Aleteia

Wojna polsko-bolszewicka na zdjęciach. Niezwykła wystawa w Warszawie

WYSTAWA WOJNA ŚWIATÓW
© Muzeum Historii Fotografii w Krakowie
Sanitariuszki PTCK przy łóżku żołnierza.
Udostępnij

Jak wyglądali polscy żołnierze walczący sto lat temu w wojnie z bolszewikami? Jakie mundury nosili, jak byli leczeni, co robili w wolnym czasie? To wszystko można zobaczyć na wystawie „Fotorelacje. Wojna 1920” w Muzeum Narodowym w Warszawie.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Sto lat temu fotografia, wynaleziona w latach 30. XIX wieku, była już sztuką rozwiniętą i uznaną. Z jej zalet i perswazyjnej mocy doskonale zdawali sobie sprawę również ci, którzy w 1920 r. zachęcali do obrony Polski przed sowieckim najeźdźcą. Jednak rola rozpowszechnianych wówczas zdjęć jest dzisiaj zdecydowanie niedoceniana (w odróżnieniu np. od roli, jaką odegrały plakaty mobilizacyjne) – zauważają twórcy wystawy.

Takim sławnym zdjęciem była np. fotografia ze zbiorów Warszawskiej Agencji Fotograficznej, przedstawiająca ochotników idących ulicą Białostocką w Warszawie na Dworzec Wileński. W grupie umundurowanych mężczyzn z karabinami można zauważyć czule zbliżoną parę, najwyraźniej zajętą rozmową. Kobieta zapewne odprowadza męża albo innego bliskiego mężczyznę udającego się na front. Zdjęcie było prezentowane w wielu gazetach i na ulotkach.

 

Wojna polsko-bolszewicka 1920

Na wystawie można zobaczyć także zdjęcia jeńców sowieckich, które były dla świata dowodem na ich humanitarne traktowanie. Wykorzystywała je m.in. niedawno odrodzona polska dyplomacja w rozmowach z przedstawicielami innych państw. Bardzo ciekawe są niepublikowane dotąd fotografie z prywatnego archiwum lekarza Kazimierza Habichta, który walczył z epidemią tyfusu i zgodnie z przysięgą lekarską leczył wszystkich – Polaków i Sowietów, żołnierzy i cywilów. Mówił ponoć, że jego zadaniem jest niewpuszczenie tyfusu do Polski i Europy.

O tym, że takie „burżuazyjne przesądy” były obce dowództwu sowieckiemu, można się przekonać w części wystawy przeznaczonej wyłącznie dla dorosłych. Zdjęcia zamordowanych i okaleczonych ofiar były publikowane wówczas m.in. w prasie.

 

Żołnierz w spódnicy

W wojnie 1920 r. po raz pierwszy oficjalnie walczyły kobiety. Można je zobaczyć na ok. stu fotografiach – głównie pozowanych portretach pojedynczych i zbiorowych – pochodzących z albumu z dedykacją: „Zacnej i kochanej Komendantce OLK [Ochotniczej Legii Kobiet – przyp. red.], Aleksandrze Zagórskiej”. Ciekawostka – na zdjęciach widać, że w skład munduru żołnierki wchodziła wówczas spódnica!

Na wystawie można zobaczyć wiele innych ciekawych porterów. Są np. żołnierze w odświętnych sytuacjach – zapięci na ostatni guzik i wyprężeni do zdjęć, które potem wysłali rodzinie, dekorowani przez dowódców albo uczestniczący w pogrzebach kolegów. Zgodnie z ówczesną modą fotografie robione w atelier stylizowano niekiedy na portrety malarskie, używano rekwizytów. Ale są też żołnierze uchwyceni podczas codziennych zajęć, takich jak jedzenie albo czyszczenie broni. Ten drugi rodzaj zdjęć ciekawie pokazuje ówczesne zwyczaje i warunki życia. Na wystawie nie znajdziemy jednak zdjęć z pola bitwy, bo ówczesna technika nie pozwalała na uchwycenie takich sytuacji.

 

Cud nad Wisłą 1920. Filmy

Przekazy dziennikarskie i historyczne mówią, że w obliczu bolszewickiego najazdu polskie społeczeństwo w imponujący sposób zmobilizowało się do obrony. Na wystawie możemy zobaczyć liczne dowody tego pospolitego ruszenia, np. zdjęcia cywilów zajętych ładowaniem nabojów do taśm karabinowych albo rozwieszających plakaty wzywające do walki.

Zachowały się też filmy z tamtych czasów. Na wystawie można zobaczyć fragmenty kronik filmowych i filmów fabularnych: „Dla Ciebie, Polsko” (1920 r.) i „Cud nad Wisłą” (1921 r.) oraz niedawno odrestaurowanego długometrażowego filmu „Polonia Restituta” (1928 r.). Można dzięki nim poczuć atmosferę tamtych dni, ale też zaobserwować różnice między narracją fotograficzną i filmową.

Zdecydowana większość zdjęć na wystawie „Fotorelacje. Wojna 1920” (można ją oglądać w dniach 14 sierpnia-15 listopada) to nie kopie, tylko zdjęcia wywołane sto lat temu. Są dowodem na technologiczne zaawansowanie ówczesnej fotografii i wysoką jakość używanych materiałów. Ciekawe, czy zdjęcia, które dzisiaj robimy (i które chyba najczęściej istnieją wyłącznie w formie elektronicznej), wytrzymają taką próbę czasu?