Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Przeżyła rzeź w Rwandzie. Ocalała, aby mówić i przebaczyć

Immaculée IIibagiza
Udostępnij

Immaculée IIibagiza razem z siedmioma innymi kobietami siedziała skulona na podłodze maleńkiej łazienki, w której ukrył je pastor. Z podwórza dolatywały wściekłe głosy oprawców.

Zabiłem już 399 tych karaluchów, ona będzie 400 – krzyczał jeden z oprawców. W Rwandzie trwała właśnie rzeź Tutsi. W ciągu trzech miesięcy wymordowano milion ludzi.

***

Immaculée  urodziła się w raju, a przynajmniej tak jej się wydawało. Otoczona miłością obojga rodziców, uwielbiana przez braci, zaprzyjaźniona z całą wioską dziewczynka nie bała się niczego. Może tylko nie lubiła zostawać sama w ciemności.

Pewnego razu nauczyciel w szkole kazał wstać wszystkim dzieciom z plemienia Tutsi. Immaculée siedziała zdezorientowana. Nie wiedziała, co ma robić, bo nikt w domu nie powiedział jej, czy jest z Tutsi czy Hutu. Rodzice nie sądzili, że przynależność plemienna ma znaczenie, ludzie dzielili się na dobrych i złych, nie na Tutsi i Hutu.

 

Znajomi nie mogą zabijać

Nie wszyscy jednak byli tego zdania. Na początku 1994 roku coraz częściej można było usłyszeć w radio komunikaty: „Te karaluchy Tutsi są tu tylko po to, żeby nas zabić. Nie ufajcie im. To my, Hutu, musimy działać pierwsi”. Ludzie stawali się coraz bardziej nerwowi, ale nie chcieli wierzyć, że radiowe groźby zostaną wcielone w życie. Widząc strach Immaculée, tato zapewniał z uśmiechem, że ją obroni. Chcąc chronić córkę powiedział jej, aby zatrzymała się u znajomego pastora z plemienia Hutu. Zapewniał, że za kilka dni, kiedy sytuacja się uspokoi, sam po nią przyjdzie.

Immaculée nie chciała zostawiać ojca, ale on czuł się odpowiedzialny za rodzinę i za ludzi, którzy ufając mu, przychodzili prosić o pomoc. Kiedy tylko odprawił córkę, poszedł do swojego dobrego znajomego, burmistrza z plemienia Hutu, błagać o ochronę i żywność dla zgromadzonych na stadionie uchodźców. Został zastrzelony, kiedy tylko się pojawił. Immaculée czekała na ojca ukryta w maleńkiej łazience pastora. Nie traciła nadziei na szczęśliwe zakończenie. W końcu wśród Hutu mieli wielu dobrych znajomych, którzy z pewnością mogli im pomóc.

 

Trzy miesiące w kryjówce

W mikroskopijnej kryjówce leżało na sobie osiem przerażonych kobiet, którym nie wolno było mówić, aby się nie zdradzić. Immaculée spędziła tak trzy miesiące. Nieustannie się modliła, czuła, że nie potrafi robić już nic innego. Walczyła w niej naturalna nienawiść do morderców i wyniesione z domu przekonanie, że wszyscy, także ci najgorsi, są Bożymi dziećmi.

Szukając sposobu, aby oderwać myśli od rozgrywających się na zewnątrz okropności, postanowiła poprosić pastora o słownik francusko-angielski i zaczęła uczyć się nowego języka. Mężczyźnie pomysł wydał się absurdalny, ale przystał na jej prośbę i przyniósł jej potrzebne książki. Immaculée miała już swój plan. Kiedy to wszystko się skończy będzie pracować w ONZ i w ten sposób chronić bezbronnych ludzi. A do tego potrzebny jej był angielski.

 

Spustoszona Rwanda

Służący pastora w końcu zaczął coś podejrzewać i doniósł na niego do Hutu. Mordercy przetrząsnęli cały dom, ale nie znaleźli ukrywających się kobiet. Zapowiedzieli jednak, że jeszcze tu wrócą. Zależało im szczególnie na Immaculée, bo okolica domu pastora była ostatnim miejscem, w którym ją widziano. Jedynym ratunkiem wydała się ucieczka do francuskich wojsk, które po trzech miesiącach rzezi przybyły do Rwandy organizować azyl dla ocalałych.

Udało im się. Immaculée chciała wracać do domu i rodziny, ale jej dom został doszczętnie spalony, a rodzina wymordowana. Jedyne, co jej pozostało to sen, w którym widziała bliskich szczęśliwych i proszących ją, aby nie pogrążała się w rozpaczy. Wierzyła, że ten sen jest odpowiedzią na jej modlitwy. Próbowała wracać do życia.

 

Praca w ONZ

Nie porzuciła planów pracy w ONZ i kiedy tylko było to możliwe, udała się do jej siedziby. Sekretarka odprawiła ją z kwitkiem, ale na schodach zatrzymał ją mężczyzna, który na wieść o tym, że szuka pracy, wręczył jej wizytówkę i poprosił, aby przyszła następnego dnia. Był to Pierre Mehu, rzecznik prasowy Misji ONZ ds. pomocy Rwandzie. Wysłuchał historii Immaculée i jej zmagań z nauką angielskiego. Zaproponował przyspieszony kurs języka i pracę. Powiedział, żeby od tej pory zwracała się do niego z każdym problemem jak do ojca.

Nigdy nie żałował okazanego serca. W 1998 roku Immaculée emigrowała do USA i rozpoczęła pracę w ONZ w Nowym Jorku. Zanim opuściła kraj, postanowiła zrobić jeszcze jedną, najtrudniejszą w swoim życiu rzecz.

 

„Hutu to diabły”

Kiedy przebywała jeszcze w ochranianym przez Francuzów obozie dla uchodźców zaprzyjaźniła się z kapitanem oddziału. Mężczyzna chciał się zemścić na Hutu za ich zbrodnie. W czasie rozmowy w cztery oczy zaproponował, żeby podała mu nazwiska morderców jej rodziny, a on natychmiast rozkaże ich zabić. „Hutu to diabły, nienawidzę ich wszystkich” – dodał. Immaculée czuła, że zemsta nie przyniesie jej ukojenia. Nie skorzystała z propozycji kapitana. Pragnęła zdobyć się na coś innego i po to zjawiła się w rodzinnych stronach

„Chcesz zobaczyć szefa gangu, który zabił twoją matkę i brata?” – spytał nowy burmistrz miasta, dawny przyjaciel jej ojca. Tak, zależało jej na tym. Burmistrz przywlókł za sobą z więzienia rozczochranego, utykającego starca w poszarpanym ubraniu. Immaculée od razu go rozpoznała. Był niegdyś dobrze prosperującym biznesmenem o nienagannych manierach, w podstawówce często bawiła się z jego dziećmi. W czasie masakry dołączył do mordujących, a matka i brat Immaculée byli tylko jednymi z jego ofiar. To on, w czasie kiedy ukrywała się w łazience, krzyczał, że chce ją zabić, żeby mieć na koncie kolejnego „karalucha”. To on ograbił dom jej rodziców i zabrał maszyny rolnicze jej ojca. Immaculée patrzyła na łkającego przed nią człowieka, czekającego na słowa nienawiści, oplucie.

Dotknęła lekko jego dłoni i zrobiła to, po co tu przyszła. „Przebaczam ci. Przebaczenie to jedyne, co mogę dać” – powiedziała.

*Na podstawie książki „Ocalona, aby mówić” Immaculée IIibagiza, Duc in Altum, Warszawa 2010

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail