Aleteia

Kobiety, które kochają za bardzo

Marjan Apostolovic - Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Jak można kochać za bardzo, jeśli przyjmiemy, że miarą miłości jest miłość bez miary? Dzieje się tak wtedy, kiedy miłość sprawia nam ból, a jego źródło tkwi w toksycznej i destrukcyjnej relacji.

Wiele lat temu, kiedy jako kobieta uzależniona emocjonalnie, sama przechodziłam proces uzdrowienia, wpadła mi w ręce książka „Kobiety, które kochają za bardzo” napisana przez Robin Norwood. Okazała się rewelacyjna, ponieważ odkryła przede mną pewne toksyczne wzorce zachowań, jakie powielałam w różnych momentach mojego życia.

Ponadto jej autorka obala obecny w świadomości wielu kobiet – swego czasu również w mojej – mit o istnieniu czegoś takiego, jak brak szczęścia w miłości, czy też, że niektóre z nas w swoich relacjach niezmiennie trafiają na jakichś patałachów. To wierutna bzdura nijak mająca się do rzeczywistości.

 

Dobry wybór – trudny wybór?

Nie o szczęście czy deficyt porządnych facetów tutaj chodzi, ale o to, by świadomie umieć wybrać właściwą osobę. Wartościowych mężczyzn wcale nie tak trudno znaleźć, często nawet kręcą się w pobliżu. Problem w tym, że kobiety ich nie zauważają ani nie wybierają, ponieważ nie należą oni do znanego i atrakcyjnego dla nich typu ludzi.

Płynie z tego jeden wniosek, mianowicie taki, że nie potrafią wybierać. Najsmutniejsza jest perspektywa, że dopóki nie przejdą procesu wewnętrznego uzdrowienia, ten mechanizm postępowania powtórzy się w każdej kolejnej znajomości, a w konsekwencji ich wybór niezmiennie będzie padał na jakiegoś toksycznego mężczyznę.

 

Czy naprawdę porządni faceci to nudziarze?

Jeszcze bardziej niepokoi fakt, że jeżeli nawet wspomniana kobieta wejdzie w relację z jakimś zdrowym emocjonalnie facetem, czy choćby takim względnie zrównoważonym, szybko straci zainteresowanie jego osobą, widząc w nim wyłącznie nierozgarniętego mięczaka i czym prędzej go spławi.

A dlaczego? Oczywiście dlatego, że taki typ mężczyzn to dla niej nowość, nie jest do niego przyzwyczajona i podświadomie odczuwa brak adrenaliny, jaką zapewnia jej bycie obiektem przemocy, wyzwisk i wszelkich innych destrukcyjnych, a czasem wręcz patologicznych zachowań. W porównaniu z taką atmosferą,  niekonfliktowy, spokojny, pogodny i opanowany mężczyzna wychodzi na skończonego nudziarza.

 

Charakterystyka kobiety, która kocha za bardzo

Niezaspokojone potrzeby emocjonalne – pochodzi z dysfunkcjonalnej rodziny – choć jej rodzice niekoniecznie są rozwiedzeni – w której nie zaspokajano jej potrzeb emocjonalnych, a w ten sposób systematycznie okaleczano.

– Przez doświadczenie emocjonalnego odrzucenia w dzieciństwie, panicznie boi się, że mężczyzna ją porzuci i że zostanie sama. Dlatego jest gotowa zrobić absolutnie wszystko, nawet utracić swoją godność, pod warunkiem, aby związek z „jej mężczyzną” nie rozpadł się, aby on jej nie zostawił.

Na wszelkie dostępne sposoby stara się dogodzić swojemu mężczyźnie i wszystkim dookoła, żebrząc o odrobinę ciepła i czułości. Przyzwyczaiła się do tego, że nie dostaje miłości, dlatego cieszy się z najmniejszego choćby okruchu.

Posiada kontrolującą osobowość. Jako że obszar afektywny pozostaje w niej niezaspokojony, poszukuje mężczyzn z takim samym problemem. W ten sposób ona obdarza tym, co sama chciałaby otrzymać i czuje, że ma kontrolę nad wspólnym życiem.

Mężczyzna opanowany i zrównoważony nudzi ją. Ucieka od porządnych i statecznych facetów, ponieważ nużą ją, u ich boku brak jej tej adrenaliny i ekscytacji, do jakiej zdążyła już przywyknąć. Nie pociągają jej uprzejmi, cierpliwi i godni zaufania mężczyźni, prawdziwie nią zainteresowani. Do działania pobudzają ją ci skomplikowani, stanowiąc dla niej swego rodzaju wyzwanie. Brak ciepła i czułości w relacjach z rodzicami wywołał w niej przekonanie, że swoją miłością zdoła wpłynąć na mężczyznę. Naturalnie opór z jego strony wywołuje u niej frustrację i złość.

Kompleks Matki Teresy. Uważa się za wybawicielkę swojego obecnego mężczyzny. Jest zdolna do wszystkiego, by tylko mu pomóc. Jej gotowość pomocy, w tym finansowej, nie zna granic, wszystko po to, by on doświadczał wsparcia z jej strony, a ona czuła się jak bohaterka. Utrata zdrowia, pieniędzy ani godności nie ma dla niej żadnego znaczenia… Nic innego się nie liczy.

„Wina” to jej drugie imię. To ona najczęściej przeprasza, kierowana nie tyle dobrym wychowaniem, ale wewnętrzną potrzebą i strachem. Na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za wspólne życie. Wszelkie zarzuty przyjmuje bardzo osobiście i bierze na siebie całą winę. „Winna jestem ja, to przeze mnie, gdybym zrobiła to czy tamto… To moja wina…”.

Nie ma w niej nawet śladu zdrowej samooceny. Jej zdaniem, ci, którzy ją kochają, wyświadczają jej rodzaj przysługi. Uważa, że nie zasługuje na szczęście, a już w żadnym wypadku na miłość. Jest przekonana, że musi ciężko pracować, aby zdobyć prawo bycia szczęśliwą i, co gorsza, kochaną. Nie dostrzega posiadanych talentów.

Manipuluje i kontroluje. Odczuwa niepohamowaną potrzebę kontroli i nadzorowania sytuacji. Kieruje nią jednak w taki sposób, aby nikt z otoczenia, w tym druga strona, tego nie zauważyli. Zwykle jednak nie udaje jej się przejąć całkowitej kontroli, w wyniku czego mogą wystąpić u niej zaburzenia odżywiania takie jak bulimia czy anoreksja.

Jest niepewną siebie kobietą, która nigdy nie poznała miłości opartej na solidnym fundamencie. Jest okaleczona emocjonalnie i, choć nie mówi o tym wprost, rozpaczliwie błaga o pomoc. Przyjęła rolę ofiary wobec całego otoczenia i często trudno jej się z tą rolą rozstać.

Marzy o księciu z bajki, który ją uratuje. Wybiera typ mężczyzny „obrońcy” i wiąże się z nim z niewłaściwych pobudek. To znaczy z potrzeby, a nie z miłości.

Z pozoru ma się świetnie, gra przed otoczeniem osobę zadowoloną z życia, podczas gdy w środku odczuwa ogromny smutek i przygnębienie;

Tkwi w nierzeczywistym związku – woli karmić się marzeniami niż konfrontować z rzeczywistością. Snuje różne scenariusze o tym, jak miałaby wyglądać jej relacja, ponieważ związek, w którym faktycznie trwa, nie spełnia jej oczekiwań i jest źródłem cierpienia;

Wpadła w pułapkę uzależnienia od mężczyzn, bólu i emocjonalnej huśtawki. W związku z porządnym facetem doskwierałby jej brak adrenaliny, a ona, jak każdy uzależniony bezwzględnie jej potrzebuje, dawka adrenaliny płynąca z rozchwianej relacji uśmierza wewnętrzny ból, któremu boi się stawić czoła;

Woli wiązać się z mężczyznami, w świecie których może zaprowadzić porządek; w ten sposób uchyla się przez odpowiedzialnością za własne życie;

 

Drzemie w Tobie moc

Warto wiedzieć, że kiedy kobieta, która kocha za bardzo w końcu oprzytomnieje i postanowi przejąć stery swojego życia stanie się wspaniałą i niezwyciężoną wojowniczką na wszystkich frontach. Otworzą się przed nią wszystkie drzwi, a w razie potrzeby, ona sama je otworzy. Jeżeli dodatkowo znajdzie w sobie odwagę, by zawalczyć o zasady moralne, według których żyje, odnajdzie się w dowolnym środowisku i na każdym polu zacznie odnosić sukcesy.

Być może nie uniknie zazdrości ze strony innych kobiet. Ich motywacja będzie oczywista: one nie potrafiły wydostać się z potrzasku ani nie zdobyły się na to, by przerwać toksyczny krąg w jakim żyją, tak, jak dokonała tego ona. Nie doświadczą również tej wewnętrznej przemiany, która uczyniła z niej świadomą swojej wartości kobietę, jaką jest obecnie.

 

Sugerowane rozwiązania

Aby wyrwać się z emocjonalnego uzależnienia można wykorzystać kilka praktycznych porad:

– Podejdź do lustra, w którym na co dzień się przeglądasz. Zamiast skupić się na tym, czego w sobie nie lubisz, zwróć uwagę na cudowne rysy i wyjątkowe piękno, jakie masz w sobie. Zachwyć się kształtem twojego nosa, wyraźnie zarysowanymi ustami, blaskiem spojrzenia. Następnie patrząc sobie głęboko w oczy, wypowiedz głośno swoje imię – nawet jeżeli poczujesz się skrępowana –: Aniu, kocham cię i akceptuję cię taką, jaka jesteś.

– Pomódl się krótką modlitwą, w miarę możliwości postaraj się zrobić to rano. Weź parę głębokich oddechów i udaj się do własnego wnętrza. Skieruj kilka słów do tej dziewczynki, którą wciąż w tobie mieszka: „Spokojnie, moja kochana. Już dobrze, maleńka, nie bój się, ponieważ od tej pory, ja, dorosła Anna, zaopiekuję się tobą. Przy mnie nic ci nie grozi. Ja się tobą zajmę. A nad nami obiema czuwa Bóg, który kocha nas miłością bezwarunkową”.

Proces wewnętrznego uzdrowienia to długa i trudna droga, ale naprawdę warto w nią wyruszyć. Dopiero, kiedy ją przemierzymy, będziemy potrafiły dokonać mądrego wyboru, wiążąc się z odpowiednim mężczyzną i, co ważniejsze, z właściwych pobudek.

 

Artykuł ukazał się w hiszpańskiej edycji portalu Aleteia

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail