Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Tim Guénard – porzucony przez matkę, bity przez ojca. „Pokochaj swoją przeszłość”

Udostępnij

Tim Guénard - francuski bokser, który doświadczył w swoim życiu piekła - teraz uczy, czym jest miłość i przebaczenie.

Miał trzy lata, kiedy porzuciła go matka. Przywiązała go do ulicznego słupa i odeszła. Nad ranem wystraszonego i zziębniętego chłopca znalazła policja. Trafił pod opiekę ojca alkoholika, który się nad nim znęcał.

Pewnego razu tak go pobił, że Tim trafił do szpitala, gdzie spędził 2,5 roku. Miał zmiażdżone nogi, był poparzony i pocięty nożem. Po dwóch latach zaczął ruszać górną częścią ciała. Potem musiał na nowo uczyć się chodzić. Przez ten czas nikt go nie odwiedził.

Tim Guénard nie wiedział, co to znaczy rodzina, nie miał też pojęcia o miłości. Z ogromną ciekawością przyglądał się innym chorym dzieciom, które regularnie odwiedzali rodzice i bliscy. Rodzice przytulali swoje dzieci, uśmiechali się do nich – to było coś obcego dla Tima. Dzisiaj mówi, że przyglądał się miłości przez witrynę, jakby zza szyby.

 

Tim Guénard. Największa motywacja? Nienawiść

Tim nie dostawał żadnych prezentów. Ukradł kiedyś jednemu ze szpitalnych kolegów papier, w który był zapakowany podarunek. Tak pisze o tym w swojej książce „Silniejszy od nienawiści”:

Przychodzi noc, zwlekam się z łóżka. Cichutko czołgam się po podłodze. Kiedy docieram do korytarza, łapię się poręczy umieszczonej wzdłuż ściany. Posuwam się do przodu, chwiejąc się jak pijak. Przy końcu poręczy upadam na ziemię. Ślizgam się jak ślimak aż do ubikacji i dwa razy przekręcam klucz. Tutaj wreszcie wyjmuję papier schowany pod bluzą i spokojnie go oglądam: jest piękniejszy od gwieździstego nieba, czerwony i pozłacany, cały w pociągi, radosne skrzaty i słomki. Rzuca magiczne światło, które dzieciom pozbawionym Bożego Narodzenia i prezentów pozwala marzyć.

Po wyjściu ze szpitala Tim trafił najpierw do domu opieki społecznej, potem do poprawczaka, wreszcie wylądował na ulicy, gdzie jako bezdomny spędził kilka lat.

Został członkiem gangu złodziejskiego, uczył się boksować i zaczął odnosić sukcesy w tym brutalnym sporcie. Jego największą motywacją była nienawiść. Podczas treningów każdy cios w myślach wymierzał swojemu ojcu.

Wiele lat musiało minąć, żeby Tim potrafił wybaczyć mu krzywdy, jakich doznał w dzieciństwie i żeby zmienił swoje życie o 180 stopni. Jak sam przyznaje, to był bardzo powolny proces i miał związek z ludźmi, których spotykał na swojej drodze.

Jednym z pierwszych był pan Leon – kloszard, którego poznał, kiedy był bezdomny. Starszy mężczyzna nauczył go czytać i pisać. Ważną osobą dla Tima była sędzia, która dała mu szansę i zmotywowała go do zdobycia zawodu oraz pierwszy pracodawca, który doceniał umiejętności Tima.

 

Jezus nie był Portugalczykiem

Jednak przełom nastąpił dopiero wtedy, kiedy Tim poznał osoby niepełnosprawne. „To pierwsi ludzie, którzy na tej ziemi wydali mi się normalni” – wspomina.

Kiedy odwiedził ośrodek dla niepełnosprawnych, podszedł do niego jeden z takich chłopców, przytulił się i powiedział mu, że „jest miły”. „Nikt tak nigdy wcześniej do mnie nie mówił” – komentuje Tim.

Potem dzieciak zaprosił go na obiad, a następnie zapytał, czy pójdą do Jezusa. „Miałem kiedyś kolegę Portugalczyka o imieniu Jezus. Powiedziałem wtedy temu chłopcu tak, bo myślałem, że pójdziemy właśnie do jakiegoś Portugalczyka” – wspomina. I poszli razem do kaplicy.

Tim nie wiedział, o co chodzi. Było to dla niego dziwne widowisko – ludzie wpatrzeni w rzeźbę ukrzyżowanego człowieka i pojemnik przypominający słońce, czyli tabernakulum. „Nic nie zrozumiałem, ale dziś jestem chrześcijaninem dzięki temu upośledzonemu chłopcu” – podkreśla i zauważa, że osoby wierzące często mówią o Bogu, jakby to był ktoś bardzo daleki, a z kolei niepełnosprawni – jakby to był ktoś bardzo bliski.

Tim spędził w ośrodku dla niepełnosprawnych pięć lat jako wolontariusz. „Ci ludzie kochali mnie bardziej niż ja sam siebie. Spotkałem niepełnosprawnych, którzy witali mnie, mówiąc dzień dobry i kładąc rękę na moim sercu. Stopniałem. Nareszcie spotkałem istoty żywe! Dotąd czułem się dobrze tylko wśród dzikich zwierząt” – mówi. Dzięki tym ludziom przebaczył ojcu i nauczył się przebaczać samemu sobie.

 

Przebaczanie jest jak lot balonem

Nie stało się to z dnia na dzień. Najpierw poczuł potrzebę, żeby przebaczyć ojcu, ale nie był go w stanie widzieć, bo nie był pewien swoich reakcji. Dopiero po pewnym czasie pojechał do niego i powiedział „Tato, przebaczam ci”. „Ojciec przyjął moje przebaczenie, ale było mu wstyd” – wspomina Tim. Trzy lata mu zajęło, żeby w pełni otworzyć się na słowa syna.

Tim pytany o to, jak rozumie przebaczenie, opowiada, że przebaczyć nie oznacza zapomnieć, ale umieć z tym żyć. „Poproszono mnie kiedyś, żebym wyrzeźbił przebaczenie. Wyrzeźbiłem balony, którymi się lata. Przebaczanie jest właśnie jak lot balonem. Jeśli chcesz polecieć wyżej i dalej, musisz wyrzucić balast. Wtedy miałem szansę spotkać dobrych księży i moim sposobem wyrzucania balastu był sakrament przebaczenia. Kiedy dajesz coś Jezusowi, to przestaje być twoją własnością, więc od razu czujesz się lżej. I wtedy człowiek zaprzyjaźnia się z samym sobą” – wyjaśniał zebranym Tim.

„Najgorszym wrogiem człowieka jest pamięć. Czasami jesteśmy więźniami swojego cierpienia. Pokochanie swojej przeszłości natychmiast od niej uwalnia, jakkolwiek twarda i przerażająca by nie była. Najczęściej jednak zachowujemy się jak uciekinierzy. Nie chcemy widzieć i rozumieć swoich reakcji” – mówi.

Tim przebaczył również swojej matce. Zrozumiał, że odważyła się powiedzieć życiu „tak”, podobnie jak Maryja. „Przeżyłem dziewięć miesięcy miłości w łonie mojej matki. Musiałem wiele lat odmawiać różaniec, żeby w wieku 51 lat odkryć, że jestem owocem pewnego tak” – dodaje.

Obecnie Tim Guénard mieszka w Pirenejach, niedaleko Lourdes. Ma kochającą rodzinę – żonę, czworo dzieci i wnuki. Zajmuje się pszczelarstwem. Prowadzi też kilka domów dla zagubionych młodych ludzi. Jeździ po całym świecie i opowiada historię swojego życia. Zderzenie ogromu cierpienia, jakiego doświadczył w dzieciństwie, z ogromem łaski i miłości ma moc odmieniania życia innych ludzi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail