Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

90-letni ksiądz, który nadal jest proboszczem. I zawsze chodzi w sutannie

STARSZY KSIĄDZ
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

„Życiu stawiam czoło z uśmiechem, ponieważ od 67 lat jestem szczęśliwym kapłanem”. Włoski proboszcz właśnie miał okazję uczcić pewien jubileusz „modlitwą z dwoma papieżami”.

90-letni włoski proboszcz odprawił mszę świętą z Franciszkiem, a następnie spotkał się z Benedyktem XVI. Mówi, że zawsze chodzi w sutannie, bo jest ona znakiem piękna powołania, które napełnia go radością.

 

Za wszystko dziękować i nigdy nie narzekać

Ksiądz Vezio Soldani stanął z Franciszkiem przy ołtarzu dokładnie 80 lat od swojej Pierwszej Komunii. Gdy spotkał Benedykta XVI, okazało się, że zostali wyświęceni tego samego dnia – 29 czerwca 1951 roku – papież senior w Bawarii, a on w Arezzo.

Nie mogło być lepszego sposobu, by podziękować Bogu za me spełnione życie, jak modlitwa z dwoma papieżami – mówi z uśmiechem ks. Soldani.

Mimo sędziwego wieku wciąż jest proboszczem w Arezzo. Zawadiacki uśmiech i typowe dla Toskańczyków poczucie humoru nie opuszczają go nigdy. „W rodzinnym domu nauczyłem się, by za wszystko dziękować i nigdy nie narzekać. I tak jest po dziś dzień” – wyznaje pytany o receptę długowieczności. „Niezależnie od tego, gdzie jestem zawsze chodzę w sutannie, bo jest ona dla mnie znakiem piękna powołania, które napełnia mnie radością” – mówi. I dodaje: „Z tego powodu stałem się słynny nie tylko wśród wierzących. Dziś sutanna zaczyna należeć do rzadkości”.

Pytany o spotkanie z Franciszkiem wyznaje, że wspólne z papieżem sprawowanie Eucharystii było dla niego ogromnym przeżyciem.

Musiałem poprosić papieża o wybaczenie, ponieważ trochę kuleję w mych proboszczowskich obowiązkach. Przestałem niestety chodzić po kolędzie i z Komunią św. do chorych. Nogi już mnie nie trzymają i trudno mi wchodzić po schodach. Zastępuje mnie w tym zaprzyjaźniony franciszkanin, ale to już nie to samo. Bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem jest sercem mojej kapłańskiej posługi – wyznaje ks. Soldani.

 

Wierność brewiarzowi, różańcowi i adoracji

Jego posługa związana jest z piękną Toskanią, której pejzaże uwielbia, zresztą tak samo jak miejscowe wino. W 1951 r. zaczął pracować w Castiglion Fiorentiono i służył tam 13 lat, następnie przez 16 lat posługiwał w Poppi, gdzie zajmował się m.in. więźniami. W 1980 r. został proboszczem parafii świętych Flory i Łucji w dzielnicy Badia, w samym centrum sugestywnego Arezzo. Miasto to nazywa „piękną perłą sztuki”. Od początku towarzyszył m.in. miejscowemu Stowarzyszeniu Miłosierdzia, chodził do więzienia i wspomagał biednych i potrzebujących.

Urodził się 22 marca 1928 roku. Był czwartym z pięciu braci. Jego rodzina, jak wspomina, była uboga i żyła w ogromnej prostocie, ale zarazem była bardzo szlachetna i otwarta na potrzebujących. Bracia wspominają, że Vezio był „chwytającym wszystkich za serce słodkim uparciuchem”, który konsekwentnie dążył do celu.

Jako dziecko odkrył duchowość maryjną, a wiarę odkrywał, wędrując po przepięknych kościołach Arezzo. Rodzeństwo było pod wrażeniem odwagi chłopca, który jako 11-latek zdecydował się opuścić dom rodzinny i wstąpić do niższego seminarium duchownego w Arezzo.

„Oddałem się wówczas Jezusowi raz na zawsze” – mówi dodając, że wierność brewiarzowi, różańcowi, codziennej adoracji i częstej spowiedzi były w ciągu tych lat jego siłą. „Zawsze służyłem Bogu z uśmiechem, ponieważ od 67 lat jestem szczęśliwym kapłanem” – wyznaje ks. Soldani.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail