Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Toksyczna doskonałość. Świętość, której Bóg dla nas nie chce

TOKSYCZNA DOSKONAŁOŚĆ
Chris Barbalis/Unsplash | CC0
Udostępnij

Regularna spowiedź jest ratunkiem, ale może być też narzędziem samoudręczenia.

Każdego dnia roku wspominamy świętych i błogosławionych. Ich przykład jest dla wielu inspiracją i motywacją do życia wiarą. Jest jednak pułapka, której można ulec i zniechęcić się do drogi świętości. Jak jej uniknąć i zyskać jeszcze więcej szczęścia oraz wolności?

Ten artykuł wyrósł z mojego życia. Dlatego można go nazwać subiektywnym i autentycznym. To pierwsze określenie wskazuje na to, że nie każdy musi wpaść w pułapkę perfekcjonizmu kryjącego się pod przykrywką religijnych, wzniosłych i szlachetnych motywacji. To drugie pozwala mi mówić odważnie, bo do tej pory zmagam się ze sobą, aby wyjść na prostą drogę wiary radosnej i dającej wolność.

 

Przewrotność perfekcjonizmu

Wszystko zaczęło się niepozornie: od mocnego postanowienia poprawy. Co znaczny mocnego – każdy osądza w swoim sumieniu. Jednak ta dowolność interpretacji pozostawia szeroki margines.

Gdy mamy do czynienia z perfekcjonizmem, wymagania będą bardzo wysokie. Inaczej pracuje się nad grzechem, gdy zaczynam z postawą przyjaciółki Boga, a inaczej, gdy muszę zasłużyć u Niego na piątkę.

Lekarstwo: spowiednik i kierownik duchowy. Najlepiej dwa w jednym. Tak, żeby był w stanie w porę wyłapać niezdrowe zachowania. Regularna spowiedź jest ratunkiem, ale może być też narzędziem samoudręczenia.

Istnieją także mapy – przewodniki po drogach świętości. Dla mnie była to na przykład „Twierdza wewnętrzna” św. Teresy z Avila. To dzieło reformatorki karmelu w rękach nastolatki stało się źródłem nieustannych wyrzutów sumienia, gdy nie byłam w stanie wprowadzić zasad życia zakonnego między swoje obowiązki – między liceum, a szkołę muzyczną.

Zachęty niektórych kapłanów rzucane z ambony podczas różnych rekolekcji – do praktyki Lectio divina, codziennego rachunku sumienia, modlitwy w ciszy itp. – tworzyły dla perfekcjonistki zabójczy koktajl.

Lekarstwo: Jak wyżej. Mądry towarzysz na drodze duchowości. Uwzględniający w rozmowie także zakres lektur, a te warto, żeby uwzględniały stan, w którym żyjemy. Inspirująca dla świeckich może być „Filotea” św. Franciszka Salezego, ale i jej standardy pobożności warto skonsultować z kierownikiem lub spowiednikiem, gdyż każda lektura duchowa niewłaściwie zastosowana może szkodzić naszemu życiu lub zdrowiu.

 

Przykłady, a nie szablony świętości

Wszystkie moje starania wypływały z pięknego pragnienia bycia świętą. Karmiona opisami nieskazitelnych bohaterek wiary, niezłomnych, wytrwałych, w moich oczach – idealnych, marzyłam o znalezieniu się wśród nich. Po co? Żeby być nieskończenie szczęśliwą – tu na ziemi i w niebie. Ciągle jednak moje życie nie przystawało do ich wzorca.

Doskonałą radę w mądrym korzystaniu z przykładu świętych daje nam papież Franciszek w adhortacji apostolskiej Gaudete et exultate:

Nie można się więc zniechęcać, podziwiając wzory świętości, które wydają się nieosiągalne. Istnieją świadectwa przydatne, by nas pobudzić i motywować, ale nie dzięki temu, że próbujemy je kopiować, gdyż to mogłoby nas jeszcze oddalić od wyjątkowej i specyficznej drogi, jaką przygotował dla nas Pan.

 

Nadzieja odnaleziona

Szukając w małżeństwie bezpiecznego modelu duchowości, wybrałam… trzeci zakon dominikański. Wydawać by się mogło, że to najbardziej niebezpieczna dla perfekcjonistki decyzja, aby zobowiązywać się do przestrzegania reguły uwzględniającej wiele aktów pobożności.

Dzięki mądremu kierownictwu duchowemu udało mi się znaleźć złoty środek w jej wypełnianiu i nie zadręczaniu się wyrzutami sumienia. Chociaż nadal jest to balansowanie na krawędzi.

Biorę sobie do serca zachętę papieża Franciszka, aby szukać własnej drogi. A wiem, jaka droga jest dla mnie najlepsza i jedyna – moja własna:

Liczy się to, aby każdy wierny rozpoznał swoją drogę i wydobył z siebie to, co ma najlepszego, to, co najbardziej osobistego Bóg w nim umieścił (por. 1Kor 12, 7), a nie marnował sił, usiłując naśladować coś, co nie było dla niego pomyślane.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail