Aleteia

Wszystko na ich głowie? Kobiety mają dosyć

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Wyczerpanie psychiczne coraz bardziej doskwiera kobietom. Myślą o każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy. Nieustannie monitorują wszystko, aby skoordynować codzienny grafik każdego członka rodziny. 24 godziny na dobę. 

Mowa tutaj o całej tej niezauważalnej pracy, dzięki której wszystko w rodzinie funkcjonuje jak należy. Dzielenie się obowiązkami to jedno, a wszystkie drobne sprawy, o których bez przerwy kobiety myślą, to drugie.

Na przykład o tym, że kończy się papier toaletowy i musi być dopisany do listy zakupów, że trzeba ustalić w przychodni termin szczepienia, kupić bilety kolejowe na wakacyjne wojaże, poszukać czarno-białego garnituru na bal absolwentów, przedłużyć zapisy dzieci na zajęcia pozalekcyjne w nowym roku szkolnym…

 

Cały dom na jednej głowie?

Żeby móc się zająć tymi wszystkimi rzeczami, czy nawet zlecić je komuś, najpierw trzeba o nich pomyśleć. Takie jest przesłanie komiksu, jaki Emma zamieściła na swojej stronie.

 

Błyskawicznie rozprzestrzenił się on na Facebooku: często wyłącznie kobieta myśli o wszystkim, podczas gdy jej partner spokojnie czeka na prośbę o pomoc, przekonany, że jego rola ogranicza się do wykonywania zleconych zadań. W ten sposób kobieta staje się „managerem domowego ogniska”.

Zjawisko to zostało opisane w 1996 roku przez socjolog Susan Walzer w publikacji zatytułowanej Thinking About The Baby. Na podstawie wywiadów przeprowadzonych z 23 parami, które zostały rodzicami w ciągu ostatnich 12 miesięcy stwierdza, że to na kobietach spoczywa ciężar wychowania dziecka i dbania o dom, zarówno w wymiarze psychicznym, emocjonalnym, jak i intelektualnym. Badaczka utrzymuje, że kobiety w większym stopniu niż ich partnerzy zajmują się koordynacją i podziałem zadań, a także bardziej troszczą się o ognisko domowe. Nawet jeżeli w danej parze obowiązki są dzielone po równo, to kobieta ustala listę niezbędnych punktów do realizacji.

Zanim zaczęto poruszać ten problem we Francji, stał się on głośny w Stanach Zjednoczonych, kiedy w grudniu ubiegłego roku Ellen Seidman, matka trojga dzieci, zmieściła na swoim blogu wiersz doskonale wpisujący się w omawiany temat:

„To ja zauważam, że …”. Dalej brzmi on tak: „…skończyła się pasta do zębów, a także płyn do płukania jamy ustnej o smaku gumy do żucia oraz nić dentystyczna”. „To ja zauważam, że … nie ma już batonów zbożowych, łakoci na podwieczorek, suszonych owoców, warzyw, ani innych przekąsek, które ratują nam życie”.

A następnie wymieniała wszystkie te stresujące myśli, które każdego dnia poszerzają w kobiecej głowie listę rzeczy do zrobienia.

 

Poczucie wyczerpania nie zawsze jest takie samo – zależy od etapu życiowego

Kobieta wydaje się skazana na przeciążenie psychiczne w każdym momencie dorosłego życia: czy to w narzeczeństwie, czy też jako młoda lub bardziej doświadczona mama.

30-letnia Camille, matka dwojga małych dzieci, opowiada:

Jeszcze zanim wyszłam za mąż i zostałam mamą, odczuwałam na sobie ten mechanizm w drobnych sprawach, takich jak zakup pasty do zębów, dbałość o wystrój mieszkania… odnoszę wrażenie, że mężczyźni mają tendencję do przyjmowania biernej postawy od momentu wejścia w uczuciową relację.

Przyznaje jednak, że nie przeszkadzało jej to przed narodzinami pierwszego dziecka.

Emma opisuje błędne koło, w które wpadają młode matki. Podczas gdy tata wraca do pracy zaledwie po 2 tygodniach od porodu (i to w tych uprzywilejowanych krajach), matka musi zmierzyć się z całą gamą spraw do załatwienia, które składają się na niemowlęcą codzienność. Kiedy ona wraca do pracy, woli nadal wykonywać obowiązki związane z opieką nad dzieckiem niż cedować je na ojca … zwyczajnie dlatego, że robiła je już wcześniej.

W trakcie ciąży siłą rzeczy cały ciężar psychiczny spada na matkę, ponieważ to ona nosi w sobie dziecko. Ona umawia się na badania USG, jest prowadzona przez ginekologa, … – dodaje Camille. Kiedy przebywa na urlopie macierzyńskim, jako że cały swój czas może poświęcić dziecku, ustala się pewien rytm: jest czas na zakup ubranek, przygotowanie posiłków, wizyty u pediatry.

Ojciec jednak nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to absorbujące. W rezultacie mama nie znajduje zrozumienia.

„Po narodzinach mojego drugiego dziecka, przerósł mnie ciężar obowiązków, byłam tak bliska wypalenia, że marzyłam o powrocie do pracy”. A to właśnie przez powrót do pracy sytuacja jeszcze bardziej się zaognia, ponieważ matka jest przytłoczona ilością obowiązków domowych i zawodowych.

Według Camille „pomimo wszystko staramy się udźwignąć ten ciężar, aby mieć poczucie więzi z dzieckiem. Tymczasem trzeba umieć odpuścić, jak najwcześniej podjąć odpowiednie kroki, aby po powrocie do pracy nie pogrążyć się całkowicie”.

 

Jak sobie poradzić z ciężarem psychicznym?

Klucz to potrafić odpuścić, zanim poczujesz się kompletnie wyczerpana. Wśród męskiej części internautów pojawiają się następujące głosy: „Jeżeli kobietom zależy na tym, by nasza rola nie ograniczała się tylko i wyłącznie do wykonywania poleceń, być może powinny one przestać zwracać nam uwagę, kiedy robimy coś bez konsultacji z nimi, że należy robić to inaczej lub że w ogóle nie należało tego robić… To oczywiste, że nie postępujemy tak, jak kobiety, ale nie ma co tego roztrząsać, to nasz sposób postępowania i kropka. Kiedy człowiek nie słyszy nic innego poza tym, że coś robi się tak, a nie inaczej, pozostaje mu tylko czekać na instrukcje.” Ci, którzy nie mogą się pod tym podpisać, ręka do góry.

Isabelle Nicolas, specjalistka od terapii dla par potwierdza wagę, jaką ma umiejętność zostawiania sobie wzajemnie przestrzeni do działania: „Nie chodzi o wyznaczanie obowiązków, tylko o przekazanie pałeczki i pozwolenie drugiemu na działanie. Jeżeli druga strona nie robi wszystkiego tak, jak byśmy chcieli, to trzeba ugryźć się w język”.  

Jej zdaniem kobiety nie są skazane na samodzielne dźwiganie tego ciężaru i mogą poszukać sposobu na dzielenie go z partnerem:

Rodzina i związek to dwie dorosłe osoby, które tworzą pewien system. Nic automatycznie nie wskoczy na swoje miejsce. Jeżeli ktoś oczekuje, że wszystko samo jakoś się zgra, to się rozczaruje, i koniec końców ciężar wszystkich obowiązków spocznie na jednej osobie. Naprawdę trzeba świadomie rozdzielić to obciążające poczucie odpowiedzialności za dom i dążyć do tego, by każdy z małżonków kontrolował swoją działkę.

 

Rodzinna burza mózgów

Niczym w korporacji mamy usiąść i odbyć brainstorming (burzę mózgów), aby wdrożyć konkretny system – optymalny dla naszego związku. Może on naturalnie ewoluować w zależności od sytuacji zawodowej czy osobistego rozwoju męża czy żony. Można, dla przykładu, w jednym momencie odpowiadać za zakupy, a w innym przejąć kwestię zajęć pozalekcyjnych  dzieci.

Podstawą sukcesu tak współpracującego duetu jest kontrola nad danym obszarem od A do Z, a to obejmuje również fazę ogarniania go umysłem przed przystąpieniem do realizacji zadań. Isabelle przestrzega jednak przed postrzeganiem swojego poletka w jako wyłącznie prywatnej sprawy: „Choć jedno z nas za coś odpowiada, zawsze należy pytać współmałżonka o zdanie, aby nie czuł on się jak intruz we własnym domu”.

Według Isabelle, proponowany system ma większe szanse powodzenia jeżeli każdy z małżonków do listy obowiązków zawodowych dopisze w swoim terminarzu te rodzinne. Warto również uwzględniać ogólny kalendarz domowy, gdzie zanotowane są zadania obydwu stron, aby w przypadku jakiegoś naszego zebrania w pracy o nieludzkiej porze, współmałżonek był uprzedzony i mógł się zorganizować.

Istotne jest także i to, by nie trzymać się kurczowo takiego systemu, który się nie sprawdza. Jeżeli dla jednej ze stron okazuje się on niewygodny albo irytujący, trzeba go przeformułować, zanim sprawy wymkną się spod kontroli. Poza tym warto pamiętać, że jeżeli coś nam nie odpowiada, a nie dajemy żadnych sygnałów, to sami jesteśmy sobie winni.

Na koniec dodaje: „Zarządzanie ramię w ramię domowym ogniskiem jest niesamowicie budujące: wzbudza wzajemny podziw! To takie piękne móc liczyć na współmałżonka, przyglądać się z zachwytem jak przyczynia się do rozwoju najważniejszego projektu naszego wspólnego życia!”. Isabelle zostawia nas ze przepięknym zdaniem, które jej mąż lubi powtarzać przyjaciołom oraz napotkanym parom narzeczonych: „Ja nie pomagam mojej żonie, ja, wraz z nią, zarządzam naszym domem”. Weźmy sobie te słowa do serca …

Artykuł ukazał się w hiszpańskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail