśli, jakie w nas są, gdy myślimy o tym kimś. I taką reprezentację dziecka nosimy w sobie my jako rodzice, ale także dziecko nosi w sobie reprezentację nas. To wszystko, co pojawia się w jego świecie wewnętrznym, gdy myśli „mama” albo „tata”.

 

Jak patrzysz na swoje dziecko?

Jest coś niesłychanie ważnego w sposobie, w jaki jedno łączy się z drugim. To, jak widzimy dzieci, nie jest czymś dla nich bez znaczenia, ale chlebem powszednim. To, w jaki sposób je postrzegamy przekłada się bezpośrednio na wszelkie werbalne i pozawerbalne komunikaty, jakie do nich kierujemy. Jeśli ktoś myśli o swoim dziecku „leń”, „histeryczka” albo „niezdara” – odnosi się do niego w sposób, który takie myślenie wyraża. Te określenia nawet nie muszą padać, by dziecko poczuło, że rodzic ma je za kogoś niewystarczającego, komu nie można wierzyć. Jest to dla dziecka jakąś dotkliwą formą zdrady, gdy myśli o nim najgorzej osoba, która jest mu najbliższa.

Bliskość zresztą wtedy nie może się zadziać. Nie da się jej budować, gdy nie czujemy się akceptowani. Tylko bezwarunkowa akceptacja – „przyjmuję cię takim, jakim jesteś”, „jesteś dla mnie kimś drogim i ważnym” – rodzi zaufanie. Dziecko, które odczuwa, że jest kulą u nogi albo niespełnionym marzeniem, nie jest w stanie pokazać o sobie rodzicowi niczego ważnego.

 

„Czarna skrzynka” dziecka

Możemy myśleć, że najbardziej przysługujemy się rozwojowi dzieci, dbając o ich dietę, i na pewno nie jest to bez znaczenia. Zdziwilibyśmy się jednak, gdyby ktoś pokazał nam, w jakim stopniu to, jak widzieliśmy nasze dzieci, nakarmiło ich poczuciem bezpieczeństwa i przekonaniem o ich własnej godności. Swoimi spojrzeniami, słowami, gestami i miejscem, jakie dajemy im w naszym życiu, zapewniamy je albo o tym, że są kimś akceptowanym i ważnym dla nas, albo że wymagają nieustającego naprawiania czy rozczarowują nas.

Ten wkład tworzy przedziwny zapis w „czarnej skrzynce” dzieci, z której będą czerpać wiedzę na swój własny temat i na temat ich miejsca w relacji z drugim człowiekiem. To będą albo wspierające podpowiedzi, albo obciążenia. Daniel Siegel i Tina Bryson w „Potędze obecności” proponują eksperyment myślowy. Zapraszają, by rodzice wyobrazili sobie swoje dorosłe już dziecko w szczerej rozmowie z przyjacielem, współmałżonkiem albo terapeutą – gdy opowiadają im o nas. Czy mówiłoby, jak bardzo wyposażyliśmy je w wewnętrzną siłę i poczucie, że są godni miłości? Czy raczej że nigdy nie było w stanie nas zadowolić? Może przywoła długie rozmowy na ganku domu, w których czuło się wysłuchane. A może opowie, że nagana i kara były codziennym repertuarem.

W naszych oczach dzieci widzą siebie – tak budują swój obraz. To nie znaczy, że mamy być idealni albo że nigdy ich nie zawiedziemy. Ważne, których doświadczeń będą miały więcej. Siegel i Bryson namawiają też, by rodzice każdą trudną sytuację, która narusza relację z dziećmi, naprawiali, przywracając wzajemne zaufanie.

Warto sprawdzać, jakie przekonania i domysły powstają w nas na temat dzieci. Pomaga, gdy mamy ogólną wiedzę dotyczącą rozwoju małego człowieka i tego, czego możemy się po nim spodziewać, gdy ma dwa lata albo czternaście – byśmy nie myśleli o dziecku jak o „minidorosłym” z dorosłymi kompetencjami. Znacznie zaś lepiej niż oceny i etykiety działa pytanie: „dlaczego?”. Dlaczego moje dziecko nie lubi szkoły? Dlaczego nasza córka płacze, ilekroć idziemy z nią do sklepu? Co służy naszemu dziecku? Czego ono potrzebuje, by poradzić sobie z tą trudnością? By kiedyś mogło czerpać garściami z bezpieczeństwa relacji, jaką z nim stworzyliśmy.