Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy nacjonalizm może być katolicki? Kard. Wyszyński o Polsce i narodzie

STEFAN KARDYNAŁ WYSZYŃSKI
EAST NEWS
Udostępnij

„Współcześnie w miarę, jak narody poganieją, zdobywa sobie wpływy pogański nacjonalizm. Powoduje to przecenianie się i samouwielbienie […], a wreszcie dyktaturę egoizmu narodowego […]. To wielkie zło współczesnego świata zwalczać można i trzeba!” – pisał późniejszy Prymas Tysiąclecia.

Ostatni Marsz Niepodległości w Warszawie, a także demonstracja z okazji 11 Listopada we Wrocławiu znów dały niepokojącą okazję do zastanowienia się nad wzajemnymi związkami nacjonalizmu i katolicyzmu w Polsce.

 

Nacjonalizm zgodny z ortodoksją?

Szermujący ksenofobicznymi, antysemickimi i rasistowskimi hasłami członkowie ONR-u i grup mu podobnych deklarują otwarcie, że są członkami Kościoła rzymskokatolickiego. Co więcej, uważają, że ich kontrowersyjne poglądy są w całości zgodne z katolicką ortodoksją, jak również z kościelną nauką społeczną.

Polscy nacjonaliści niejednokrotnie powołują się przy tym, usprawiedliwiając swe gorszące wielu słowa i działania, na autorytet św. Jana Pawła II oraz kard. Stefana Wyszyńskiego. Uważają, że te dwie wielkie postaci polskiego katolicyzmu stworzyły spójną i wyjątkowo w obecnych czasach aktualną tzw. „teologię narodu”. Zdaniem nacjonalistów, teologia taka nie kłóci się z uniwersalistyczną misją Kościoła. Czy tak jest w istocie?

 

Kard. Wyszyński: każdy naród ma misję

Ks. Stefan Wyszyński podstawy swej refleksji na temat wzajemnych związków narodu polskiego z katolicyzmem zawarł w stworzonej podczas II wojny światowej książce Miłość i sprawiedliwość społeczna. Rozważania społeczne. Napisał w niej znamienne słowa, na które często powołują się orędownicy „integralnego” (jak – nie przypadkiem – powtarzają  za Romanem Dmowskim) związku katolicyzmu i polskości:

W każdym narodzie ma Bóg swoje dzieje. Działanie Boże na bogatej glebie przyrodzonych własności narodu kształtuje się w nowe zgoła odmienne, bogate formy. Jakże inaczej wygląda życie religijne i cześć Boża w naszej Ojczyźnie, rozmodlonej pieśnią Godzinek i Gorzkich żalów, mocą rezurekcji i radością dziecięcą nabożeństw majowych, a jak odmienny przybiera charakter w dziejach narodu Joanny d’Arc… A wszystko to w organizmie jednego Kościoła powszechnego.

Wyszyński istotnie sądził, że narody są stwarzane przez samego Boga (to „wspólnoty naturalne”, podobnie jak rodziny). Tym samym każdy z nich ma do wypełnienia pewną misję w dziejach zbawienia.

Bóg, który wychowuje narody, który wprowadza je na światło żywota, wyznacza im też miejsce i czas w dziejach i posługuje się nimi w wykonywaniu swego wspaniałego planu opatrznościowych swych rządów nad światem – tłumaczył.

 

Polska – naród wybrany?

Przyszły prymas zakładał, że taką szczególną misję otrzymał również od Stwórcy naród polski. Wyszyński, tłumacząc, na czym ona polega, przedstawiał mocno wyidealizowany obraz polskości i Polaków.

Twierdził, że zawsze zachowywaliśmy „wierność Kościołowi i Maryi”, a „Polska zawsze stawała w obronie Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej”. Utrzymywał przy tym, że dzięki przywiązaniu do chrześcijaństwa (a katolicyzmu w szczególności) „walki nasze nie miały nigdy charakteru walk zaborczych”.

Wyszyński naprawdę wierzył, że Polaków cechuje „wybitna szlachetność charakteru”, która swój wyraz znajdowała od wieków „w tolerancji religijnej i politycznej, braku mściwości i chęci odwetu wobec wrogów, jak również w tym, że obcy nam był duch krwawej rewolucji”.

Zdaniem przyszłego arcybiskupa Warszawy Polacy zawsze miłowali też „wolność, równość i sprawiedliwość”. Pisał, że „gdy w całej Europie walczono o podniesienie władzy królewskiej, u nas ujmowano się za poprawą bytu chłopów i plebsu”.

Można powiedzieć, że w naszych czasach historycy nieco inaczej patrzą na dzieje Polski, a współczesna rzeczywistość naszego kraju, co daje się zauważyć gołym okiem, mocno odbiega od idealistycznego obrazu narodu polskiego, w jaki wierzył ks. Wyszyński.

Nie bardzo tym jednak zdają się dziś przejmować nasi rodzimi nacjonaliści. W razie czego zawsze mogą się podeprzeć autorytetem wielkiego prymasa tysiąclecia, by ochoczo krzyczeć, że są „prawdziwymi” Polakami i katolikami. Sprawa nie wygląda jednak tak prosto, jak myślą.

 

Pogański nacjonalizm

W swojej napisanej podczas wojny książce Wyszyński zauważył też bowiem, że:

współcześnie w miarę, jak narody poganieją, zdobywa sobie wpływy pogański nacjonalizm, który jest siłą odśrodkową, rozbijającą resztki dawnej chrześcijańskiej rodziny ludów. Pogański nacjonalizm wynosi naród ponad człowieka. Powoduje to przecenianie się i samouwielbienie […], a wreszcie dyktaturę egoizmu narodowego […]. To wielkie zło współczesnego świata zwalczać można i trzeba!

Przyszły prymas Polski dodawał również takie wyjaśnienie:

Dopiero w obliczu Boga można zrozumieć, że żadnego narodu ani jego dziejów nie można bezkarnie wynosić ponad inne narody. W planach Boskiej Opatrzności każdy naród ma swoje właściwe miejsce.

Zatem naród przestaje być narodem chrześcijańskim w chwili, gdy ponad wymogi chrześcijańskiej nauki i moralności stawia swe własne egoistyczne cele i wywyższa siebie ponad inne narody (szczególnie zaś – wedle Wyszyńskiego – „chrześcijańskie narody” w Kościele powszechnym).

„Spoganiały nacjonalizm” swoje okropne ucieleśnienie znalazł w hitleryzmie. Może dlatego po II wojnie światowej, a szczególnie po II soborze watykańskim, teologiczna refleksja na temat narodu stała się w Kościele zdecydowanie mniej popularna niż w pierwszych dekadach XX w. (gdy ochoczo oddawali się jej myśliciele katoliccy w Niemczech, Francji, Włoszech i innych europejskich krajach). W Polsce – przede wszystkim dzięki kard. Wyszyńskiemu – stało się inaczej.

 

Broń przeciwko władzy komunistycznej

„Teologia narodu” – myśl o szczególnym wybraństwie Polski, ucieleśnionym m.in. w politycznych klęskach Polaków – okazała się wcale poręcznym orężem w walce z komunistami. Nic dziwnego, że św. Jan Paweł II świadomie podejmował wątki tej teologicznej refleksji (szczególnie podczas pielgrzymek do ojczyzny).

Jednak bez wątpienia Wojtyła doskonale zdawał sobie też sprawę, że łączenie teologii z rozważaniami na temat narodu bywa dość niebezpieczne. Na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1995 r. podkreślał, że:

należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak się to niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu».

 

Jak pogodzić nacjonalizm z uniwersalizmem Ewangelii?

Nie przypadkiem, jak się zdaje, owe słowa św. Jana Pawła II przytoczyli wiosną tego roku polscy biskupi w oficjalnym dokumencie Chrześcijański kształt patriotyzmu. Dla nacjonalizmu istotnie trudno znaleźć niebudzące kontrowersji teologiczne uzasadnienie w Objawieniu.

Zwolennicy „nacjonalizmu chrześcijańskiego” zwykle powołują się w swojej argumentacji na Stary Testament i wybraństwo Izraela. Zwykle (i trudno im się dziwić) nie odnoszą się jednak do biblijnej opowieści o wieży Babel oraz do uniwersalizmu Ewangelii tak często podkreślanego na kartach Nowego Testamentu.

Mimo to prawdą jest, że w historii Kościołowi zdarzało się zawierać z nacjonalistami alianse. Pytanie tylko, czy było to słuszne. Może jednak bliższe autentycznemu chrześcijaństwu są poglądy, które wyraził już w II w. autor Listu do Diogneta. Napisał on, że

chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast […]. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. […] Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba.

Tak przedstawione chrześcijaństwo trudno byłoby chyba z nacjonalizmem łączyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail