Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Agresja to naturalny instynkt, ale trzeba nim zarządzać

Kobieta krzyczy przed monitorem
Shutterstock
Udostępnij

Eva Feindler, psycholog z Long Island University, współautorka Treningu Zastępowania Agresji mówi, czym jest agresja i jak sobie z nią radzić.

Monika Mostowska: Skąd się bierze agresja?

Eva Feindler*: To naturalny instynkt, niezbędny do rozwiązywania konfliktów, do walki o zasoby.

Ale czy nie powinniśmy nad nią panować?

– Nie możemy pozwalać jej się dziko rozwijać. Niestety, od pokoleń niejako dziedziczymy agresywne zachowania. Dawniej stosowanie przemocy w rodzinie było normą, nikogo specjalnie nie dziwiło, że mąż bije żonę czy dzieci. Teraz nadal takie zachowania nie są rzadkie.

Dzieci uczą się przemocy od swoich rodziców, bo widzą, że stosowanie jej jest sposobem rozwiązywania problemów. Kiedy mama woła dziecko na obiad, a ono nie przychodzi natychmiast, krzyczy na nie. W konsekwencji dziecko zaczyna reagować dopiero wtedy, kiedy mama krzyczy. Potem samo w podobny sposób zwraca się do innych.

Często też rodzice radzą dzieciom: walcz o swoje, bądź przebojowy, nie daj się…

– I przedstawiają dziecku życie jako nieustanną walkę. Dziecko wówczas zakłada, że wszystkie działania są skierowane przeciwko niemu. W ten sposób rozwija się w nim skłonność do agresji.

To znaczy, że nikt nie rodzi się z aktywnym genem agresji?

– Niektóre dzieci rzeczywiście mają wyższe zapotrzebowanie na bodźce niż inne. Są nadwrażliwe, nie można w ich pokoju np. odkurzać, bo się boją. Potrzebują pomocy, żeby się wyciszyć. One jednak tylko wtedy w późniejszym życiu stają się agresywne, jeśli wyczuwają niechęć zmęczonej i sfrustrowanej matki. Wtedy czują się odrzucone. To zaburza prawidłowy rozwój emocjonalny dziecka. Później, kiedy takie dzieci zaczynają chodzić, nie potrafią panować nad swoimi zachowaniami.

Rodzice nieustannie zwracają się do nich za pomocą nakazów i zakazów: „nie wrzeszcz, nie biegaj!”. W szkole takie dziecko ma problem z przestrzeganiem zasad obowiązujących w grupie. Naraża się nauczycielom. W konsekwencji często jest wypraszane z klasy, karane.

Nie lubią go rówieśnicy, bo jak wykazują badania, dzieci chcą postępować właściwie i nie chcą trzymać z kimś, kto ma kłopoty. Takie dziecko zniechęca się do szkoły, bo jest ona źródłem frustracji. To druga fala odrzucenia: przez rówieśników. Takim osobom trudno jest zbudować poczucie wartości i pewności siebie. Gorzej się uczą. Ponieważ na ogół nie mają kolegów w klasie, przyjaźnią się z innymi odrzuconymi dziećmi, tworzą „paczki”.

W wieku gimnazjalnym i licealnym młodzież musi dać upust swoim pomysłom. Osoby w tym wieku mają wspaniałe pomysły i wielkie marzenia, ale młodzież agresywna źle sobie radzi w szkole, nie ma zajęć pozalekcyjnych, kółek zainteresowań, trzyma z podobnymi do siebie, dlatego, dając upust swoim pomysłom, podejmują zachowania nawet kreatywne, ale jednocześnie ryzykowne i aspołeczne.

Powstrzymywanie złości może pohamować agresję?

– Nie zawsze złości towarzyszy agresja. Złość jest emocją. Nie przyznajemy się do niej, bo jest negatywnie obciążona, ale doświadczamy jej codziennie. Jest ona czymś naturalnym.

W odróżnieniu od smutku pobudza nas do działania, daje nam siłę, żeby stawić czoło problemom. Ponadto z jej pomocą możemy zdobyć uwagę innych. Wystarczy coś powiedzieć tonem hamowanej złości, by uzyskać uwagę.

Bywa, że złość jest uzasadniona i trzeba ja wyrazić, ale chodzi o to, by nauczyć się ją wyrażać. Kiedy dziecko mówi: nienawidzę brata, a matka mówi: to nieprawda, zaprzecza złości. Przykrywa ją, zamiast porozmawiać o tym, co rzeczywiście się w dziecku dzieje. Nie można negować złości. Wszystko zależy od tego, co z nią dalej robimy.

Często narzekamy, że żyjemy w niespokojnych czasach. Czy to może się przyczyniać do wzrostu poziomu agresji?

– Z pewnością przyczynia się do tego indywidualizacja życia społecznego. Coraz słabiej potrafimy ze sobą kooperować. Stawia się na rozwój jednostki. Konkurujemy, ścigamy się ze sobą, a zapominamy o współpracy. Z jednej strony coraz wyraźniej zauważamy agresję i organizujemy kampanie społeczne przeciwko przemocy. Z drugiej strony mamy coraz więcej źródeł, z których możemy się uczyć agresji, choćby takich jak media, filmy, gry komputerowe czy polityka. W kulturach wschodnich, tam gdzie istnieje tradycja współpracy, np. w Japonii, nie ma tak wysokiego wskaźnika przemocy.

Jak można pozbyć się agresji?

– Nie trzeba się jej pozbywać, bo to naturalny instynkt. Ale trzeba nią zarządzać. Trzeba uczyć ludzi innego rozwiązywania problemów niż przemoc.

W jaki sposób?

– Podczas Treningu Zastępowania Agresji działamy w tych trzech obszarach. Uczymy słuchać, wyrażać swoje uczucia, rozumieć uczucia innych, uczymy negocjacji, konstruktywnego składania skarg, kształtujemy umiejętności towarzyskie i prospołeczne, uczymy wnioskowania moralnego.

Za pomocą scenek, odgrywanych przez uczestników terapii pod okiem trenera, uczymy zarówno rodziców jak i dzieci, w jaki sposób radzić sobie z codziennymi problemami i konfliktami nie używając przemocy. To bardzo pomaga oduczyć się agresji.

*Eva Feindler – psycholog z Long Island University, współautorka Treningu Zastępowania Agresji

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail