Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Właściwy mężczyzna. Jak wybrać tego jedynego i skończyć z nieudanymi relacjami

Mężczyzna trzyma dłoń kobiety
Udostępnij

Wiele z nas ma za sobą nieudaną miłość. Powodów porażki może być wiele, a jeden z nich to wybór kogoś, kto jest emocjonalnie niedojrzały.

Jeżeli Ciebie to dotyczy, to czy zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego pociągają Cię niewłaściwi mężczyźni? Co widzisz w tych wszystkich niedojrzałych facetach? Dlaczego tak łatwo wchodzisz w relacje z góry skazane na przegraną?

Myślę o mężczyznach, którzy w jakimś sensie Cię niszczą i nie dają poczucia bezpieczeństwa. Nie chodzi jedynie o tych, nastawionych wyłącznie na zaspokojenie fizycznego pożądania. Zastanawiam się także nad tymi, którzy są poranieni, w których oczach dostrzec można samotność, ból, jakąś tęsknotę lub melancholię. Nad tymi, których serca pełne są ran, którzy pragną pomocy, a jednocześnie wokół swojego Ja i wokół swego serca budują mur, przez który nie można się przebić.

 

Kochać czy matkować?

Być może jedną z przyczyn, dla której tak Cię pociągają, jest to, że widząc ich ból czy cierpienie, chcesz otoczyć ich opieką, uzdrowić. Nieświadomie chcesz wejść w rolę matki i kobiety jego życia jednocześnie. Ten typ mężczyzn jest często zachłanny, namiętny, wręcz zasysający wszystko, co im ofiarujesz. Daje Ci to poczucie, że znalazłaś kogoś, dla kogo jesteś ważna, kto Cię doceni oraz zrozumie, że bez Ciebie nie może żyć. Dla kogo będziesz niezastąpiona.

A może to coś innego? Może poczucie bycia niezastąpioną pomaga zapomnieć, choć na chwilę, o Twoim największym lęku – o byciu samotną?

Pomyśl, jak schematycznie wyglądają tego typu związki.

Gdy spotykasz takiego mężczyznę na swojej drodze często zapominasz, że jeżeli angażujesz się w relację emocjonalną, to nie jesteś w stanie pomóc. Uzdrowienie może pomóc uzyskać ktoś obcy, z kim nie ma relacji intymnych, osobistych.

 

Uzależnienie to nie miłość

Tymczasem, nawiązując emocjonalną bliskość z niedojrzałym mężczyzną, bardzo łatwo pozwolić, aby on niejako „topił w Tobie” swój ból. Wówczas Ty także zaczynasz cierpieć oraz obmyślasz plan, jak mu pomóc. Niestety, zakłada on często uzależnienie mężczyzny od Ciebie, choć rzadko w pełni to sobie uświadamiasz.

A uzależnienie nie jest miłością, o której marzysz.

Prawdziwa miłość pozwala odejść drugiej osobie. Pozwolić odejść to dać wolność. Także wolność wyboru, czy ten ktoś będzie chciał zostać z Tobą, czy nie.

Trudno dać taką wolność, bo, jeżeli jesteś jak większość kobiet, to czujesz się nie dość atrakcyjna, nosisz w sobie obawę, że nie jesteś na tyle wartościowa, by z Tobą być. I znów lękasz się samotności. Ale czy życie w ciągłej obawie, że jeżeli czegoś nie będziesz kontrolować lub czegoś nie zrobisz, to jest to, czego naprawdę pragniesz?

Inną sprawą jest fakt, że tacy mężczyźni często chcą jedynie chwilowej ulgi. Oni też się boją – boją się zaryzykować, otworzyć, pozwolić komuś na zbliżenie do siebie. Boją się bliskości, odrzucenia, bólu. Z jednej strony chcą pomocy, z drugiej wolą nic nie zmieniać. A kobiety traktują jak narkotyk.

 

Nie uleczysz jego bólu

Na początku on zachwyca się Twoim dobrem, pięknem, tym wszystkim, co w Tobie jest. Docenia. Chce więcej. Jest zachłanny. To z kolei dowartościowuje Ciebie, przynajmniej na początku. Czujesz się idealnie. A tak naprawdę, to on wchłania Cię w swoją „czarną dziurę” bólu lub rozpaczy. To przynosi mu chwilową ulgę w cierpieniu. Jednak w pewnym momencie orientuje się, że Ty nie leczysz jego bólu. Tak naprawdę to nawet nie udaje Ci się go zmniejszyć. A czasem wręcz przeciwnie eskalujesz go, bo zaczynasz mówić, że powinien nad sobą popracować, coś zmienić.

W takim momencie, tego typu mężczyzna często odchodzi – niekiedy tylko emocjonalnie, a czasami również fizycznie. Usuwa się, gdyż boi się zagłębić we własnym wnętrzu, bo to za duży ból.

Nie rozumie, że z raną serca i duszy jest jak z raną ciała – kiedy ją dezynfekujesz i opatrujesz, to czasem na początku bardziej boli, ale bez tego się ona nie zasklepi i będzie się jątrzyć przez całe życie.

Dlatego woli zamknąć się w sobie jeszcze bardziej lub poszukać innej kobiety, którą się zachwyci i dzięki której, choć na chwilę, zapomni o bólu. A kiedy jej obecność nie będzie już działać jak środek przeciwbólowy, to poszuka innego doraźnego środka pomocy.

 

A Ty po jego odejściu?

Czujesz się porzucona, zraniona, niedoceniona i wykorzystana. Często obierasz jedną z dwóch skrajnych dróg:

(1) albo szybko zapominasz i, gdy ponownie spotkasz podobnego mężczyznę, to znów ulegasz pokusie zaspokojenia swojej tęsknoty, by być potrzebną, wierząc, że tym razem będzie inaczej;

(2) albo czujesz, że trzeba zbudować mur wokół swojego serca, tak by już nikt Ciebie więcej nie zranił. Ale wtedy, często zaczynasz traktować innych z pogardą.

Jeżeli jednak poświęcisz trochę czasu na refleksję i analizę swoich potrzeb i pragnień (skąd się biorą?, o czym mówią?), możesz stać się bardziej samoświadoma i rozpoznawać sytuacje i potencjalne związki, które mogą Cię zranić. Dzięki temu też łatwiej będzie Ci wskazać drogę tego typu mężczyznom, wspierać ich w walce o siebie (o ile ją podejmą), a jednocześnie nie próbować być ich uzdrowicielką i lekiem na całe zło.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail