Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Odkryj nowe, nieznane dotąd cuda ojca Pio

Udostępnij

Każda osoba, która dzięki wstawiennictwu ojca Pio doznała uzdrawiającej łaski Boskiej, staje się bez wyjątku całkowicie inną osobą. Oto trzy niezwykłe historie.

Wiele lat wcześniej, kiedy urodzony jako Francesco Forgione przyszły święty miał dopiero trzydzieści pięć lat i od kilkunastu lat pracował już jako kapłan, papież Benedykt XV miał o nim powiedzieć: „Ojciec Pio to człowiek o naprawdę wielkiej duszy, to jedna z tych niezwykłych osób, które Bóg zsyła nam od czasu do czasu na ziemię, aby nawracać ludzi”.

Sylwetkę św. Pio znakomicie przybliża książka pt. “Padre Pio. I miracoli sconosciuti del santo con le stigmate” („Ojciec Pio. Nieznane cuda świętego ze stygmatami”), opublikowana nakładem wydawnictwa The Fountain of Siloam. Jej autor, hiszpański dziennikarz i pisarz José María Zavala, nie tylko ciekawie opisuje fakty z życia świętego zakonnika, ale dodatkowo przytacza bardzo dużą liczbę świadectw dotyczących nowych, nieznanych wcześniej nawróceń, cudów i łask, jakich doznały za wstawiennictwem włoskiego kapucyna osoby będące w różnym wieku, pochodzące z różnych stron świata.

Wszystkie te jakże szczere i wzruszające historie znakomicie ilustrują po latach prawdziwie proroczy charakter słów św. ojca Pio, który powiedział kiedyś: „większym uznaniem cieszyć się będę po śmierci, aniżeli za życia”.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że dziś, prawie 50 lat po swej śmierci, ojciec Pio jest bardziej niż kiedykolwiek obecny w duchowym życiu ogromnej liczby wiernych nie bez powodu darzących go czcią i uwielbieniem. I to zarówno tych, którzy mieli okazję poznać go osobiście lub za sprawą współczesnych mu przekazów, jak i tych, którzy w kluczowych momentach swego życia mieli szczęście, za sprawą Opatrzności, spotkać go na swej drodze i otrzymać od niego niezwykłe dary, kiedy on sam był już w Raju.

Spośród wielu świadectw odnoszących się do cudów, które zostały w książce przytoczone w pierwszej osobie, a więc opowiedziane słowami samych wiernych, którzy bezpośrednio doświadczyli na sobie ich dobrodziejstwa, zamieszczamy poniżej kilka szczególnie wymownych przykładów dla zilustrowania niezwykłej różnorodności sytuacji życiowych, w jakich znajdowały się osoby cierpiące, ocalone dzięki wstawiennictwu Świętego Ojca Pio, wymodlonemu żarliwymi prośbami i głęboką wiarą.

Modlitwa przyjaciół ratuje mężczyźnie wzrok

„Dla kogoś, kto, jak ja, jest radiologiem, oczy są głównym narzędziem pracy”. Po przejściu niezliczonych terapii i zabiegów, „(…) w 2000 roku, po tym jak przypadkowo zdiagnozowano u mnie podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe, stanąłem twarzą w twarz ze śmiercią. (…) W kwietniu 2010 roku, sytuacja pogorszyła się: ciśnienie w lewym oku wzrosło do 20-22, i to pomimo że przez cały czas pozostawałem pod ścisłą opieką medyczną. W tej sytuacji, ryzyko konieczności poddania się przeze mnie operacji chirurgicznej jedynego „zdrowego” oka było bardzo wysokie.

Kilka dni później, zaprosiłem na obiad jednego z moich bliskich przyjaciół. Wiedziałem, że modlił się za mnie od chwili, gdy dowiedział się o moich poważnych problemach z oczami. Kiedy po obiedzie piliśmy kawę, wyciągnął z portfela i wręczył mi obrazek świętego Ojca Pio wraz z malutką relikwią pochodzącą z jego habitu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym mnichu. „Masz, módl się do niego pełen wiary, a on Cię uzdrowi” – powiedział przyjaciel przekazując mi przyniesiony przez siebie drobiazg mający mnie chronić.

Zaniepokojony realną groźbą dalszego pogarszania się mojego stanu zdrowia, jeszcze tej samej nocy zacząłem odmawiać nowennę. Po kilku dniach przyjaciel zostawił mi na skrzynce głosowej mojego telefonu komórkowego krótką wiadomość: „Przyłóż relikwię do chorego oka”. I tym razem go posłuchałem. No i pamiętam, jak ogromne było zdziwienie badających mnie kilka dni później mnie lekarzy, kiedy analizując wyniki stwierdzili, że ciśnienie w oku spadło do 10! I moją ogromną ulgę, gdy dowiedziałem się, że operacja jednak nie będzie konieczna.

Oczywiście, aby całkowicie wykluczyć ryzyko błędnej diagnozy, lekarze specjaliści poddali mnie następnie całemu szeregowi dodatkowych badań, których wyniki potwierdziły na szczęście w całości moje cudowne uzdrowienie. A muszę przy tym zaznaczyć, że wcześniej ani hiszpańscy, ani amerykańscy lekarze, do których udałem się po ratunek nie mając już praktycznie większej nadziei na poprawę, nie byli w stanie w żaden sposób doprowadzić do zmniejszenia występującego w moim przypadku nadciśnienia wewnątrzgałkowego.

Kiedy opowiedziałem mojemu przyjacielowi o tym niezwykłym wydarzeniu, powiedział mi, że on, jego żona oraz ich dwoje dzieci każdej nocy odmawiali nowennę do ojca Pio w intencji mojego uzdrowienia.”

Anorektyczka, która sześć razy przerwała ciążę

„To, co chciałabym opowiedzieć to nie historia jednego, wielkiego cudu, ale świadectwo wielu malutkich cudów, których ojciec Pio dokonał w moim sercu. (…) Dorastałam przepełniona arogancją, w poczuciu pewności, że zawsze mogę otrzymać, to czego chcę. (…) I wszystko to, co miałam, osiągałam kosztem deptania ludzkiej godności. Moje życie seksualne było jednym wielkim bałaganem. Sześć razy przerywałam ciążę. Za każdym razem moje serce odmawiało Bogu przyjęcia tego ogromnego daru, jakim jest dziecko. (…)

W końcu zaczęłam czuć obrzydzenie do samej siebie. Zaczęłam się nienawidzić, pogrążając się pomału, ale coraz głębiej w ciemnej otchłani narkotyków i alkoholu. (…) Schudłam do tego stopnia, że mój terapeuta zdiagnozował u mnie anoreksję. (…) Kilka lat później, po nieudanym i zakończonym rozwodem małżeństwie z amerykańskim impresario, który był starszy ode mnie o dwadzieścia lat, pojechałam do Dallas, aby w domu moich rodziców starać się jakoś pozbierać, jakoś dojść do siebie. Gdy przyjechałam, wyglądałam jak nieboszczyk.

Opatrzność Boża sprawiła, że moja matka w międzyczasie zaprzyjaźniła się z pewnym filipińskim kapłanem. (…) Ponieważ nie miałam nic do roboty, pewnego dnia przyjęłam zaproszenie do wzięcia udziału w mszy, która miała być odprawiana w domu jednego lekarza. Celebransem w trakcie tej mszy był ojciec Santos Mendoza, który niedługo potem zaoferował mi swoją gotowość do wyspowiadania mnie w znajdującym się niedaleko, niewielkim mieszkaniu.

Stanąwszy w progu, w pierwszej chwili ogarnęło mnie zwątpienie,  czy to wszystko ma sens, bo od mojej poprzedniej spowiedzi minęło piętnaście lat. W końcu jednak przemogłam się i weszłam do środka.

Pamiętam, że gdy po zakończonej spowiedzi, Ojciec Santos Mendoza uśmiechając się zażartował, że jestem prawdziwą „grubą rybą”, która właśnie wpadła prosto w ręce Pana Boga, odczułam dziwną i zarazem przyjemną ulgę. Jakiś czas później, już po jego śmierci, dowiedziałam się, że ojciec Santos był egzorcystą i że w trakcie spowiedzi czytał w duszy otwierającego sobie drogę do pokuty grzesznika. Sama też zresztą tego doświadczyłam.

To właśnie dzięki niemu, odkryłam ojca Pio. (…) Ojciec Pio, ręką Świętego Ignacego Loyoli, obdarował mnie wielką miłością mojego życia: moim mężem Jesusem, który jest z pochodzenia Baskiem i sam też odbył edukację w szkole jezuickiej, a obecnie jest ojcem naszej córki Anamarii. Ilekroć przyglądam się mojej córeczce i rozmyślam o niej, chce mi się płakać ze szczęścia i dziękuję Panu Bogu za to, że ponownie zechciał zasiać tyle piękna w moim łonie, łonie, które wcześniej przez własny egoizm tyle razy zamieniałam w grobowiec”.

Dziewczynka, która chciała mieć braciszka

„Moja żona Andrea i ja przez cztery lata braliśmy udział w terapii leczenia niepłodności. (…) W końcu, w 2004 roku, urodziła się nasza córka Delfina María Luján. Trzy lata później, po pełnym nadziei, lecz jak się miało okazać niestety złudnym wyczekiwaniu drugiego dziecka, Andrea poroniła. Był to dla nas straszny cios, po którym nie mogliśmy dojść do siebie. (…)

Po jakimś czasie, udaliśmy się do położonego na północy Argentyny miasta Salta, a konkretnie do znajdującego się w dzielnicy Tres Cerritos Sanktuarium Niepokalanej Matki Bożego Serca Eucharystycznego Jezusa, gdzie ponad 60 000 ludzi gromadzi się dzień w dzień na modlitwie różańcowej odmawianej ku czci Patronki (…).

Zauważyłem, jak moja siostra Maria, będąca pokojówką w działającym przez sanktuarium ośrodku, wyjęła z kieszeni obrazek świętego ojca Pio i wręczyła go Andrei, aby ta modliła się do niego. W drodze powrotnej do domu, 3,5-letnia wówczas Delfina powiedziała nam w samochodzie, że właśnie widziała odzianego w długi habit zakonnika stojącego za jednym z drzew, u stóp którego siedziała jego matka.

Początkowo nie przywiązywaliśmy wagi do tego faktu, przypuszczając, że chodzi o typowy dla dziewczynki w tym wieku przejaw dziecięcej fantazji. Ale gdy później opowiedzieliśmy o tym mojej siostrze Marii, ta wyjaśniła nam, że wielu ludzi widziało już wcześniej ojca Pio obok tego samego drzewa.

A co ważniejsze, okazało się, że nasze modlitwy kierowane do świętego szybko zostały wysłuchane, ponieważ już miesiąc później dowiedzieliśmy się, że Andrea jest znowu w ciąży. Przewidywany termin porodu określono na 23 września. Czyli na ten sam dzień, w którym zmarł ojciec Pio. Nie namyślając się wiele, zgodnie postanowiliśmy, że jeśli narodzi się chłopiec, nadamy mu imię Pio, a jeśli dziewczynka, to nazwiemy ją Pia. (…)

Ponieważ jednak życie i tak pisze własne scenariusze, Pio Santiago zaskoczył nas wszystkich przychodząc na świat już 1 sierpnia, a więc 1,5 miesiąca przed spodziewanym terminem. W tej sytuacji 23 września odbył się jego chrzest. Zorganizowaliśmy go w kościele pod wezwaniem świętego Pio, niedaleko miasta La Plata. Później, w podziękowaniu za tak owocne wstawiennictwo, wysłaliśmy kopię nagrania z uroczystości chrztu małego Pio Santiago do Sanktuarium w San Giovanni Rotondo”.

**********

Trudno nie być podbudowanym lekturą tak pasjonujących, przesyconych dramaturgią autentycznych historii życiowych zakończonych happy endem. A przecież powyżej przytoczyliśmy tylko niektóre z nich. Niezależnie od tego, warto przy tej okazji mieć na uwadze informację zamieszczoną w notce prezentującej książkę, w której to można przeczytać, że prawdziwy cud, jakiego dokonuje ojciec Pio za każdym razem, gdy wstawiając się za osobą cierpiącą doprowadza do jej fizycznego lub psychicznego uzdrowienia, polega tak naprawdę na czymś innym:

„Jak wynika ze świadectw spisanych w tej książce, każda osoba, która dzięki wstawiennictwu ojca Pio doznała uzdrawiającej łaski Boskiej, staje się bez wyjątku całkowicie inną osobą. Ja sam mogę zapewnić, że do tej pory nie spotkałem ani jednego przypadku, w którym osoba krocząca wcześniej złą lub niebezpieczną drogą po otrzymaniu „daru” od Boga wymodlonego za wstawiennictwem ojca Pio nie doznałaby radykalnej zmiany w swoim życiu i nie nawiązała dużo mocniejszej, dużo bardziej wymagającej, ale zarazem też dużo radośniejszej relacji z Chrystusem”.

Tekst opublikowany we włoskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail