Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cud bożonarodzeniowy. Żołnierze walczący przeciw sobie urządzili wspólne święta

Żołnierze brytyjscy i niemieccy w czasie rozejmu bożonarodzeniowego, fot. Robson Harold B/Wikipedia
Udostępnij

Rozejm bożonarodzeniowy jest dowodem na to, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Różnice, które nas dzielą są sztuczne. Niewiele potrzeba, by być dla kogoś ludzkim.

Zima roku 1914. Dramat I wojny światowej, niczym powódź, rozlewa się na następne narody. Benedykt XV bezradnie apeluje o pokój. Gdy wielcy tego świata ze swoich pałaców opracowują strategie wojny, zwykli żołnierze tkwią w okopach, daleko od swoich domów. Jest Boże Narodzenie. Każdy z nich marzy o cieple, bezpieczeństwie i rodzinnym stole. Nagle coś w tych ludziach pęka i w okolicach belgijskiego Ypres wojna przegrywa z człowieczeństwem.

Na zachodnim froncie I wojny światowej we Flandrii stacjonowały dwa wrogie wojska: Brytyjczyków i Niemców. Korzystając z chwilowej przerwy w ostrzale, poddani cesarza Wilhelma II postanowili uczcić Boże Narodzenie. Rozwiesili w okopach lampki i zaczęli śpiewać kolędy. W ich repertuarze znalazła się niemiecka wersja „Cichej Nocy”, najbardziej znanej pieśni bożonarodzeniowej na świecie. Słysząc znajomą melodię „Stille nacht”, wyspiarze podjęli rękawicę i zaczęli „Silent night”. Wtedy stało się coś wyjątkowego.

 

Rozejm bożonarodzeniowy 1914

Nie wiadomo, która z armii pierwsza opuściła swoje okopy. Wiemy jedynie, że szeregowi żołnierze, wbrew zakazom przełożonych, spontanicznie wyszli nieuzbrojeni naprzeciw siebie, podając sobie ręce i składając sobie świąteczne życzenia. Niektórzy też zaczęli obdarowywać się drobnymi prezentami: słodyczami, papierosami i alkoholem.

Jeden Brytyjczyk podszedł do mnie, uścisnął moją dłoń i przekazał mi kilka papierosów. Inny Anglik zagrał na harmonijce ustnej niemieckiego żołnierza, pozostali tańczyli, jeszcze inni dumnie paradowali w niemieckich hełmach. Nie zapomnę tego widoku przez resztę mojego życia – tak opisywał tamten wieczór żołnierz 16. Bawarskiego Pułku Piechoty, Josef Wenzel.

Czas rozejmu wykorzystano na zebranie i pochowanie poległych towarzyszy broni. W pogrzebach brali udział żołnierze obu walczących stron. Na „ziemi niczyjej” rozegrano towarzyski mecz w piłkę nożną, zakończony wynikiem 3:2 dla Niemców. Brytyjczycy mieli szansę wyrównać, ale piłka przebiła się na drutach kolczastych jednego z okopów.

Rozejm trwał do poranka drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia, chociaż w niektórych miejscach przedłużono go do Nowego Roku i później. Według nieoficjalnych szacunków, w rozejmie uczestniczyło ok. 100 tys. żołnierzy obu stron. Do podobnych prób bratania dochodziło w następnych latach, ale oba dowództwa stanowczo zabraniały tego typu aktów niesubordynacji.

 

 

Cud bożonarodzeniowy

Podobne wydarzenia działy się nad Wisłą, kiedy podzieleni na zabory Polacy znaleźli się we wrogich sobie armiach. Lekarz polowy w stopniu oficera, Felicjan Sławoj Składkowski (późniejszy generał i ostatni premier II RP w kraju) wspomina, że jako legionista Piłsudskiego uczestniczył w walkach Austro-Węgier z Rosjanami pod Łowczówkiem. Kiedy wieczorami ustawał ostrzał, z obydwu stron okopów słychać było polską kolędę „Bóg się rodzi”.

Ostatni żyjący uczestnik wydarzeń spod Ypres, Szkot Alfred Anderson zmarł 21 listopada 2005 r. w wieku 109 lat. Niemal wiek po rozejmie bożonarodzeniowym, w pobliżu Ypres stanął pamiątkowy drewniany krzyż.

Rozejm bożonarodzeniowy z 1914 r. uczy nas pewnej prawdy. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Tak samo cierpimy i tęsknimy, tak samo potrzebujemy pokoju i miłości. Lubimy się różnić i szufladkować, ale wszyscy jesteśmy ludźmi i posiadamy taką samą godność. Bez względu na to, czy mamy inny odcień skóry, mówimy innym językiem, wyznajemy inne religie, różnimy się poglądami politycznymi czy w naszych historiach istnieją wciąż niezabliźnione rany. Wszyscy jesteśmy tacy sami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail