Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Rodzina na etacie: mama, tata, praca i dzieci

ZMĘCZONA MATKA
Shutterstock
Udostępnij

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie ma urlopu od bycia mamą. Można, a nawet trzeba mieć czas dla siebie, tylko dla siebie, dla siebie i męża, dla siebie i przyjaciółki, czas na spokojne pogrążenie się w modlitwie.

Jakiś czas temu na Facebooku krążyła (czeska bodajże) reklama, w której główna bohaterka siedzi cały dzień z małym dzieckiem na kanapie przed telewizorem. Kiedy wraca do domu mąż, ona w popłochu rozrzuca zabawki i ubranka, i robi minę cierpiętnicy, a dom wygląda, jakby przeszło po nim tornado.

Wielu mężczyznom (i kobietom) wydało się to zabawne, bo co tak naprawdę ta młoda mama robi w domu…

Przyznaję, czasem mamy spokojniejsze dni. Dziecko słodko śpi na spacerze, a my mamy czas, by poczytać książkę na ławce w parku. Dzieci odwiezione do przedszkola, jakimś cudem nie zrobiły przed wyjściem bałaganu (albo same go posprzątały), a mama z kubkiem gorącej kawy i błogą miną zasiada do pisania tekstu (siłą woli powstrzymując się przed wstawieniem jeszcze raz nierozwieszonego na czas prania czy odkurzania podłogi).

Ale innym razem maluszek ma cały dzień kolkę, przedszkolaki rozchorowały się lub co najmniej jedno z nich nie chce zostać w przedszkolu (to znaczy, chce, ale w towarzystwie mamy).

Czytaj także: Żona i mama: jak pogodzić te role, gdy rodzi się pierwsze dziecko

Popraw koronę i… do dzieła

W nocy się budzą, w dzień marudzą, roznosi je energia, ale skierowana jedynie na ucieczkę w odwrotnym niż dom kierunku, natomiast idąc w stronę rzeczonego domu, mdleją ze zmęczenia. Do tego mamę boli głowa, ale nie może wziąć zwolnienia od bycia mamą.

I tu przypomina mi się kolejna, tym razem telewizyjna i do znudzenia powtarzana reklama w zeszłorocznym okresie jesienno-zimowym. Chodziło o jakieś lekarstwo. Nie ma urlopu od bycia mamą, chociaż mama chciałaby o taki poprosić swoją córeczkę, bo rozbiera ją przeziębienie. Lepiej zaaplikować sobie super-hiper-mega mocną pigułkę typu „padnij-powstań”.

No właśnie, co to za praca, której niby nie ma, a jest, od której nie ma urlopu? Nie ujmuję tutaj nic tatusiom, bo pary rozmaicie dzielą się obowiązkami. Są takie, w których panuje idealna równowaga pomiędzy pracą zawodową a pracą w domu. Każdy rodzic wywiązuje się z niej pół na pół. Choć to mamy mają urlopy wychowawcze, mamy rodzą i karmią piersią dzieci, więc idealnej równowagi i tak nie ma i nie będzie. W innych panuje bardziej tradycyjny podział obowiązków. Tatuś tyra na całą familię, a mama tyra w domu. Najgorzej jest chyba, gdy mama ma dwa etaty, w pracy i w domu, a tata tylko jeden.

Czytaj także: „Jak się chce, to z dzieckiem można wszystko”, czyli matka pracująca

 

Nagroda od prezesa

To również bardzo delikatna kwestia, bo czy można nazwać pracą przytulenie się do stęsknionego dziecka, wspólne zbieranie liści w parku czy przyjmowanie w podarku swojego portretu z podpisem „Mamo, kocham cię”?

Ale nie oszukujmy się, praca zawodowa również jest zazwyczaj przyjemnością (jeśli dobrze ją wybraliśmy), choć oczywiście żadna nagroda prezesa nie może się równać z własnoręcznie ulepioną przez naszą latorośl glinianą rzeźbą.

Kluczowa jest możliwość wypoczynku. Dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nie ma urlopu od bycia mamą. Można, a nawet trzeba mieć czas dla siebie, tylko dla siebie, dla siebie i męża, dla siebie i przyjaciółki, czas na spokojne pogrążenie się w modlitwie… Czas na chorowanie, jeśli organizm odmawia posłuszeństwa. Zarwane noce, stresy i lęki o chorujące pociechy, stawanie na rzęsach, by obiad był ugotowany, ubranka poprasowane, a paznokcie pomalowane, bo mąż o to poprosił, to wysiłek godny olimpijczyka.

 

Byłabym supermenem…

I supermenką, tak jak to pokazała 15 lat temu Elżbieta Jabłońska, malarka, w „Zachęcie”. Na wielkich zdjęciach mogliśmy podziwiać ją pozującą z synem na kolanach w stroju supermena, spidermena, batmana. Kiedy oglądałam tę wystawę, sama nie mogłam wczuć się jeszcze w położenie artystki, czyli de facto każdej mamy. I taty.

„Mama ma etat w domu” – taką książkę napisała kilka lat temu Izabela Górnicka-Zdziech, matka trójki dzieci, która zachęca czytelniczki, by pozostały w domu przez okres, kiedy dzieci są małe, gdy najbardziej potrzebują mamy. Dzięki temu mają czas, by „włączyć na luz”, upiec w kuchni prawdziwe ciasto, czytać dzieciom książki, po prostu z nimi być.

Nie jest to wcale pójście na łatwiznę, bo jak każda decyzja życiowa wymaga wyrzeczeń – robimy przerwę w karierze zawodowej, nie mamy własnych pieniędzy, tylko „mężowskie”, a wielu osobom z naszego otoczenia wydaje się, że nic nie robimy, tylko „siedzimy z dziećmi”. Trzeba więc od czasu do czasu przypominać, że mama ma etat w domu.

Czytaj także: Mąż nie pomaga mi w domowych obowiązkach

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail