Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Na świecie żyją 40,3 miliony „współczesnych niewolników”. Kim są?

NIEWOLNICTWO W AFRYCE
Shutterstock
Udostępnij

Około 40,3 miliona osób na całym świecie żyje i pracuje jak niewolnicy. Tak wynika z opublikowanego 19 lipca Światowego Indeksu Niewolnictwa – raportu przygotowanego przez organizację Walk Free Foundation. Oznacza to, że na tysiąc mieszkańców naszej planety 5,4 z nich można określić jako „współczesnych niewolników”.

Ofiarami niewolnictwa padają zazwyczaj przede wszystkim kobiety i dzieci – stanowią ok. 71%, czyli niemal trzy czwarte „współczesnych niewolników”. Pozostałe 29% stanowią mężczyźni. Z badań wynika również, że ponad połowa tych osób to nieletni.

Raport wskazuje również, że spośród tych 40,3 mln niewolników 15,4 mln to kobiety i dzieci zmuszane do zawarcia związku małżeńskiego. Niemal 25 mln, a dokładniej 24,9 mln osób, to ofiary przymusowej pracy. W niektórych wypadkach opresorem są władze państwa, w którym żyją.

 

Państwa najmniej chlubne…

Dziesięć państw o najgorszej sławie w tym względzie, czyli takich, gdzie stopa niewolnictwa jest największa, to kraje azjatyckie i afrykańskie. Pierwsze trzy miejsca w tym niezbyt godnym pozazdroszczenia rankingu zajmują Korea Północna, Erytrea i Burundi. Następne w kolejności są Republika Środkowej Afryki, Afganistan, Mauretania, południowy Sudan, Pakistan, Kambodża i Iran.

Jak wyjaśniają autorzy Global Slavery Index 2018 na przeszło 200 stronach raportu, sytuacja w większości z tych krajów naznaczona jest poważnymi problemami, przede wszystkim konfliktami wojennymi, ale charakteryzuje je także brak państwa prawa i bezpieczeństwa fizycznego.

Ponadto, w państwach, które zajmują to niechlubne podium ‒ Korei Północnej, Erytrei i Burundi – niewolnictwo narzucone jest przez władze. Według raportu Walk Free jeden obywatel Korei Północnej na dziesięciu, a więc ok. 2,6 mln osób, sprowadzonych jest do roli niewolnika. Ten los jest zresztą udziałem wielu północnokoreańskich chrześcijan, którzy, zamknięci w cieszących się złą sławą kwanliso, zobligowani są do przymusowej pracy na rzecz reżimu Pyongyang.

Ze swojej strony Isajas Afewerki – prezydent Erytrei, u władzy od ponad 25 lat, wprowadzając, z uwagi na trwający od lat konflikt z Etiopią, służbę wojskową na czas nieokreślony, według Amnesty International przyczynił się do powstania „pokolenia uchodźców”.

Z kolei należy przypomnieć, że Burundi, w którym praca przymusowa jest zjawiskiem na porządku dziennym, to jedno z państw z największym odsetkiem pracujących nieletnich, na co zwrócił uwagę dziennik La Repubblica w czerwcu 2014 roku. W tym afrykańskim kraju przynajmniej jedno dziecko na pięć podlega różnym formom wykorzystywania. Mali niewolnicy są „opłacani bardzo źle lub wcale”. Wiele burundyjskich dzieci pracuje w polu lub na terenie miast jako „służba” w lepszych domach.

Tę plagę pogarsza też fakt, że małym pracownikom nie przysługują w zasadzie żadne prawa. Do tego stopnia, że bardzo często możemy mówić o naprawdę niewolniczych warunkach – pisze włoski dziennik.

Wśród krajów, które niewiele działają w walce z niewolnictwem „pomimo swojego bogactwa i zasobów”, figurują państwa o wysokim PKB na osobę, takie jak Kuwejt, Katar, Singapur czy sułtanat w Brunei.

 

… i te cieszące się dobrą sławą

Istnieją jednak też kraje, które od lat z dużym zaangażowaniem walczą z tym zjawiskiem. W rankingu Światowego Indeksu Niewolnictwa najlepszy wynik w tym względzie osiągnęła Holandia. Holendrzy przodują wśród dziesięciu narodów najaktywniej działających przeciwko pladze niewolnictwa. Poza Holandią wymienia się wśród nich USA, Wielką Brytanię, Szwecję, Belgię, Chorwację, Hiszpanię, Norwegię, Portugalię, a także malutką Czarnogórę.

Znaczące jest zaangażowanie krajów takich jak Gruzja, Mołdawia, Senegal, Sierra Leone czy Mozambik, które, pomimo ograniczonych lub niewielkich środków, według raportu „stanowczo opowiadają się przeciw” niewolnictwu. Mozambik, na przykład, jest jednym z najbiedniejszych krajów na świecie, z PKB wynoszącym 634 dolary na osobę (wg. danych z 2012 roku) i niskim Wskaźnikiem Rozwoju Społecznego (WRS/HDI) równym 0,418.

 

Od Europy i Azji Środkowej po Stany Zjednoczone

Według Światowego Indeksu Niewolnictwa w regionie obejmującym Europę i Azję Środkową współczesne niewolnictwo występuje przeważnie na terenie Turkmenistanu, Białorusi i Macedonii. Z kolei Rosja, Turcja i Ukraina przodują jeśli chodzi o najwyższy odsetek ofiar niewolnictwa w całym tym regionie. Wśród krajów, w których wciąż istnieje praktyka pracy nakazanej przez państwo widnieje zresztą Białoruś. W tym państwie po dziś dzień istnieje system zwany Subbotnik, zwany również komunistyczną sobotą, który obliguje pracowników instytucji państwowych do pracy w sobotę lub weekend i do przeznaczenia dochodu na cele wskazane przez państwo.

„Współczesne niewolnictwo” występuje również w Stanach Zjednoczonych. Według raportu za oceanem ponad 400 tys. osób żyje w warunkach niewolnictwa.

Zdumiewająca statystyka, która wskazuje na wagę problemu na poziomie globalnym – wyjaśnia twórca Walk Free, Andrew Forrest, w komunikacie prasowym.

Stany Zjednoczone są jednym z najlepiej rozwiniętych krajów na świecie, a mimo to 400 tys. „współczesnych niewolników”  mieszka tam i wykonuje przymusową pracę – dodaje australijski przedsiębiorca i filantrop. – Jest to możliwe tylko z powodu przyzwolenia na wykorzystywanie – podkreślił.

 

Napęd współczesnego niewolnictwa

Raport Walk Free Foundation wiele uwagi poświęcił również importowi produktów wytworzonych przy użyciu rąk współczesnych niewolników do krajów G20, którego wartość przekroczyła 354 mld dolarów. Dlatego, jak sugerują autorzy Światowego Indeksu Niewolnictwa, to właśnie import stanowi „motor napędowy” współczesnego niewolnictwa. Największa część kwoty 354 mld dolarów przeznaczona jest na import urządzeń elektronicznych, a wśród nich komputerów, laptopów i smartfonów. Gwoli ścisłości wydaje się na nie 200,1 mld dolarów. Kolejnym ważnym sektorem jest przemysł odzieżowy. Kraje G20 importują odzież „z niepewnego źródła” o wartości 127,7 mld dolarów. Na trzecim, czwartym i piątym miejscu sytuują się przemysł rybny (12,9 mld dolarów), kakao (3,6 mld dolarów) i trzcina cukrowa (2,1 mld dolarów).

Gigant światowej gospodarki jest zresztą największym importerem produktów, które wytworzone zostały dzięki niewolniczej pracy. Stany Zjednoczone rocznie importują produkty „z niepewnego źródła” o wartości 144 mld dolarów, z czego materiały elektroniczne i odzież z samych tylko Chin o wartości 122 mld dolarów. Wietnam (11,2 mld dolarów) i Indie (3,8 mld dolarów) zajmują kolejno 2 i 3 miejsce wśród krajów eksportujących produkty „z niepewnego źródła” do Stanów Zjednoczonych. Tak więc ilość produktów importowanych do USA „z niepewnego źródła” jest trzykrotnie większa niż w przypadku drugiego importera na liście spośród krajów G20, czyli Japonii (47 mld dolarów). Na trzecim miejscu plasują się Niemcy (30 mld dolarów), a następnie Wielka Brytania (18 mld dolarów) i Francja (16 mld dolarów). Włochy ze swoimi 7 mld dolarów zajmują 12 miejsce.

Konieczne jest działanie

Z raportu jasno wynika między innymi to, że 12 spośród 20 krajów członkowskich G20, między innymi Argentyna, Meksyk czy Rosja, nie robi nic, by zmarginalizować to zjawisko lub mu przeciwdziałać. Również ojczyzna Andrew Forresta dotychczas nic nie zrobiła w tej sprawie, choć Canberra pracuje właśnie nad nową, awangardową ustawą.

Trzeba działać. Wielkie zaniepokojenie wzbudziły, opublikowane przez CNN jesienią zeszłego roku, aukcje nigeryjskich imigrantów w Libii. Filmy te sugerują, że na początku trzeciego tysiąclecia wciąż jeszcze istnieje rynek niewolników.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail