Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Po co noszę krzyżyk na szyi? To nie jest amulet ani manifestacja

Kamil Szumotalski/Aleteia
Udostępnij

Nie noszę go jako ozdoby, bo to nie biżuteria. Krzyżyk na mojej szyi nie jest po to, aby dobrze wyglądał i przyciągał wzrok. Nie noszę go, aby się bardziej podobać sobie czy komukolwiek innemu.

Trudno, aby krzyż się podobał. Jest przecież znakiem jednej z najstraszliwszych kaźni jaką człowiek wymyślił dla drugiego człowieka. Pierwsze znane nam przedstawienie ukrzyżowanego Chrystusa – na drewnianych wrotach rzymskiej bazyliki świętej Sabiny na Awentynie – pochodzi dopiero z V wieku.

Czytaj także: Znak krzyża: kiedy trzeba się przeżegnać, a kiedy nie?

 

Manifestacja (nie)wiary

Jeśli wcześniej chrześcijanie przedstawiali w jakikolwiek sposób narzędzie śmierci Jezusa, to był to tak zwany crux gemmata, czyli krzyż drogocenny złoty i wysadzany drogimi kamieniami, bez postaci ukrzyżowanego. A i te przedstawienia pojawiły się zaledwie wiek wcześniej.

Do tego czasu chrześcijanie unikali raczej używania znaku krzyża. Nie tyle dlatego, że było to zakazane, ile z powodu kontrowersyjności tego znaku. Jeszcze przez przynajmniej dwa wieki po Chrystusie przy drogach imperium nadal stały krzyże, na których konali niewolnicy. Krzyż był więc symbolem bardzo niejednoznacznym, budzącym pytania.

 

Krzyż budzi pytania

I właśnie dlatego noszę krzyżyk. On ma budzić pytania. We mnie. Bo z jednej strony ukrzyżowany Jezus nie miał wdzięku ani blasku, aby na Niego popatrzeć, a z drugiej strony to właśnie w kontekście zapowiedzi krzyża Ojciec wołał do Niego i o Nim z nieba: Ty jesteś mój Syn umiłowany! W Tobie mam upodobanie! Krzyżyk na mojej szyi jest po to, bym wracał do pytania: Czy ja podobam się Ojcu? Czy On może mieć upodobanie w moich myślach, decyzjach, słowach, w tym co robię? Czy godzę się na krzyż w swoim życiu, skoro jego miniaturowy znak zakładam codziennie na szyję? Krzyżyk na szyi jest codziennym zaproszeniem do takiego najprostszego rachunku sumienia.

Nie noszę go, aby coś zamanifestować. Krzyżyk na mojej szyi nie jest manifestacją mojej wiary, ani moich poglądów. Krzyżyk na szyi jeszcze nic nie znaczy. Samo zapięcie łańcuszka nie oznacza automatycznie dawania dobrego świadectwa o Tym, który na krzyżu umarł. Krzyż zdobił już wiele sztandarów, transparentów i umieszczano go na wielu godłach. Nie wszystkie wznoszono potem w dobrych celach. Już niejedna manifestacja i niejedna bitwa odbyła się pod znakiem krzyża, a nie wszystkie one miały szlachetne cel. Krzyżyk na mojej szyi równie dobrze może stać się świadectwem o Jezusie, jak i manifestacją niewiary. Zdecydują o tym moje gesty, słowa, czyny, zachowania.

 

Moja ojczyzna jest gdzie indziej

I właśnie dlatego noszę krzyżyk. Aby w świecie niekończących się walk, manifestacji, przepychanek i bitew był kotwicą, która cumuje łódeczkę mojego życia w innym świecie. Zakładam go, by pamiętać, że ojczyzna z której pochodzę i do której wracam jest inna. Jest sztandarem, za którym staram się dreptać powoli tam, gdzie zaczyna się królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

Czytaj także: Natuzza Evolo: stygmatyczka, która grała z Jezusem w piłkę

Nie noszę go, aby mnie chronił od nieszczęść, ani zmieniał w niezależny od mojej woli sposób. To nie amulet. Z krzyżykiem na szyi mogę wpaść pod samochód, zachorować na raka i stracić pracę. Tak samo, jak nosząc go mogę oszukiwać, plotkować i być zmorą tych, którzy muszą żyć ze mną na co dzień. On nie zmieni w jakiś magiczny sposób ani mnie, ani rzeczywistości wokół. Takich zmian nie dokonuje żadna, nawet „ochrzczona” magia, żaden duchowy system czy mechanizm. Przemiany, czyli Paschy mojego życia i świata wokół może dokonać tylko Bóg – Pan całej rzeczywistości i mojego małego serca.

 

Dramat odkupienia

I właśnie dlatego noszę krzyżyk. Aby przypominał mi, do Kogo to wszystko należy i Kto ma ostatnie słowo. Noszę go, by pamiętać, że zostałem nabyty za wielką cenę, a Ten który odkupił i obmył mnie swoją krwią nie ma zamiaru ze mnie rezygnować. Krzyżyk na szyi to obietnica i zaproszenie, bym pozwolił Mu działać we mnie, ale nie beze mnie. Abym z Nim współpracował – tak jak potrafię – w zbawianiu mnie. Tu i teraz. W tym w czym tkwię i z czym się zmagam.

Jezus wszedł na krzyż, aby wszystko przyciągnąć do siebie. Umarł i zmartwychwstał. A jednak w pewnym sensie dramat mojego odkupienia trwa nadal. Pascal pisał: Konanie Jezusa trwać będzie aż do skończenia świata. Nie należy spać w tym czasie. Noszę krzyżyk, bo potrzebuję budzika.

Czytaj także: Najpiękniejsze krzyże są jak dzieła sztuki [galeria]

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail