Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Powstaje film o Położnej z Auschwitz. Mengele kazał jej zabijać dzieci, ona nie posłuchała… Rozmowa z reżyserką

STANISŁAWA LESZCZYŃSKA, MARIA STACHURSKA
Udostępnij

O swojej cioci Stanisławie Leszczyńskiej, położnej, która przyjęła w Auschwitz ponad 3 tys. porodów, opowiada Maria Stachurska — reżyser filmu „Położna”, a prywatnie mama Anny Lewandowskiej.

Dominika Cicha: To dobry moment na filmową opowieść o Stanisławie Leszczyńskiej?

Maria Stachurska: Myślę, że to jest ten czas. Teraz, kiedy żyjemy w przedziwnych czasach negowania wartości naszych przodków, wartości wynikających z nauczania Ewangelii, kiedy brak jest autorytetów, brak bohaterów, następuje jakieś przesilenie i człowiek instynktownie poszukuje czegoś budującego… Ludzie są chaosem zmęczeni, potrzebują wzorów do naśladowania. Obecnie człowiek stawia siebie i swoją wygodę na pierwszym miejscu, wpajane jest przekonanie, że aby innym pomagać, najpierw należy zająć się sobą, zadbać o swoje sprawy. Jestem przekonana, że Stanisława Leszczyńska nigdy nie myślała w podobny sposób.

Jej postawa może dziś szokować. Opowiadała, co przeżyła w obozie?

Rozmawiała o tym ze swoimi synami. Napisała też suchy raport, w którym nie opisała żadnych emocji. Wykonywała to, co do niej należało i swoje cierpienia ofiarowywała Bogu.

 

Leszczyńska – kobieta z krwi i kości

Na co dzień była tak samo konkretna, jak w Raporcie położnej z Oświęcimia?

Pamiętam ją jako osobę surową, ale to spojrzenie zmienia się z upływem czasu. Kiedy powiedziałam moim wujkom, że wydawała mi się ostra i że się jej bałam, zrobili wielkie oczy. Może przed wojną była bardziej otwarta. Synowie mówili, że była uosobieniem dobra, cudowna, radosna. Przyznam, że trochę niesprawiedliwie ją oceniałam. Poznając jej życiorys, jej przeżycia zaczynam odkrywać jej osobę od nowa i rozumieć. Wiem, że ona po takim piekle, jakim był obóz zagłady Auschwitz-Birkenau, nie mogła być taka jak przed wojną, nie mogła się inaczej zachowywać. I tak się zastanawiam, kiedy obraz człowieka jest najbardziej wiarygodny, jeśli nie wtedy, kiedy jest widziany sercem. To miłość ukazuje prawdziwy obraz człowieka. Choć na pewno miała swoje wady, to moi wujkowie, miało się wrażenie, nie widzieli w swojej matce wad, a przynajmniej nigdy o nich nie mówili. Oni ją nieprawdopodobnie kochali, była dla nich autorytetem.

Słowa „Dobrze widzi się tylko sercem” nabierają szczególnego znaczenia.

Każdy ma zalety i wady, natomiast ludzie, którzy kochają, będą opowiadać o człowieku patrząc na niego przez pryzmat miłości. Ci, którzy kogoś nie lubią, będą wyszukiwać jego wady, błędy i upadki. Który obraz jest bardziej prawdziwy? Dla mnie ten przedstawiający człowieka z miłością. A jeśli ktoś chce szukać wad, zawsze może je znaleźć. Niewątpliwie Stanisława Leszczyńska była prawym, szlachetnym, porządnym człowiekiem, kobietą z krwi i kości.

Synowie Leszczyńskiej mieli wpływ na to, że powstanie film „Położna”. Długo chodziła Pani z myślą o jego zrobieniu?

Po śmierci wujka Bronka (najstarszego syna Leszczyńskiej), który miał ogromny wpływ na moje życie, jego synowie przekazali mi wszystkie jego rękopisy, zapiski. Całe sterty. Powiedzieli: „Ty będziesz wiedziała, co z tym zrobić”. Potem umarł drugi wujek, Henryk. Moje kuzynki likwidowały mieszkanie i powiedziały: „Weź to, przejrzyj, może ty coś z tego zrobisz”. Więc oprócz materiałów pisanych dostałam mnóstwo kaset, także szpulowych, z ich rozmowami na temat mamy. Nagrywałam też wiele wywiadów z najmłodszym synem Stanisławy. Powiedział mi: „Masz wszystkie materiały, pora coś z tym zrobić”. I zaczęłam. Na początku właściwie na własny koszt. Prosiłam jednego kolegę, żeby pojechał ze mną na zdjęcia, potem drugiego, żeby coś ze mną nagrał. I tak przez 3 czy 4 lata nagrywałam różne rzeczy. W końcu przyjaciele powiedzieli: „Słuchaj, dlaczego nie złożysz scenariusza do PISFu?”. Zrobiłam to i ku mojej olbrzymiej radości scenariusz został od razu przyjęty. Film jest współfinansowany przez PISF. Kooproducentami są Narodowe Centrum Filmowe i „EC 1 Łódź -Miasto Kultury”. Producentem wiodącym jest SQUARE Film Studio. Wszystkie drzwi zaczęły się otwierać.

 

Nie wolno zabijać dzieci!

Nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia Leszczyńskiej, gdyby nie wzięła do Auschwitz niemieckiego dokumentu potwierdzającego zawód. Przeczuwała intuicyjnie, że może jej się przydać?

Myślę, że zabierając ze sobą podczas aresztowania torebkę, miała w niej dokument. Jeżeli wzięła go Opatrznościowo, to wiedziała, że po coś go ma. Była osobą głębokiej wiary i zawierzenia. Potem ukryła go w pasiaku i musiała mieć go cały czas przy sobie. Na początku w obozie wywoziła glinę na taczkach. Któregoś dnia dowiedziała się, że położna schwester Klara zachorowała. Szedł lekarz obozowy, Leszczyńska zagrodziła mu drogę. Powiedziała po niemiecku, że jest położną i wyciągnęła dokument. A on jej nie zastrzelił, tylko skierował na sztubę. Wtedy schwester Klara powiedziała jej, że ma wszystkie dzieci traktować jako nieżywe, a sposób, w jaki będzie pozbawiała je życia, zostawia jej. Czy będzie wyrzucała je od razu z łożyskiem, czy inaczej – nie ma to znaczenia. Stanisława powiedziała wtedy: „Nie! Nigdy nie wolno zabijać dzieci”.

A Niemka doniosła o jej sprzeciwie „aniołowi śmierci”.

Mengele powiedział: „Masz zabijać!”. A ona powołała się na przysięgę Hipokratesa. „Nie mogę zabijać dzieci ze względu na przysięgę, którą pan złożył. Muszę szanować pana słowa”. On wtedy powiedział: „Rozkaz to rozkaz” i odszedł. O dziwo, nie zabił jej.

Ale Leszczyńska ten rozkaz miała za nic. Wiedziała, że nie zabije żadnego dziecka, choć jej samej groziła za to śmierć.

Tak, nie zrobiła tego ani razu, choć za niewykonanie rozkazu groziła jej śmierć. Czyli ponad 3000 razy, bo tyle przyjęła tam porodów, narażała swoje życie. Mniej więcej w tym czasie również zniesiono bezwzględny nakaz mordowania wszystkich noworodków. Nadal zabijane były dzieci romskie i żydowskie. Wszystkie inne mogły zostać przy życiu. Oczywiście, potem większość z nich umierała najczęściej z głodu, część była selekcjonowana do badań lub przeznaczona do wynarodowienia i wywożona do Nakła. Stanisława znaczyła te dzieci. Ale już były szanse na przeżycie.

O tym, dlaczego S. Leszczyńska chrzciła żydowskie dzieci i jak jej historia dotarła za ocean, przeczytasz na drugiej stronie.

 

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail