Aleteia

List młodej mamy do teściowej

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Syn Ci się stawia? Staje po stronie żony? Nie płacz, nie zgrzytaj zębami, nie rozpaczaj. Dobrze wychowałaś syna! Wzbudź w sobie wdzięczność. Ona usuwa z serca lęk i poczucie mniejszości. Ona nie rywalizuje, ale zbliża. A przecież tego chcesz.

Szanowna teściowo: jaka jesteś?

Na dobry początek zróbmy szybki powrót do przeszłości.

Ileż to już lat minęło, kiedy Twój ukochany, jedyny w swoim rodzaju i wyjątkowy syn był małym nieborakiem? Pamiętasz, jak towarzyszyłaś mu w zabawach albo ukradkiem obserwowałaś, jak buduje swoją autonomię? Pamiętasz, jak rozpierała cię duma? Na pewno, każdy rodzic, chociaż milion razy w życiu, poczuł to przyjemne uczucie, niczym gorąca fala powietrza unosząca minimum pięć metrów nad ziemią. Nie da się i nie chce się tego zatrzymać. Bo oto przed Twoimi oczami, na wyciągnięcie ręki samodzielność i indywidualność rodziła jednostkę zaradną, dobrą i łapiącą szczęście za nogi. Z Twoim, rzecz jasna, udziałem.  

Mama, inaczej teściowa?

Jeżeli macierzyństwo można byłoby nazwać projektem, to zdecydowanie byłby to projekt bez deadline’u. Ani wysłanie dziecka do przedszkola (nawet z internatem!), ani osiemnaście lat w metryce, ani nawet jego własny ślub nie kończy naszej roli. Zawsze będziemy mamami. Tylko z czasem dojdzie nowy tytuł, np. teściowej.

I przyznasz, że to bardzo komplikuje sprawę. Bo oto ten, którego wychowywałaś na człowieka z umiejętnością życia – naprawdę zaczyna żyć. I zazwyczaj po swojemu. Jednak z błędami. Jednak z wyborami, których ty byś nie wybrała. Jednak z ogromną wolą, by latać już bez matczynej asekuracji.

Przejawia się to bardzo znajomo.

Na przykład on wybiera za żonę kogoś, kogo ty byś nie wybrała. 

Potem nie zaprasza na s w ó j w ł a s n y ślub ludzi, których ty byś zaprosiła.

Obecność na niedzielnych obiadach w rodzinnym domu uzależnia od woli swojej kobiety.

Urządza mieszkanie bez konsultacji z tobą. Najgorsze jest to, że bałagan, który zwalczałaś przez tyle lat w jego pokoju, im zdaje się nie przeszkadzać. 

Można by tak długo wymieniać. Czuję, że wiesz co mam na myśli.

Kiedy syn odcina pępowinę

I czuję, że brzmi to dla Ciebie jak kategoryczne zakończenie twojej roli. Ale – spokojnie – to tylko pozory, bo ona się nie kończy a jedynie przepotwarza.

Mama Clinta, z ostatniego blogowego wpisu, przypomina teściową, która krąży wokół nowego życia swojego syna, tworzy w kajeciku listę niedociągnięć i rozczarowań, i od czasu do czasu rzuca kąśliwe uwagi typu: „twoja żona nie dba o porządek w domu”.

I czuję, że brzmi to dla Ciebie jak kategoryczne zakończenie twojej roli. Ale – spokojnie – to tylko pozory, bo ona się nie kończy, a jedynie przepotwarza.

 

I muszę przyznać, że szczęściara z niej! Bo wychowała syna, którego stać na refleksję nad zachowaniem swojej mamy, który potrafi nazwać jej motywy i zranienia:

Przypuszczam, że to, jak mama widzi nasz dom i rodzinę, wynika z tego, że patrzy na to przez pryzmat czasów, w których dorastała. Ja nie pamiętam dobrze mojego ojca, ale przypominam sobie pewną radę, którą kiedyś od niego otrzymałem na temat poszukiwań żony: Najwięcej możesz dowiedzieć się o kobiecie po tym, jak dba o swój dom. Właśnie dlatego myślę, że moja mama tak przesadnie dba o porządek. Już całe swoje życie będzie spełniać czyjeś oczekiwania.

 

Dobrze wychowany syn może się postawić…

Mało tego, wychowała syna, który ma w sobie dość siły i pewności siebie, żeby stawać po stronie swojej żony, po stronie rodzinnych priorytetów i żeby komunikować swojej mamie stanowczo, ale z miłością, gdzie są granice ich relacji:

Ale wiecie co? Ja biorąc ślub, w przeciwieństwie do mojego ojca, nie myślałem o czystym domu. Zastanawiałem się nad tym, czy podoba mi się to, co ma do powiedzenia moja przyszła żona. Później myślałem też nad tym, co sprawiło, że się w niej zakochałem. Zastanawiałem się, czy często się uśmiecha i jaką będzie matką dla moich dzieci. Nie wziąłem ślubu po to, aby mieć czysty dom. Zrobiłem to dlatego, że wydawało mi się, że to ktoś, z kim chcę spędzić resztę życia.

Być może doświadczyłaś czegoś podobnego? Być może trudno znaleźć ci równowagę pomiędzy nieprzekraczaniem granic nowej rodziny swojego dziecka (z szacunku, z miłości, z troski właśnie!), a dystansowaniem się (chłodnym, obojętnym, pretensjonalnym, zranionym)?

Być może częściej przypominasz teściową z kawałów, niż teściową marzeń. Wyrzucasz dziecku niewdzięczność i czujesz się odtrącana. I sama nie wiesz, co się z tobą dzieje, bo przecież ten balon dumy, że twoje ukochane dziecko kuje własne szczęście i idzie mu całkiem nieźle, nadal unosi cię nad ziemią.

Znam tylko jedno lekarstwo na ten emocjonalny paradoks. WDZIĘCZNOŚĆ.

Wzbudź w sobie wdzięczność za te wszystkie lata, w których robiłaś tak wiele, żeby twoje dziecko nauczyło się latać. To ten czas! Możesz być z siebie dumna.

Wzbudź w sobie wdzięczność za te wszystkie momenty, w których czujesz, że ono puszcza twoją rękę, bo to nie dowód na odtrącenie, niedocenienie albo ucieczkę, to dowód na naturalne pragnienie życia. W pełni. Teraz możesz być najlepszym kibicem swojego dziecka!

Wzbudź w sobie wdzięczność za to, że dziś możesz towarzyszyć młodym z pewnej odległości, dzięki temu widzisz wyraźniej, bo mniej emocjonalnie i możesz służyć dobrą (jeśli chcianą) radą.

Wzbudź w sobie wdzięczność. Ona usuwa z serca lęk i poczucie mniejszości. Ona nie rywalizuje, ale zbliża. A przecież tego chcesz.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail