Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cinema Albert, czyli o tym jak bezdomni kręcą filmy

BEZDOMNI PRZY PRACY NAD FILMEM
Udostępnij

Programy i filmy o bezdomności, które oglądaliśmy, były tak naiwne i nieprawdziwe, że aż wydawały nam się śmieszne. O bezdomności powinni opowiadać sami bezdomni – mówią twórcy grupy Cinema Albert Production działającej przy wrocławskim Schronisku im. św. Brata Alberta.

Pomysł kręcenia filmów rzucił dwanaście lat temu kierownik schroniska – Dariusz Dobrowolski. Ma tutaj wśród mieszkańców ksywkę „Dobry”. „Bo on taki jest dla nas, po prostu dobry” – mówią mi. Początkowo chciał podopiecznych czymś zająć, zagospodarować im wolny czas. Płacił im na zachętę paczką papierosów za dzień na planie filmowym. Później już sami „wkręcili się w to kręcenie”.

 

Skopali bezdomnych. Nogami, bo rękami brzydzili się dotykać

Aktorami są głównie sami mieszkańcy schroniska, potrzebne dekoracje wykonują własnoręcznie. Nie dysponują właściwie żadnymi środkami finansowymi. Niedawno przedstawiciel jednej z firm dał im trochę pieniędzy, dzięki czemu budżet filmu wyniósł aż trzy tysiące złotych. „Jak jechaliśmy robić film, to nawet na kawę było nas stać po dniu pracy” – opowiadają.

Ich dzieła pokazują codzienność bezdomnych bez retuszu. Słyszymy wulgarny język, widzimy gnijące rany, w napisach końcowych skierowanych do „życia” czytamy o „łzach, które ożywają, kiedy za bardzo mnie bolisz”. Film „Mój Manhattan” swój tytuł wziął od konstrukcji wielopiętrowych łóżek, na których śpią, w „Zamkniętych” poznajemy prawdziwą historię Krzysztofa, którego ciało odnaleziono zamurowane w pustostanie. „Skopani” również opowiada o tym, co wydarzyło się naprawdę kilka lat temu we Wrocławiu.

Dwaj młodzi mężczyźni napadli na mieszkających na działkach bezdomnych i jednego z nich skatowali na śmierć, drugiego na zawsze uczynili niepełnosprawnym. Kopali nogami, bo brzydzili się dotykać ich rękami. Tytuł filmu ma podwójne znaczenie, oprócz tego dosłownego, mówi też o „skopaniu przez życie”. „Człowiek, który morza nie widział” to z kolei splatające się ze sobą historie dwóch ludzi – starego marynarza zmagającego się z uzależnieniem, który marzy o tym, żeby przed śmiercią jeszcze zobaczyć raz morze i młodego chłopaka, wychowanego w domu dziecka, który nad morzem jeszcze nigdy nie był.

 

 

Kiedyś to ja piłem ostro, zrobiłem z siebie szmatę…

„W tych naszych filmach pokazujemy ludzi z charakterem i ludzi bez charakteru” – mówi pan Tadeusz, jeden z aktorów w Cinema Albert.

Czasem nie ma komu się zaangażować, bo niektórzy ludzie się wstydzą, że nie mają swoich domów, że tutaj mieszkają. Niedawno, w grudniu, obchodziliśmy dwunastolecie istnienia, nawet przyjęcie zorganizowaliśmy, projekcję zrobiliśmy – opowiada pan Waldemar, nazywany w schronisku „Walusiem”.

„Dobre recenzje nawet były” – dodaje pan Tadeusz.

Kiedy zaczęliśmy kręcić filmy, to ja już nie piłem od dwóch lat. Kiedyś to ja piłem ostro, zrobiłem z siebie szmatę… Na premierę  jednego filmu przyszła moja była żona z najmłodszym synem. Wszystko ładnie wypadło, chodziłem dumny jak paw, bo okazało się, że ja też coś potrafię. Teraz utrzymuję kontakt z dziećmi, normalnie nazywają mnie „tatą”, wnuki „dziadziusiem”. Wie pani, usłyszeć „dziadziuś” to jest coś pięknego… – mówi „Waluś”.

 

Bezdomność bez lukru

Kilka lat temu film Cinema Albert „Się masz Wiktor” został zakwalifikowany do konkursu filmów niezależnych w Gdyni. Dla niektórych osób bezdomnych, które zaangażowały się w jego kręcenie, był to pierwszy raz w życiu, kiedy wyjechali na dłużej poza Wrocław. W czasie festiwalu poznali Andrzeja Wajdę, popularnych aktorów. Aktualnie we Wrocławiu współpracują z Dolnośląskim Centrum Filmowym. W czasie pokazów ich filmów sala jest zapełniona, a po projekcji na gości czeka poczęstunek.

Podziwiam naszych chłopaków za to, że im się chce. Mają przecież swoje problemy, swoje choroby, niektórzy są niepełnosprawni, na takich tu żartobliwie mówimy „składaki”. W filmach nie słodzimy, chłopcy wypowiadają się tak jak zazwyczaj, czyli raczej nie w stylu „bardzo cię proszę, nie przeszkadzaj mi, bo cię kopnę w pupę”, tylko dużo bardziej brutalnie – mówi Dariusz Dobrowolski.

„Pokazujemy bezdomnych takich, jakimi są” – podsumowuje „Waluś”.

Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail