Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Życie w rytmie respiratora. O Robinie Cavendishu, bohaterze filmu „Pełnia życia”

ROBIN CAVENDISH, PEŁNIA ŻYCIA
LFI/Avalon.red/REPORTER | Robin Francis Cavendish/Facebook
Udostępnij

„Mój ojciec mógł zostać w szpitalu, ale nie uważał, że to najlepsze życie z możliwych. Wolał być oddzielony od śmierci o zaledwie dwie minuty, ale żyć pełnią życia” – mówi Jonathan Cavendish, syn Robina i jednocześnie producent nowego filmu.

Dwie minuty – tyle wystarczyło, by odłączony od maszyny Robin Cavendish umarł. Gdy zabrakło prądu, żona i syn rytmicznie ściskali balon z powietrzem, zamieniając się w żywy respirator. Pewnego razu – nie dość, że półtora tysiąca kilometrów od domu, to jeszcze na poboczu drogi – pobili w tym 36-godzinny rekord.

 

Robin Cavendish i choroba Heinego-Medina

Nim Robin Cavendish usiadł na wózku wyposażonym w respirator i zmienił życie tysięcy niepełnosprawnych, zebrał sporo doświadczeń. Urodził się w 1930 roku w Middleton. Po ukończeniu college’u wstąpił do Królewskiej Akademii Wojskowej w Sandhurst. Opuścił ją po 7 latach (ze stopniem kapitana) i zdecydował, że będzie handlował herbatą w Afryce.

Jednak za swój największy sukces poczytywał zdobycie serca pięknej Diany Blacker, do której jego rówieśnicy mogli tylko wzdychać w ukryciu. Po ślubie (w 1957 r.) Robin zabrał żonę do Kenii i wkrótce dowiedział się, że na świat przyjdzie jego pierwsze dziecko. Czuł, że niczego więcej mu w życiu nie potrzeba. Ale jak to ze szczęściem bywa – wystarczy chwila, by rozpadło się na kawałeczki jak porcelanowa figurka.

28-letni Robin zaczął czuć się źle. Zaledwie w ciągu kilku dni wylądował na szpitalnym łóżku, z rurą w szyi, podłączony do oddychającej za niego maszyny. Gdy Diana zapytała lekarza, kiedy cofną się te zmiany, usłyszała: „To polio. Paraliż od szyi w dół jest nieodwracalny. Pani mężowi zostały może 3 miesiące życia”.

Jednak po 12 miesiącach Robin żył nadal, skrajnie załamany. Błagał, by odłączyć go od respiratora. Swojej zaledwie 25-letniej żonie powtarzał: „Zaczniesz od nowa”. Ale ona, choć rozumiała jego rozterki, nie chciała pozwolić mu odejść. Każdy, kto ją znał, mówił: to była po prostu miłość.

 

Cavendish & Hall, czyli wózek z respiratorem

Diana zaaranżowała… ucieczkę i zabrała męża do domu. Lekarze łapali się za głowy, ale ona dobrze wiedziała, co ją czeka. Ukradkiem podpatrywała pielęgniarki, więc zdawała sobie sprawę, jak wygląda pielęgnacja sparaliżowanej osoby. „Moja mama musiała stać się świetnie zorganizowana, kompetentna i odważna” – wspomina Jonathan Cavendish.

Kiedy Robin opuszczał szpital, pacjenci chorzy na polio po cichu mu zazdrościli. Wielu z nich zostało zamkniętych w maszynach zwanych „żelaznymi płucami”. To rodzaj respiratora generującego podciśnienie, stworzonego w l. 20. ubiegłego stulecia. Co ciekawe – kilka takich maszyn jest w użyciu do dziś. W jednej z nich – już 66 rok! – mieszka doktor prawa, Paul Alexander. W latach 50. i 60. takie „więzienie” było dla wielu chorych jedyną szansą na życie.

 

ŻELAZNE PŁUCO
Wikipedia | Domena publiczna
Żelazne płuco w użyciu, fotografia ilustracyjna.

 

Robin, który wrócił do domu i miał się świetnie, dał pacjentom z polio wielką nadzieję. Organizował przyjęcia, spotykał się z przyjaciółmi, uwielbiał żartować. Ludzie lgnęli do niego, poszukując wsparcia i pocieszenia. Sami też chętnie mu pomagali. Jedną z takich osób był Edward Thomas Hall – naukowiec, profesor Oxfordu. W 1962 roku Robin poprosił go o skonstruowanie fotela na kółkach, połączonego z respiratorem. Dzięki temu wynalazkowi mógł wychodzić z rodziną na spacery i… podróżować! Na początku w rodzinnym vanie, z synem na kolanach. A potem np. samolotem do… Hiszpanii!

 

Wózkiem po Hiszpanii, czyli „Pełnia życia”

I właśnie podczas tej podróży – jak opisuje Jonathan Cavendish – „biedny stary wujek podłączył wózek mojego taty do złego gniazdka. Był ogień i dym, zarówno van jak i wózek zatrzymały się. Musieliśmy siedzieć tam przez 36 godzin i pompować tlen ręcznie. Pamiętam to bardzo dobrze, bo miałem 8 czy 9 lat i kiedy przyszła moja kolej, mama powiedziała: Na litość boską, nie zaśnij, bo to zabije twojego ojca – wspomina ze śmiechem. – Hiszpanie, którzy do nas przychodzili, byli trochę przerażeni moim ojcem i jego maszyną. Ale on ich uspokoił, jak to zawsze robił”. Półtora dnia później na miejsce dotarł prof. Hall i naprawił co trzeba.

Robin zdobył sponsora na produkcję wózków. W końcu wymógł też na ministerstwie ich finansowanie. To nie wszystko! W 1970 r., wspólnie z dr. G.T. Spencerem, specjalistą od polio, założył organizację charytatywną „Refresh”, która doprowadziła do powstania ośrodka wypoczynkowego dla niepełnosprawnych i ich rodzin (Netley Waterside House w Southampton). Robin testował kolejne udogodnienia dla chorych na polio, występował na medycznych konferencjach. Udowadniał, że w niepełnosprawności nie chodzi o to, żeby przeżyć, ale – żyć naprawdę. „Jego pozytywne nastawienie było niesamowite i całkowicie zaraźliwe” – podkreśla Jonathan.

W l. 90. zaczęły się krwotoki. 64-letni Robin usłyszał, że prawdopodobnie wkrótce utopi się we własnej krwi. Po kilku miesiącach „pożegnalnych imprez” zdecydował się na eutanazję.

 

„Pełnia życia”, czyli syn robi film o rodzicach

Mimo kontrowersyjnego zakończenia „Pełnia życia” to przede wszystkim opowieść o pasji, miłości i sile, która znajdzie się na wyższych filmowych półkach (zwłaszcza za sprawą głównego aktora, Andrew Garfielda). Nie brakuje w niej też soczystego humoru! „Nie chciałem zrobić hagiografii. Nie chciałem niczego wyolbrzymiać. Większość historii o niepełnosprawnych jest dołująca. Ja chciałem zrobić ten film, ponieważ czułem, że życie moich rodziców nie było depresyjne. Było raczej zupełnym przeciwieństwem” – podkreśla Jonathan, syn Robina i Diany, i jednocześnie producent filmu.

 

 

Diana Cavendish, która ma w tej chwili 85 lat, też zachwyciła się produkcją. Jedynym zastrzeżeniem był kapelusz, który Claire Foy miała na głowie w jednej ze scen. „W życiu bym takiego nie założyła” – podkreśliła.

„Pełnia życia” (Breathe), reż. Andy Serkis, aktorzy: Andrew Garfield, Claire Foy, Tom Hollander, Hugh Bonneville, Diana Rigg. Premiera w Polsce: 2 lutego 2018. 

Źródła: rotary.org, dailymail.co.uk, independent.co.uk, „Pełnia życia”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail