Aleteia

Kto się boi miłości?

Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Dla silnej kobiety miłość nie jest utratą niezależności, ale dopełnieniem jej wewnętrznej siły.

Znam wiele kobiet, które w sztuce unikania miłości doszły do perfekcji. Pragną kochać i być kochane, deklarują, że chcą założyć rodzinę, ale jak tylko pojawia się ktoś, z kim mogłyby te marzenia zrealizować – to już ich nie ma. Uciekają.

I jeszcze wmawiają sobie, że to nie tyle ucieką przed miłością, ile biegną po rozum do głowy.

 

Nie zamierzam tracić dla niego głowy!

Ja się nie tyle dystansuję, ile staram się być obiektywna. On wczoraj wydawał się jakby bardziej interesujący, a dziś mówił już tylko o pracy, a ja szukam mężczyzny, dla którego rodzina byłaby wszystkim.

To egoista – myślał tylko o tym, jak zrobić na mnie wrażenie. Nie interesuje go moje życie. Opowiadałam mu o chrzcinach siostrzeńca, a on nawet nie zapytał, jak ma na imię.

Efekt jest taki, że zamiast mieć w sobie ciekawość, żeby go poznać, sama produkujesz argumenty, że to jednak nie Ten. Przestajesz rozmawiać, zaczynasz być niedostępna emocjonalnie.

I kiedy on chce się umówić na spacer, natychmiast włączasz komputer i musisz coś zrobić na jutro. Nie odbierasz telefonów, nie odpowiadasz na SMS-y, grasz ciszą – a niech się sam zniechęci. A kiedy jemu naprawdę zależy i nie odpuszcza, potrafisz być niesprawiedliwa, złośliwa czy agresywna.

Nie musisz być świadoma, że budujesz dystans.

 

Lęk przed bliskością

Jaki lęk? Przecież mam mnóstwo przyjaciół, mówimy sobie wszystko. A miłość? Jakoś nie mam szczęścia. Wiadomo, jacy są faceci. A jaka jesteś ty?

Jeżeli miłość jest ślepa, to lęk przed miłością jeszcze bardziej mąci ostrość widzenia.

Zaczynasz tracić z oczu to, co jest dla Ciebie najważniejsze. Niezależnie od tego, kim jesteś i kim chcesz się stać.

Wyobrażając sobie same złe rzeczy związane z miłosnym przywiązaniem – rezygnujesz z Dobra.

Miłość nie jest powodem do lęku, ale zaproszeniem do rozwoju, do realizowania samej siebie jeszcze bardziej: Jako człowiek, kobieta, żona, wreszcie – matka.

Jak przestać się sabotować?

Ulgę przynosi zrozumienie, że ty sama masz duży udział w tym, że Ci się nie udaje w miłości. Że to nie ludzie chcą mnie wykorzystać, zranić, nadużyć mojego zaufania, ale ja sama tak bardzo trzymam się swoich lęków, że narzucam dystans. Skazuję się na porażkę. Odmawiam sobie ważnych spotkań.

Nie jesteś gotowa, by zaufać? Na to nigdy nie ma dobrego momentu.

 

Lęk przed miłością nie wygasza pragnienia bycia kochaną

Lepiej się zastanowić, czy nie robię czegoś takiego, co zamyka mnie na bliskość?

Może jak ktoś mówi mi komplementy, okazuje zainteresowanie, to staję się ostra i nieprzyjemna. A to już nie jest przejaw niezależności, tylko braku wrażliwości. Nie liczę się z uczuciami drugiej osoby, ale także sabotuję swoje własne pragnienia. Dobrze jest wiedzieć, dlaczego boisz się zaufać.

Nowa miłość otwiera dawne cierpienia. Byłaś źle kochana jako dziecko. Ale przecież – dałaś radę. Kiedyś już ufałaś i zawiodłaś się. Ale – przeżyłaś. Boisz się, że to uczucie Cię pochłonie. Twoja mama też miała ambicje, a musiała przerwać pracę i zająć się dziećmi. Ale ty przecież idziesz swoją drogą. No i przecież zmieniamy się. Miłość również nas odmienia. W piękny sposób. Być może sama będziesz chciała zostać w domu i poświęcić się macierzyństwu.

 

Łatwo pomylić bliskość z zależnością

Oczywiście, kiedy założysz sobie, że możesz polegać tylko na sobie i sama dla siebie jesteś jedynym oparciem – to jakby łatwiej Ci się żyje. Masz wszystko pod większą kontrolą. Nie musisz negocjować, rezygnować, walczyć o swoje. Ale czy nie patrzysz tylko na to, ile tracisz, a nie widzisz to, co możesz zyskać? Nie buduj muru prewencyjnej samoobrony.

Czujesz się niezależna i silna, i taka chcesz pozostać. Jeżeli myślisz o miłości z kpiącym niedowierzaniem, z lekceważeniem, z podejrzliwością – to właśnie na taką miłość się narażasz.

Ale przecież fundamenty więzi budować trzeba na szacunku, wzajemnej uważności na swoje indywidualne potrzeby, trosce, życzliwym poczuciu humoru, wtedy jest szansa, że powstanie coś dobrego, zdrowego i stabilnego.

Nie demonizuj miłości.

Nie musi boleć, zawiera w sobie potencjał wolności. Bliskość to przestrzeń między dwojgiem ludzi, którą można wypełnić tak, jak pragniemy.

Nie warto się zrażać. Bo on jest inny. Bo on mnie nigdy nie zrozumie. A skąd wiesz?

 

Bliskość to nie zagrożenie, ale szansa

Podziel się przykrymi wydarzeniami. Druga osoba nie musi ich tak samo poczuć. Ważne, że powie – musiało być ci ciężko. Albo weźmie cię za rękę.  A potem ty się zainteresujesz, co go bolało, może nadal coś przeżywa. Co mu się nie udało?

Ludzie chcą sobie coś bezinteresownie podarować, pragną przeżywać czyste i ważne uczucia. Popełniają błędy, ale dobra bliskość to również taka, w której czasami zdarzają się złe rzeczy. Bliskość to coś żywego, to proces, zmiana – bywa, że ktoś nas rani, my sprawiamy ból, odreagowujemy – ale traktujemy się poważnie, czule, umiemy przeprosić, wybaczyć, zadośćuczynić.

To jest najlepsze w miłości, że masz świadomość, że potrafisz doskonale dać sobie radę bez tej osoby, ale właśnie tego teraz już nie chcesz. Wiesz, że ta Twoja pojedyncza siła wzmacnia więź, a nie ją osłabia. 

 

Bliskość to nie zagrożenie, ale szansa.

Na bogatsze życie, na spełnienie marzeń o założeniu rodziny, macierzyństwie, o pracy ramię w ramię z kimś, komu ufasz.

Dlatego zamiast wyobrażać sobie najgorsze, może tak po prostu ucieszyć się tym, że pojawia się ktoś ważny i może miłość zaraz się nam przydarzy. A kiedy pojawią się pierwsze problemy z bliskością – to wtedy będziemy je rozwiązywać. Podobno, co dwie głowy to nie jedna.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail