Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dom – to miejsce w nas samych

SAMOTNA KOBIETA
Aricka Lewis/Unsplash | CC0
Udostępnij

Dom – to pozornie cztery ściany i dach. W wersji od kawalerki na ósmym piętrze albo domu jednorodzinnego o kilkuset metrach powierzchni. Dom jest czymś, co nosimy w sobie przez całe nasze życie.

Dom – nie tylko cztery ściany

To taka przestrzeń w nas samych, która pozwala czuć się na miejscu. Z odwagą wchodzić w nowe. Nie potrzebujemy wtedy potwierdzenia dla swoich wartości i praw, mniej nas interesuje, co ludzie powiedzą. Nasz dom wewnętrzny sprawia, że czujemy się kochani i bezpieczni, mimo nieraz wielkich przeciwności.

Wewnętrzny dom nie bierze się znikąd. Taki solidny dom własnego serca buduje się od najwcześniejszych lat. Cudownie, jeśli przychodzące na świat dziecko od razu doświadcza bezpiecznej przystani własnego domu: to znaczy ludzi, którzy je przyjmują i przyjmują siebie nawzajem. Bo dom rodzi się tam, gdzie jest właśnie to: przyjęcie siebie nawzajem. Akceptacja i radość z tego, że jesteś.

 

Dom – obóz pracy czy bezpieczna przystań?

Tę akceptację widać, słychać i czuć. Kiedy mąż albo żona wraca do domu, przytulają się, całują i dają znać, że „dobrze, że jesteś”. Podobnie dzieciaki. Nie, nie „zdejmij buty, ofermo, gdzie się w nich ładujesz!”, ale właśnie wyjściowe „dobrze, że jesteś”. „Dobrze cię widzieć”. Wtedy właśnie wiesz, że jesteś u siebie. Potem naturalne staje się, że z szacunku dla tej drogiej przestrzeni i pracy domowników zdejmiesz buty. Nie jako ktoś obcy, ale domownik.

Bo i tak może być. Dom – mimo stołu i kwiatków na nim – może być obozem pracy, więzieniem, salą egzaminacyjną. Jest taki, jakim go tworzą ludzie. Żona zafiksowana na perfekcyjnym porządku zobaczy w swoim własnym mężu i dzieciach intruzów, którzy zaburzają ład. Ojciec z obsesją grafiku i wybitnych osiągnięć w szkole będzie w nim jedynie rozliczał bliskich z wykonania zadań.

Wspólny posiłek? Nie wierzmy w jego mit – że wystarczy spotkać się przy stole. Rytualny obiad nie zbuduje więzi, jeśli staje się egzaminem z etykiety, miejscem detonowania frustracji czy poligonem wyrzutów. I roladki z kluskami staną wtedy w gardle, a dzieci najlepiej zapamiętają wzorki na obrusie, przechodzone w myślach, by czas jakoś dobiegł do końca.

 

Dom to nie hotel

Jeśli ludzie czynią dom nieznośnym, łatwo się z niego ucieka. O, jak ważna staje się praca, jak dobrze się w niej zostaje po godzinach! Gdy wiadomo, że po powrocie tak naprawdę zmieni się tylko etat, bo w naszym domu nie ma rytuałów odpoczynku, bliskości, zwolnienia obrotów, poczucia humoru. Jest kierat, bo wszystko musi być zrobione. Jak szybko wtedy traci się nastolatki, które idą w długą – i rodzice mają tyle wyrzutów, że dom stał się dla nich „jak hotel”.

To całkiem możliwe. Jeśli przez lata nie udało się stworzyć przestrzeni, gdzie każdy czuje się najbardziej „u siebie” i blisko z innymi, to pozostają meble i godziny odliczane, by gdzieś się wyrwać. Gdzieś, gdzie człowiek poczuje się ważny i kochany.

A przecież te zastępcze domy – praca, grupa czy pasja, na rzecz której zalicza się kompletny odlot – nie zapełnią pustki po tym pierwszym domu. I w chwili, gdy nikogo w pobliżu nie ma, a ostatni projekt został wypchany na deadline, odezwie się twoja bezdomność. Zaboli cię ta rana. Jeszcze bardziej i mocniej z każdą stratą bliskiej osoby, z którą czułeś się „jak w domu”.

 

Jezus szuka mieszkania

Mogło być różnie. Mogło Ci w życiu zerwać dach znad głowy, bo nigdy nie kończyło się w nim tsunami kłótni. I żyjesz jak w namiocie rozpiętym na kijku, w ciągłym lęku. Mógł ci twój dom przypominać kostnicę, gdzie strach było wypowiedzieć słowo, by nie poleciał złośliwy komentarz. Mógł być tak bezstresowy, że wołałeś o miłość, robiąc rzeczy na krawędzi życia i śmierci, a rodzice nic. Dalej oglądali telewizję.

Dla Ciebie jest dobra nowina. Widziałam ogłoszenie, że Jezus będzie szukał w tych dniach mieszkania. Metraż nieistotny, warunki też, bo historia pokazuje, że wystarczą mu okoliczności polowe. Jak zwykle bardziej interesują Go ludzie niż rzeczy. Interesujesz Go Ty.

Im większa Twoja wewnętrzna bezdomność, tym bardziej pragnie Ci dotrzymać towarzystwa. Proponuje wymianę: jeśli Ty Go przyjmiesz, On sprawi, że poczujesz się sam bez końca przyjęty. W jego ramionach – u siebie. I „w domu”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail