Aleteia

Zrezygnowałam z Komunii, bo księża nie udzielają jej bezpiecznie. Czy to dobra decyzja?

KOMUNIA ŚWIĘTA
Piotr Hukalo/EAST NEWS
Udostępnij

„W mojej parafii i w kilku okolicznych kościołach księża nie robią oddzielnej kolejki dla tych, którzy nadal boją się zakażenia i chcą przyjmować Komunię św. tylko na rękę. Choć mogliby, bo zawsze jest kilku księży do rozdawania. Zdecydowałam, że w tej sytuacji nie będę przyjmowała Komunii w ogóle. Ale mam wątpliwości: czy to dobra decyzja? I czy coś w tej sytuacji można jeszcze zrobić?” – w poniższym tekście odpowiadamy na głos naszej czytelniczki.

Pandemiczne kłopoty w kościele

Przedłużający się wciąż czas pandemii, której końca nie widać chyba na razie na dalekim nawet i zamglonym horyzoncie, jest powodem wielu utrudnień i niedogodności w codziennym funkcjonowaniu. Dotyczy to także naszego życia religijnego.

Owszem, wróciliśmy do świątyń i nie jesteśmy już skazani na zadowalanie się transmisjami. Owszem, za nami już drastyczne limity co do liczby wiernych w tychże świątyniach. Skóra na naszych rękach przyzwyczaiła się już do środków dezynfekujących. Ale nie wszystkie kłopoty zniknęły.

I nie chodzi tu nawet o te nieszczęsne, niewygodne maseczki, które niebawem pewnie przyrosną nam do twarzy.

 

„Bezpieczna” Komunia święta

Jednym z takich problemów może być przyjmowanie Komunii świętej. W wielu parafiach kwestię tę duszpasterze zorganizowali bardzo sensownie, wprowadzając swoisty „komunijny reżim sanitarny” w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Polega on zazwyczaj na tym, że w jednej „kolejce” (lub z jednej strony) ustawiają się (lub klękają) ci, którzy chcą przyjąć Komunię do ust, a w drugiej – preferujący zalecany sposób przyjmowania na złożone dłonie. Oczywiście, takie rozwiązanie jest możliwe tam, gdzie mamy do dyspozycji przynajmniej dwóch szafarzy.

Innym rozwiązaniem (i jedynym możliwym, kiedy szafarz jest jeden) jest udzielanie Komunii najpierw tym, którzy przyjmują ją na dłonie, a potem tym, którzy wolą wprost do ust.

Co jednak zrobić, gdy w moim kościele nie praktykuje się takich zasad, a ksiądz udziela Komunii wszystkim po kolei jak kto chce – raz na dłonie, raz do ust? Metoda przyjmowania na dłonie, jako bezpieczniejsza, traci wtedy właściwie sens. No bo co z tego, że ja sam przyjmuję na dłonie, skoro hostię podaje mi kapłan dłonią, którą przed chwilą podawał komuś Pana Jezusa do ust (a więc mógł ich dotknąć, a na pewno miała ta jego dłoń kontakt z oddechem tej osoby)? Co robić w takiej sytuacji? Rozwiązań jest co najmniej kilka.

 

Skazani na głód?

Niektórzy w takich sytuacjach rezygnują z przyjmowania Komunii sakramentalnej w ogóle i pozostają przy Komunii duchowej. Jest to jakiś pomysł, ale na dłuższą metę będzie to przykre i bolesne. Bo dlaczego z powodu niezorganizowania czy niefrasobliwości duszpasterza oraz braci i sióstr ktoś, kto bardziej niż oni obawia się zarażenia ma być w ten sposób „odcięty” od możliwości przyjmowania Komunii sakramentalnej?

I nie wystarczy powiedzieć sobie, że „to jego/jej decyzja”. Wszak bycie wspólnotą zobowiązuje nas do troski o siebie nawzajem. Także (a może zwłaszcza) o tych, którzy boją się bardziej niż my sami. Owszem, przykazania kościelne zobowiązują nas do przyjęcia Komunii (przynajmniej) raz w roku. I pewnie w ciągu roku – ba! Nawet okresu wielkanocnego, o którym mówi kościelne przykazanie – trafi się przynajmniej jedna okazja do „bezpiecznej sanitarnie” Komunii.

Ale trudno oczekiwać, by wierzącemu, praktykującemu, zaangażowanemu duchowo w swoją wiarę katolikowi tyle wystarczyło. Równie trudno za każdym razem, nie oglądając się na innych i tratując po drodze osoby starsze oraz dziatwę wczesnoszkolną, pchać się do przodu, by szafarz udzielił mi Komunii jako pierwszemu (a potem „niech się dzieje, co chce”).

 

Najlepiej rozmawiać

Tak naprawdę najlepiej byłoby spotkać się z miejscowym duszpasterzem i na spokojnie, bez uderzania w histeryczne tony i bez ataków w stylu „jak tak można?!” przedstawić swój problem.

Powiedzieć szczerze o obawach – zaznaczając nawet, że „być może są przesadzone”, ale mam je i nic na to nie poradzę. Powiedzieć o tęsknocie za Komunią, o swoim rozdarciu w związku z tym. Zapytać, czy może dałoby się i w naszej parafii zorganizować udzielanie Komunii na któryś z powyżej opisanych „bezpiecznych” sposobów.

Można zaproponować nawet swoją pomoc – na przykład w przygotowaniu i wydrukowaniu prostych plakatów/ogłoszeń ze zrozumiałą dla wszystkich instrukcją. Wydaje mi się (i ufam, że nie jestem zbytnim optymistą), że taka spokojna, rzeczowa i życzliwa rozmowa w znakomitej większości przypadków przyniesie jednak pożądany efekt.

 

Inny kościół?

Inna rzecz, że duszpasterzy czasem dopada zniechęcenie, kiedy mimo wielokrotnych ogłoszeń i tłumaczeń jakaś część wiernych nadal nie stosuje się do uprzejmych próśb i zaleceń, podchodząc do Komunii jak się komu żywnie podoba (o czym wiem z własnego przykrego doświadczenia).

A może w takiej sytuacji zaproponować, że ja sam w czasie ogłoszeń zabrałbym głos, powiedział w dwóch zdaniach o swoich obawach i serdecznie poprosił pozostałych braci i siostry o zastosowanie się do komunijnych regulacji sanitarnych w naszej parafii. Może to poskutkuje?

Jeśli nie, to chyba na czas pandemii przyjdzie takiej osobie poszukać jednak innego kościoła, gdzie będzie mogła przyjmować Komunię w poczuciu bezpieczeństwa.