Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Poruszające pożegnanie ojca z Tomkiem Mackiewiczem. „Śpij synku na Nanga Parbat wtulony w puszysty śnieg”

POŻEGNANIE TOMASZA MACKIEWICZA
Udostępnij

„Uczucia mówią nie. Rozum mówi tak. Ja go kochałem i kocham. Dla mnie on żyje” – w pierwszym wywiadzie, udzielonym programowi Uwaga! TVN, mówił Witold Mackiewicz, ojciec Tomka.

To już niemal dwa miesiące, odkąd Tomasz Mackiewicz i Elisabeth Revol utknęli pod szczytem Nanga Parbat. Dzięki niezwykłej akcji ratunkowej, przeprowadzonej przez Denisa Urubkę i Adama Bieleckiego, Francuzka wróciła do ojczyzny. Tomasz został pod „Nagą Górą” na zawsze.

Dlaczego Witold Mackiewicz zdecydował się opowiedzieć Polakom o stracie, tęsknocie za synem i bólu, który przeżywa? Jak mówi, to dla niego forma pożegnania z Tomkiem.

 

Witold Mackiewicz: Śpij synku na Nanga Parbat

„Nie tak dawno dotarło do mnie, że straciłem syna. Przyszło to, co mnie uwolniło od nadziei, która się jeszcze gdzieś tliła. Napisałem o tym wiersz” – opowiada.

Śpij synku na Nanga Parbat wtulony w puszysty śnieg, biały.

Nie straszne ci już srogie burze, broniące wejścia do chwały.

Śnij synku o naszych dysputach, które niejedną noc trwały.

Teraz już znasz odpowiedź jak wielki jest Bóg, jak wspaniały.

W rozmowie z reporterką programu „Uwaga! TVN” Witold Mackiewicz wspomina dramatyczne chwile z 24 stycznia i kolejnych dni. „Wiedziałem, że zdobył szczyt. Wiedziałem też, że on tam na górze nie mógł tego zobaczyć. Była już późna godzina. Powiedział Elizabeth: nie widzę twojej czołówki. Ona się wtedy wystraszyła, zaczęła go ściągać w dół. Przeszło tysiąc metrów ona go ciągnęła, wspomagała, on się o nią opierał. Zeszli do szczeliny, bo nie trafili na namiot, który zostawili. Tam go otuliła i powiedziała: Słuchaj, mam informację, że muszę zjeść jeszcze tysiąc metrów niżej, a po ciebie przylecą helikoptery”.

Cała rodzina oczekiwała na kolejne wiadomości o akcji ratunkowej i stanie Tomka – często sprzeczne. „Moja żona cały czas była w bardzo złej kondycji psychicznej. Medialna informacja była taka, że Elizabeth zostawiła Tomka w stanie agonalnym. A informacja do Ani (partnerki Tomka), która płynęła przez Francję była taka, że Tomek jest do uratowania. Że owszem, dopadła go ślepota śnieżna, ale jest w stanie zejść przy jakiejś pomocy”.

 

To był dla mnie nóż w serce. Ale nie mnie oceniać

Słowa pana Krzysztofa Wielickiego [kierował wyprawą na K2], że on nie pozwoli, by po Tomka szli, były dla mnie nożem w serce.

Zapytany o to, czy ma żal, że akcja ratunkowa została odwołana, ojciec Tomasza Mackiewicza odpowiada: „Nie mnie to oceniać, dlatego, że ja nigdy nie byłem powyżej Kasprowego, a na Kasprowym była piękna pogoda. Nie wiem, jak w górach jest, gdy jest śnieżyca i minus 40 stopni. Decyzja mogła być słuszna, ale decyzja o odwołaniu chłopaków, którzy siedzieli jeszcze cztery dni pod Nangą, którzy jeszcze mogli podjąć próbę… Tkwił we mnie potężny niedosyt. To był ten nóż w serce. Zabolało strasznie”.

Witold Mackiewicz wspomina też, co Tomek opowiadał o górach. „Mówił, że kiedy człowiek jest sam, tyle rzeczy może przemyśleć. I że osiągnięcie celu nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest droga do tego celu. Góry dawały mu wolność”.

To dobry obraz człowieka, który z uzależniania wyszedł w coś, co jest wspaniałą rzeczą. Nawet, gdyby była to ucieczka od codzienności. Kłopotów. To była ucieczka w rozwój. Z gór wracał innym człowiekiem. Miał inne relacje z ludźmi. Był wyciszony, pokorny do życia.

 

Niech on zostanie tam, gdzie jest

Witold Mackiewicz otrzymał z Pakistanu akt zgonu syna. W rubryce „data śmierci” widnieje 30 stycznia. „Uczucia mówią nie. Rozum mówi tak. Ja go kochałem i kocham. Dla mnie on żyje” – zapewnia. I prosi, by nie organizować wyprawy po ciało syna. „Pogrzeb byłby jakimś teatrem. Jeżeli są jacyś ludzie, którzy oferują się, że pójdą po Tomka, to ja mówię nie. Niech on tam zostanie, tam gdzie jest”.

 

Źródło: Uwaga! TVN

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.